<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>RAWolucja (Raw food po polsku) &#187; Warto przeczytać</title>
	<atom:link href="/category/warto-przeczytac/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://rawolucja.pl</link>
	<description>Blog o Raw food, Raw przepisy, surowa dieta</description>
	<lastBuildDate>Mon, 24 Dec 2012 15:26:34 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=4.2.12</generator>
	<item>
		<title>&#8222;Cień Hipokratesa&#8221; David Newman &#8211; czyli o odpowiedzialności za własne zdrowie.</title>
		<link>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/cien-hipokratesa-david-newman-czyli-o-odpowiedzialnosci-za-wlasne-zdrowie/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/cien-hipokratesa-david-newman-czyli-o-odpowiedzialnosci-za-wlasne-zdrowie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Feb 2012 14:42:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[błędy lekarzy]]></category>
		<category><![CDATA[Hipokrates]]></category>
		<category><![CDATA[jak leczył Hipokrates]]></category>
		<category><![CDATA[medycyna holistyczna]]></category>
		<category><![CDATA[tajemnice współczesnej medycyny]]></category>
		<category><![CDATA[współczesna medycyny]]></category>
		<category><![CDATA[zasady Hipokratesa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=4563</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnim filmiku opowiadam jak sobie radzić z nadmiernym krytycyzmem ukierunkowanym do wewnątrz &#8211; czyli jak przestać się obwiniać, robić sobie wyrzuty, odczuwać stres w zetknięciu z własną niedoskonałością. Po jego opublikowaniu dostałam kilka maili z pytaniem co w sytuacji, kiedy odpowiedzialność za swoje zdrowie wkładamy w ręce różnych specjalistów ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>W ostatnim filmiku opowiadam jak sobie radzić z nadmiernym krytycyzmem ukierunkowanym do wewnątrz &#8211; czyli jak przestać się obwiniać, robić sobie wyrzuty, odczuwać stres w zetknięciu z własną niedoskonałością. Po jego opublikowaniu dostałam kilka maili z pytaniem co w sytuacji, kiedy odpowiedzialność za swoje zdrowie wkładamy w ręce różnych specjalistów i czujemy się nimi rozczarowani. Nie mamy śmiałości wziąć spraw we własne ręce, a jednocześnie frustruje nas nieskuteczność zaleceń dietetyków czy lekarzy. Jednym słowem, jesteśmy w ślepej uliczce.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Cóż, nie znam magicznego sposobu. Uważam, że tego typu dylematy rozwiązują się same wraz ze wzrostem świadomości odnośnie stanu etycznego różnego rodzaju organizacji powołanych do ochrony naszego zdrowia i samej medycyny akademickiej. Dlatego chciałabym Wam dziś polecić, moim zdaniem, genialną książkę. Znalazłam ją w outlecie Empiku. Stosik tego wydawnictwa leżał tam chyba od dawna, kilkakrotnie przeceniany. Dla mnie to dobitny obraz, jak bardzo nie lubimy świadomości, że to właśnie my jesteśmy odpowiedzialni za własne zdrowie ;)</p>
<p><img src="/wp-content/uploads/CienHipokratesa2.jpg" alt="" width="543" height="261" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>&#8222;Cień Hipokratesa. Tajemnice Domu Medycyny&#8221; to opowieść o tym, czym medycyna powinna być i czym jest, ale oddajmy głos autorowi &#8211; David&#8217;owi H. Newman&#8217;owi:</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>&#8222;Jak na dzisiejsze standardy Hipokrates stosował dalece niekonwencjonalne metody leczenia. Ojciec założyciel medycyny rutynowo badał smak uryny pacjentów, oglądał ropę i woskowinę uszną, wąchał i dokładnie oglądał ich kał. Oceniał lepkość potu i badał krew, flegmę, łzy i wymiociny. Zapoznawał się dokładnie z ogólnym samopoczuciem pacjentów, a także z ich sytuacją rodzinną i domową, studiował nawet ich wyraz twarzy. Zanim postawił ostateczną diagnozę i zaproponował terapię, brał również pod uwagę przyzwyczajenia żywieniowe badanej osoby, porę roku, wiatry dominujące w danym regionie, zasoby wody w domu pacjenta oraz kierunek, w którym była zwrócona fasada domu. Zbierał informacje, zadawał wnikliwe pytania i cierpliwie dokumentował wszystkie fakty.