„The Work” Byron Katie cz. 1 – czyli myśli, które strąciły nas z nieba

Mam ostatnio bardzo intensywny okres w życiu. Zmiany przychodzą do mnie zawsze falami, więc w tym roku wiosenne porządki przybiorą formę prawdziwego tsunami.


Zaczynam od zmiany mieszkania – to obecne wynajmuję już od czterech lat, choć nie uważam by było ono ani szczególnie komfortowe, ani ładne. Z jakiego więc powodu tak długo tu zostałam? Ponieważ uwierzyłam w myśl, że jest ono przyzwoitą ofertą, ma bardzo dobrą cenę i nie znajdę nic lepszego. Mając to przekonanie, nie szukałam innego. Jak się okazało, po kilku podwyżkach w trakcie tych czterech lat, obecne mieszkanie wcale nie jest aż tak atrakcyjne cenowo. Do tego dołożenie kilkuset złotych miesięcznie na wynajęcie czegoś ładniejszego nie spowoduje krachu mojego budżetu domowego. Jednak to dopiero nieprzyjemna sytuacja z właścicielką (zażądała zapłaty wysokiego rachunku, bez okazywania mi go) spowodowała, że skonfrontowałam myśl „dobra oferta, tanio, nie znajdę nic lepszego” z rzeczywistością. Znalezienie nowego, pięknego mieszkania, niewiele droższego, zajęło mi jeden weekend.


Zmieniam również pracę. Jak już kilkukrotnie pisałam zawodowo zajmuję się grafiką – projektuję strony internetowe, kampanie, czasem materiały drukowane. Pracowałam dla dużych firm i znanych marek. Z czasem, wraz ze wzrostem świadomości dotyczącej odżywiania, zaczęłam odczuwać coraz większy konflikt wewnętrzny. W pracy „smacznie ubierałam w grafikę” reklamy produktów, które po pracy oceniałam jako kiepskiej jakości. Jednak najbardziej doskwierał mi brak ekologicznej atmosfery w pracy. Uwierzyłam w myśl, że gdybym pracowała dla ludzi i z ludźmi związanymi ze zdrowym odżywianiem znalazłabym swoje miejsce na ziemi. Zatrudniłam się w firmie sprzedającej produkt, który uwielbiam, od 2 lat używam i za jego jakość mogłabym ręczyć własną głową. Osiągnęłam zgodność wewnętrzną, ale klimat pracy zdecydowanie nie należał do ekologicznych. Prawdę mówiąc, wpadłam w tym względzie z deszczu pod rynnę. Zderzenie z rzeczywistością skończyło się sporym rozczarowaniem. Postanowiłam wrócić do grafiki ze świadomością, że każde środowisko tworzą ludzie, a ci są bardzo różni. Wszędzie. Za kilka dni rozpoczynam okres próbny w fajnej firmie. Kto wie, może to moje miejsce?


Tak jak pisałam w podsumowaniu 2011 roku, nadal marzę o pracy związanej z Raw food. Takiej, która da mi wewnętrzne poczucie spójności. Najlepiej na własny rachunek, by mieć satysfakcję budowania według własnych zasad. Jakiś czas szukałam kierunku takiego projektu komercyjnego. Najpopularniejsze zajęcia zarobkowe Rawfoodystów to sprzedaż suplementów lub prowadzenie szkoleń. Ja nie do końca odnajduję się ani w jednym, ani w drugim. Uwierzyłam w myśl, że taki sposób dla mnie nie istnieje. Mając takie przekonanie, przestałam szukać. Kilka miesięcy później szansa na taki projekt odnalazła mnie. Jednak podeszłam do niej z dużą rezerwą, nie potraktowałam jej jako możliwości spełnienia marzeń. Na szczęście trafiłam na wyrozumiałych i cierpliwych ludzi :) Nadal pracujemy nad kształtem projektu, ale mam nadzieję, że niedługo ujrzy on światło dzienne.


Jak widać na tych trzech przykładach myśli w bardzo realny sposób kształtują naszą rzeczywistość. Nie próbuję bynajmniej powiedzieć, że jest to odkrywcze stwierdzenie. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zdajemy sobie z tego sprawę. Żywym dowodem na to jest ogromna popularność tego tematu, setki publikacji, książek i technik. Jednak najważniejsze pytanie – jak zmieniać myśli, które utrudniają nam życie, więżą w niekomfortowej sytuacji (przykład z mieszkaniem), wywołują cierpienie i rozczarowanie (przykład z pracą), hamują rozwój osobisty (przykład z projektem komercyjnym) – pozostaje często bez odpowiedzi. Rozpoczynając drogę do zdrowia chwytałam się różnych sposobów by osiągnąć spokój umysłu i pozytywne przekonania. Zaczynałam klasycznie – od NLP, chodzenia po rozżarzonych węglach, łamania desek na szkoleniach motywacyjnych, Radykalnego Wybaczania, afirmacji itd. Wszystko fajne, wszystko na chwilę. Na dłuższą metę nic się nie zmieniało. W końcu zrozumiałam, że naprawianie konsekwencji myśli jest (dla mnie) bez sensu, bo przyczyna nadal pozostaje nierozwiązana. Tak trafiłam na The Work i Byron Katie.