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Współcześni lekarze często z niedowierzaniem czy wręcz przerażeniem kręcą głową, kiedy słyszą opis metod diagnostycznych Hipokratesa. Natomiast laicy reagują inaczej &#8211; mówią głośno, jak wspaniale byłoby leczyć się u Hipokratesa. Ta rozbieżność opinii ilustruje samo sedno tematu, jaki podejmuję w tej książce: w którymś momencie trwającej dwa tysiące czterysta lat podróży z wyspy Kos w starożytnej Grecji do współczesnych szpitali, gdzie medycynę wspiera nauka i technologia, rozeszły się drogi pacjentów i lekarzy. Obie grupy mają dziś inne oczekiwania i inne cele. Na początku zapewne rozminęliśmy się ledwo o krok, choć wybrane przez nas drogi z pewnością były wybrukowane dobrymi chęciami. Nieistotne zresztą, jak to wszystko się zaczęło. Od tamtego momentu my, lekarze, stopniowo oddalaliśmy się od naszych pacjentów, a teraz dzielą nas od siebie lata świetlne.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W 400 roku p.n.e., kiedy Hipokrates prowadził akademię medyczną na Kos, dokumentując wizyty u pacjentów, ucząc studentów Sztuki medycyny (przez duże S) i pisząc książkę, którą potem nazwano Korpusem Hipokratejskim (Corpus Hippocraticum), nie wiedział, że w ten sposób kładzie podwaliny pod zachodnią teorię medyczną na kolejne ponad dwa tysiąclecia. Ale mimo, że dziś lekarze składają przysięgę na całe życie wziętą wprost z jego pism, sam Hipokrates nie podpisałby się pod naszą interpretacją zasad tej Sztuki.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Hipokrates był praktykiem holistycznym, chciał bowiem objąć terapią całą osobę, podczas gdy dziś specjalizujemy się w niezwykle wąskich dziedzinach wiedzy anatomicznej i fizjologicznej, pozostawiając kwestię równowagi w ludzkim ciele innym kolegom. Hipokrates był zagorzałym i obiektywnym empirykiem, podczas gdy dziś większość lekarzy spędza tak niewiele czasu z każdym pacjentem, iż absurdem jest twierdzić, że posiadają jakieś szczególne możliwości obserwacyjne. Hipokrates do perfekcji opanował sztukę rozmowy z pacjentem, podczas gdy dziś lekarze to chodzące komunikacyjne koszmary (wystarczy zapytać pacjentów). Hipokrates odczuwał i okazywał współczucie, my natomiast wybieramy chłodny, bardziej &#8222;naukowy&#8221; model interakcji między lekarzem i pacjentem. Jeśli Hipokrates to ojciec praktykowanej dziś sztuki medycznej, to my jesteśmy jego zbuntowanymi, zdezorientowanymi i skupionymi na sobie nastoletnimi dziećmi.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>To, że drogi pacjentów i lekarzy się rozeszły, staje się jasne dla każdego, kto ostatnio był u lekarza. Ale kultura współczesnej medycyny zna zjawisko, które gwarantuje pogłębienie się przepaści oddzielającej pacjenta od lekarza. To zjawisko praktycznie uniemożliwia jakąkolwiek autentyczną komunikację i wyklucza pojednanie czy wzajemne zrozumienie. W ostatecznym rozrachunku to zjawisko powoduje, że lekarze trzymają się na uboczu, czują się niezrozumiani i w rytualny niemal sposób dystansują się wobec reszty ludzkości. To zjawisko to tajemniczość.  Lekarze mają tajemnice, i to wcale nie mało.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Moja książka ma na celu ujawnienie tych tajemnic i skończenie z całą tą maskaradą. Ale łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Nie każdy sekret wyciąga się na światło dzienne z tą samą łatwością. Niektóre spoczywają na dnie umysłów lekarzy i trudno do nich dotrzeć (bez pomocy), za to inne bez trudu można obnażyć. Niektóre są tak oczywiste, że wszyscy o nich wiedzą, choć mało kto głośno o nich mówi. Niektóre dochodzą do głosu w niemal każdej rozmowie lekarza z pacjentem, inne zaś zależą od rodzaju choroby, stanu zdrowia lub natury spotkania. Jest tyle sekretów, że ta książka może tylko zainicjować proces ich wyjawiania.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Mam szczerą nadzieję, że lekarze przeczytają tę książkę i zrozumieją, że to nie donosicielskie expose napisane po to, by szykanować konkretne jednostki czy grupy. Prawda jest taka, że rzeczywiste tajemnice współczesnej medycyny chroni tradycja, myślenie grupowe i konstrukty systemowe, które karzą za nadmierną dociekliwość i badania prowadzone na własną rękę.  Są one wpisane w przyjmowane odgórnie założenia i modele myślenia, które nam się wpaja w czasie indoktrynacji i które stanowią dla nas godną zaufania podstawę. Biorą swój początek na najwyższym poziomie hierarchii medycznej i przenikają wszystkie piętra. Lekarze to najczęściej zaledwie pionki w prowadzonej systemowo &#8211; i systematycznie &#8211; nieuczciwej grze, stanowiącej konsekwencję tych tajemnic. Te właśnie sekrety i kłamstwa kształtują współczesną praktykę medyczną.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Jednak sytuacja jest w znacznie mniejszym stopniu czarno &#8211; biała, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Ci, którzy nas uczą, nie oszukują z premedytacją. Najczęściej lekarze to wspaniali ludzie, bezwarunkowo kochający ludzkość i szczerze zaangażowani w dzieło naprawy świata. Ale w którymś momencie edukacji medycznej wszyscy uczymy się, jak przechodzić do porządku dziennego nad wszelkimi niekonsekwencjami i wewnętrznymi sprzecznościami współczesnej medycyny. Co więcej, uczymy się, jak je lekceważyć, czy wręcz jak tłumić naszą ciekawość. Wypieramy się lub tłumimy świadomość niedostatków naszej wiedzy, nawet jeśli zdaliśmy sobie z nich sprawę, i za dobrą monetę bierzemy milczenie lub wymijającą odpowiedź, z którą spotkało się nasze pierwsze niewinne pytanie. Teraz znaleźliśmy się na niewygodnej i straconej pozycji, musimy bowiem naprawić to, co zepsuto, zanim my się pojawiliśmy.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Nawiązując do ponadczasowej i okrutnie krytycznej satyry The House of God (Dom Boga) Samuela Shema, lekarze często nazywają współczesny świat medycyny &#8222;Domem Medycyny&#8221;. Moja dziedzina, medycyna ratunkowa, to specjalizacja, która ze swojej natury stoi na granicy między medycyną i resztą społeczeństwa &#8211; jesteśmy zarazem w Domu Medycyny i w zewnętrznym świecie. Jeśli pokusić się o analogię, to medycyna ratunkowa jest werandą czy progiem Domu. Ambulatoria najczęściej usytuowane są dosłownie na granicach szpitali: funkcjonują jako brama dla chorych i rannych. Personel ratowniczy wchodzi w interakcję z zewnętrzną społecznością, ale jest też silnie zintegrowany z codziennym funkcjonowaniem szpitala, jego personelem i kulturą. Medycyna ratunkowa jako odrębna dziedzina zawitała do Domu Medycyny stosunkowo niedawno (za osobną specjalność medyczną uznano ją dopiero w 1979 roku) i dlatego pozwala z nowszej perspektywy spojrzeć na całe przedsiębiorstwo. Jako przedstawiciele medycyny ratunkowej musimy bezustannie wprowadzać innowacje i natychmiast reagować na nagłe wypadki. Przyjęte i usankcjonowane tradycją założenia często stanowią przeszkodę w jasnym myśleniu i utrudnienie, kiedy błyskawicznie trzeba rozwiązać jakiś nagły problem. Dlatego na każdym kroku musimy poddawać rewizji zasady leżące u podstaw naszej praktyki, którym hołduje społeczność lekarzy. Dla nas świeżość spojrzenia jest nie tylko cenna, ale wręcz kluczowa.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Przyjęty w tej książce punkt widzenia wynika bezpośrednio ze specyfiki moich doświadczeń. Posługuję się bowiem przykładowymi anegdotami z ambulatorium, a czasem również ze studiów medycznych, pracy paramedycznej i Szpitala Polowego nr 344 działającego w Iraku przy armii amerykańskiej. Zachodzące na obszarze medycyny ratunkowej sytuacje ilustrują, często w wyostrzeniu, zarówno ukryte mocne strony, jak i słabości naszego systemu. Historie, które tu przytaczam, są prawdziwe, choć zmieniam w nich nazwiska i okoliczności pozwalające je dokładnie zweryfikować&#8221;.