Historia Byron Katie

Byron Katie jest obecnie jedną z najbardziej cenionych trenerek rozwoju osobistego, inspiruje tysiące ludzi na całym świecie. Tak John Tarrant w Przedmowie do książki Byron Katie „Kłamstwa o miłości” opisuje jej osobistą historię:


„Historia życia Katie jest wyjątkowa, chociaż mogłaby być historią każdego z nas. Kiedyś była szczęśliwą żoną i matką trójki dzieci. Miała męża, który ją kochał i lubił swoją pracę. Później wszystko zaczęło się psuć, aby pewnego dnia runąć na dobre. Katie przytyła, zaczęła pić, zawładnęły nią gniew i lęk, sypiała z rewolwerem pod poduszką. […] Nadal prowadziła firmę, lecz czuła się kompletnie zagubiona i miała bardzo niskie poczucie własnej wartości. Do tego momentu jest to całkiem zwyczajna opowieść i zwyczajne, chociaż bolesne, cierpienie – człowiek wędruje przez życie, rozglądając się dokoła, aż nagle coś nieoczekiwanie go uderza i przyciąga uwagę.


[…] Katie pogrążyła się w głębokim kryzysie i nic nie wskazywało na to, że problemy rozwiążą się same. Był to głęboki kryzys obejmujący całe jej życie. Rodzina zastanawiała się, czy Katie nie zwariowała. W końcu, Katie rozpoczęła leczenie w klinice zaburzeń odżywiania, ponieważ był to jedyny program finansowany z jej ubezpieczenia zdrowotnego – ot, taki malutki, praktyczny amerykański akcent. Jednak terapia ani leczenie nie pomogły jej. Pewnego ranka obudziła się i stwierdziła, że cały świat przewrócił się do góry nogami. Jej życie już nie było takie jak dawniej. Działo się to w roku 1986.


[…] Co się stało? Katie dokonała prostego odkrycia. Zauważyła, że daje wiarę własnym myślom i w ten sposób sama budzi w sobie lęk. Kiedy przestała im wierzyć, świat koszmarów prysł. Wewnętrzne konflikty i obawy zniknęły. […] Oto jak sama to wspomina:


Ujrzałam wyraźnie, w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, że jest zupełnie inaczej, niż mi się zdawało. Moje myśli były sprzeczne z rzeczywistością, tworzyły opowieści o tym, jak według mnie powinno wyglądać życie. „Mąż powinien być ze mną bardziej szczery”, „Dzieci powinny mnie darzyć większym szacunkiem”. Zrozumiałam, że zamiast obserwować, co się dzieje, dyktowałam rzeczywistości własne warunki – jakbym potrafiła decydować o jej kształcie.

Teraz rozumiem, że prawda jest całkiem inna. Mąż nie powinien być ze mną bardziej szczery – nie powinien, ponieważ nie był. Dzieci nie powinny były darzyć mnie większym szacunkiem, ponieważ tego nie czyniły. W jednej chwili stałam się miłośniczką rzeczywistości. Odkryłam, że taka postawa jest bardziej naturalna, daje więcej spokoju.


[…]


Moje życie przypomina bajkę. Pewnego cudownego dnia, zajęta własnymi sprawami, udałam się na pustynię Mojave. Nagle ujrzałam przed sobą ogromnego grzechotnika. Omal na niego nie nastąpiłam! W promieniu wielu kilometrów nie było żywej duszy – mogłam zginąć powolną, bolesną śmiercią. Serce waliło mi jak oszalałe, czoło zalało się potem. Byłam sparaliżowana przez lęk.


Później, sama nie wiem jak, mój wzrok się wyostrzył. Spojrzałam na węża jeszcze raz i stał się cud. Grzechotnik okazał się kawałkiem grubej liny. To lina! Wąż jest liną! Padłam na ziemię, zaczęłam śmiać się i płakać. Nawet ją kopnęłam.


Co się stało? Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Wiedziałam, że choćbym stała na tej linie tysiąc lat, nigdy więcej nie doświadczę przerażenia. Poczułam ogromną wdzięczność i spokój. Nawet gdyby cały świat ujrzał „węża”, krzyczał ze strachu, uciekał, miał atak serca i zląkł się na śmierć – ja nie doświadczyłabym żadnego lęku i przekazywałabym im dobrą wiadomość. Rozumiałabym ludzkie obawy, dostrzegała cierpienie, słuchała opowieści o tym, dlaczego uważają ten przedmiot za węża, jednak w żaden sposób nie mogłabym im uwierzyć ani zacząć się bać kawałka liny. Odkryłam prostą prawdę – ten wąż jest kawałkiem liny.


Zdaniem Katie nie jest ważne to, jak bardzo czujesz się nieszczęśliwy – trzeba jedynie zakwestionować własne myśli leżące u podstaw cierpienia. Coś, co bierzesz za grzechotnika, w rzeczywistości jest kawałkiem liny. Wszystkie formy zagubienia w relacjach międzyludzkich mają u swego podłoża ten sam lęk – że nie zdołasz przeżyć i być szczęśliwym bez czyjejś aprobaty lub miłości, że jeżeli nie będziesz pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby zadowolić szefa, współmałżonkę czy kolegę, zawali się cały twój świat.


[…] W odkryciu Katie najlepsze jest to, że gdy zakwestionujesz własne myśli, odkryjesz, iż świat jest znacznie bardziej życzliwym miejscem, niż sądziłeś, że nie ma potrzeby kłaść się spać z niepokojem i budzić z lękiem. Kiedy nauczysz się patrzyć, odsłoni się przed tobą świat pełen miłości i niezwykłych możliwości.”



Mi „The Work” pomógł trwale uporządkować negatywne myśli, które odbierały spokój już od wielu lat. Nie jest to oczywiście proces zakończony. Od czasu do czasu, każdy z nas daje wiarę niewłaściwym przekonaniom. Dlatego ważne jest, aby znać sposób jak sobie z nimi radzić. W części 2 tego wpisu usiądziemy na kanapie z Byron Katie i spojrzymy na własną rzeczywistość z perspektywy 4 pytań. Cheers :)



Copyright Monika Trawinska 2014.