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Powyższy fragment pochodzi z Przedmowy. W następnych rozdziałach autor pokazuje między innymi, jak to się dzieje, że mammografia przynosi więcej szkody niż pożytku, prawie każda resuscytacja kończy się fiaskiem, a antybiotyki przepisywane na ból gardła mogą być niebezpieczne. David H. Newman udowadnia również, jak potężny wpływ na zdrowie pacjentów może mieć &#8211; lekceważony przez lekarzy &#8211; efekt placebo, a także jak zwodnicza bywa nadmierna ufność w statystyki i badania. Uważam, że książka ta powinna być lekturą obowiązkową w szkołach. Z pasjonujących, trzymających w napięciu opowieści wprost z sal operacyjnych i gabinetów lekarskich wyłania się bardzo zrównoważony obraz współczesnej medycyny, w którym obok błędów lekarzy i lobbingu farmaceutów, możemy wyraźnie dostrzec niechlubną rolę pacjentów i ich braku gotowości do usłyszenia &#8222;nie wiem, nie znam przyczyny, proszę szukać dalej&#8221;. Na koniec polecam poniższy fragment:</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>&#8222;To, że lekarze często nie znają odpowiedzi, których poszukują razem z pacjentami, stanowi medyczny sekret, symptom cichego i wszechobecnego oszustwa. W mediach lekarzy przedstawia się najczęściej jako wszechwiedzących i często prosi o udzielenie odpowiedzi lub wydanie fachowej opinii w sprawach daleko wykraczających poza granice naszej skromnej wiedzy i wąsko wyspecjalizowanej praktyki. A jednak jeden kolega po fachu powiedział mi, że studiując medycynę na uniwersytecie, nauczył się, że lekarz nigdy nie używa dwóch zwrotów: &#8222;Nie wiem&#8221; i &#8222;Myliłem się&#8221;. Z pewnością nie nauczył się tego od Hipokratesa. Zachowania rozpowszechnione w środowisku lekarskim, idący z góry przykład mentorów i ogólna kultura medyczna spowodowały jednak, że właśnie tę naukę zapamiętali wszyscy.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Nieugruntowana w faktach wiara opinii publicznej w to, że znamy odpowiedź na większość pytań, może i nam schlebia, ale po cichu działa również na naszą niekorzyść. Trzeba posiadać gruntowną wiedzę na temat ograniczeń medycyny, aby zrozumieć, w czym tkwi prawdziwy leczniczy potencjał wizyt w Domu Medycyny. Świadomość tego, że nie potrafimy wyleczyć czy wręcz zrozumieć wielu dolegliwości, może pozwolić pacjentom odzyskać panowanie i kontrolę nad swoim samopoczuciem, chorobą i ciałem&#8221;.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Pytanie tylko czy my, pacjenci, faktycznie do tego dążymy&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/cien-hipokratesa-david-newman-czyli-o-odpowiedzialnosci-za-wlasne-zdrowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cała prawda o wodzie</title>
		<link>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/cala-prawda-o-wodzie/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/cala-prawda-o-wodzie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 18 Jun 2011 20:44:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Od czego zacząć?]]></category>
		<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[badania konsumenckie]]></category>
		<category><![CDATA[manipulacja producentow]]></category>
		<category><![CDATA[woda butelkowana]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=2561</guid>
		<description><![CDATA[Pisząc wpis na temat wody korzystałam m.in. ze świetnego artykułu Katarzyny Bosackiej &#8211; niestrudzonej wojowniczki o prawa konsumentów &#8211; na temat manipulacji jakie stosują producenci wód butelkowanych. Ponieważ post wyszedł obszerny, nie chciałam już przedłużać. A szkoda by tak ciekawe informacje się zmarnowały. Zachęcam do lektury :) Źródlaną pijemy za ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Pisząc wpis na temat wody korzystałam m.in. ze świetnego artykułu Katarzyny Bosackiej &#8211; niestrudzonej wojowniczki o prawa konsumentów &#8211; na temat manipulacji jakie stosują producenci wód butelkowanych. Ponieważ post wyszedł obszerny, nie chciałam już przedłużać. A szkoda by tak ciekawe informacje się zmarnowały. Zachęcam do lektury :)</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Źródlaną pijemy za często</strong></p>
<p>Czy to dobrze, że pijemy tak dużo wody źródlanej, pytam eksperta  ds. żywienia dr Małgorzatę Kozłowską-Wojciechowską z Akademii Medycznej  w Warszawie.</p>
<p>&#8211; Niedobrze, gdy jest to tylko woda  źródlana. Woda tak jak pożywienie powinna dostarczać cennych składników  odżywczych. Powinniśmy wycisnąć z niej, co się da &#8211; wapń, magnez, potas.  Badania amerykańskie dowiodły, że kobiety, które piją dużo wody bogatej  w minerały (czyli wodę mineralną), nie mają problemów z utrzymaniem  prawidłowego poziomu tych pierwiastków w organizmie. Woda źródlana  dostarcza ich w niewielkim stopniu.</p>
<p>Jeszcze bardziej  krytyczny wobec moich wyborów jest Tadeusz Wojtaszek z Polskiego  Towarzystwa Magnezologicznego: &#8211; Jeśli kupi pani butelkę wody źródlanej i  ją wypije, w organizmie nie zostanie nic z pożytecznych składników  mineralnych. Z butelki wody mineralnej z dużą zawartością minerałów  pozostanie ich odpowiednia ilość. Wody źródlane to wody o śladowej  ilości składników mineralnych, a im mniej w wodzie minerałów, tym  wartość zdrowotna mniejsza. Ba, woda pozbawiona składników mineralnych  jest dla zdrowia wręcz szkodliwa. Widziała pani kiedyś rury, którymi  płynie woda zdemineralizowana? Są zeżarte od środka. Bo ta woda jest tak  chłonna, że zabiera ze sobą wszystko, co się da. Udowodniono, że po  wypiciu pięciu litrów wody destylowanej człowiek umiera, bo ona  rozrzedza elektrolity, wypłukuje wszystkie potrzebne składniki  mineralne.</p>
<p>Przed oczami przepływają mi strugi wypitej na  próżno wody, której strumień wpada w rwącą rzekę wody butelkowanej  wypijanej przez większość Polaków. A z roku na rok pijemy jej coraz  więcej.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Wody coraz więcej</strong></p>
<p>W PRL-u wodę (wyłącznie gazowaną) sprzedawano w musztardówkach z  saturatorów albo w szklanych butelkach z naklejką &#8222;Woda sodowa&#8221;.</p>
<p>Lata 90. przyniosły rewolucję &#8211; w sklepach pojawiła się woda w  plastikowych butelkach, także niegazowana. Od tamtego czasu sprzedaż  wody butelkowanej w Polsce stale rośnie. W tej chwili wydajemy już na  nią 1,5 mld zł i będziemy wydawać &#8211; jak prognozują specjaliści &#8211; nawet o  8 proc. rocznie więcej. O ile jeszcze kilkanaście lat temu przeciętny  Kowalski wypijał rocznie 15 litrów takiej wody, o tyle w ubiegłym roku  już prawie 50. Przez ostatnie 12 miesięcy sprzedaż wzrosła prawie o 20  proc., choć do Europy nadal nam daleko &#8211; statystyczny Francuz pije ok.  120 litrów wody rocznie, Czech ponad 70, a europejscy liderzy &#8211; Włosi &#8211;  ok. 160 litrów.</p>
<p>Dlaczego jednak, mimo że pijemy coraz  więcej wody, tak mało o niej wiemy? Dlaczego, zamiast pić wodę  wartościową, sięgamy po tę mniej przydatną dla zdrowia? &#8211; Wiedza na  temat wody butelkowanej jest u nas niedostateczna &#8211; tłumaczy Elżbieta  Siliwanowicz z Federacji Konsumentów. &#8211; Mamy bardzo słabą orientację nie  tylko w nazewnictwie, ale i klasyfikacji. Woda źródlana dobrze się nam  kojarzy &#8211; z czystością i naturą, dlatego tak chętnie ją kupujemy. A że  nie widzimy różnicy między źródlaną a mineralną? Bo dla nas woda to woda  &#8211; każda butelkowana jest mineralna.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Nie każda woda dla każdego</strong></p>
<p>A przecież woda wodzie nierówna. Co jednemu służy, innemu może  zaszkodzić. Jeśli ktoś choruje na nadciśnienie, cukrzycę albo na serce,  powinien wystrzegać się wody z dużą zawartością sodu (zatrzymuje wodę w  organizmie i podwyższa ciśnienie). Wody lecznicze nie nadają się do  beztroskiego popijania bez kontroli lekarza (zawarte w nich minerały  można przedawkować).</p>
<p>A jaką wodę powinien pić ktoś taki  jak ja &#8211; zdrowy i średnio aktywny? &#8211; Najlepiej naturalną wodę mineralną  średniozmineralizowaną &#8211; mówi dr Kozłowska-Wojciechowska. Taka woda ma  już sporo minerałów i niezbyt dużo sodu. Warto sprawdzić też zawartość  wapnia &#8211; to pierwiastek, którego ciągle brakuje w organizmach Polaków, a  można go uzupełnić wraz z wodą. (&#8230;)</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Magnez &#8211; król życia</strong></p>
<p>&#8211; Zwracałbym też uwagę na zawartość magnezu &#8211; dodaje Tadeusz  Wojtaszek. Dlaczego? Bo magnez to król życia, bodaj najcenniejszy dla  zdrowia pierwiastek, a ciągle nam go brakuje. W każdej sekundzie w  każdej z komórek naszego ciała zachodzi 600 reakcji chemicznych. Magnez  bierze udział w 300 z nich. Wody z Beskidu Sądeckiego, zwłaszcza z  rejonu Muszyny i Piwnicznej, z Doliny Kłodzkiej oraz z Kujaw zawierają w  jednym litrze 100-200 mg magnezu. W ulotce reklamowej renomowanej  francuskiej wody mineralnej, która w jednym litrze ma tylko 6 mg  magnezu, 10,4 mg wapnia i w sumie 110 mg wszystkich składników  mineralnych, można przeczytać, że jest zalecana dla sportowców oraz  innych osób &#8222;przed, podczas i po wysiłku fizycznym&#8221;. Tylko po co ją pić,  i to za duże pieniądze, kiedy zwykła deszczówka ma czasem nawet do 60  mg składników mineralnych w jednym litrze!</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Czy Nałęczowianka jest mineralna?</strong></p>
<p>Uzbrojona w tę wiedzę idę na rekonesans do supermarketu.  Sprawdzam na butelkach mineralizację wód. Rzeczywiście są takie, które  zawierają niecałe 200 miligramów składników mineralnych w litrze, i  takie, które mają przeszło 2 tys. To i tak nic, bo woda lecznicza Zuber  zawiera 23 tys. mg składników mineralnych w litrze!</p>
<p>Specjaliści zgodni są co do tego, że oddziaływanie wody na organizm  zależy od stężenia soli rozpuszczonych w wodzie &#8211; co najmniej 1000 mg/l &#8211;  lub określonego stężenia przynajmniej jednego z cennych dla zdrowia  składników, np. magnezu (od 50 mg w litrze), wapnia (powyżej 150 mg),  wodorowęglanów (powyżej 600 w litrze). Sprawdzam moją ulubioną  Nałęczowiankę (naturalna woda mineralna średniozmineralizowana) &#8211; ma 709  mg składników mineralnych w litrze, w tym 23 mg magnezu, 114 mg wapnia,  488 mg wodorowęglanów. Chyba trochę mało. Tylko dlaczego na etykiecie  widnieje napis &#8222;mineralna&#8221;. &#8211; W klasyfikacji wód butelkowanych panuje  bałagan. Nie wszystkie wody zaklasyfikowane jako mineralne mają te cenne  składniki w ilościach oddziałujących na nasze zdrowie &#8211; tłumaczy  Tadeusz Wojtaszek. &#8211; Podział wód na niskozmineralizowane (poniżej 500 mg  składników mineralnych/l), średniozmineraliowane (500-1500 mg/l) i  wysokozmineralizowane (powyżej 1500 mg/l) może być mylący, bo nie  charakteryzuje oddziaływania wody na organizm człowieka. Inne ma  znaczenie w 1 litrze 50 mg magnezu, a inne 1000 mg wodorowęglanów,  chociaż wielkości te mogą zaważyć na zakwalifikowaniu pierwszej wody do  wody niskozmineralizowanej, a w drugim przypadku &#8211; do  wysokozmineralizowanej. W Polsce wytwarza się kilkaset wód  butelkowanych, z czego tylko ok. 30 prawdziwych wód mineralnych &#8211; dodaje  Tadeusz Wojtaszek.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Czy Żywiec nadaje się dla matek?</strong></p>
<p>Na dobrze eksponowanej półce pyszni się lider sprzedaży wśród  wód butelkowanych w Polsce &#8211; Żywiec Zdrój. &#8222;Krystaliczna górska woda  źródlana&#8221; &#8211; czytam na etykiecie. &#8222;Suma składników mineralnych 174,4 mg w  litrze&#8221;. Czyli bardzo mało. Na butelce napis: &#8222;Produkt polecany przez  Instytut Matki i Dziecka w żywieniu niemowląt&#8221;, co znaczy tylko tyle, że  woda Żywiec Zdrój świetnie nadaje się do rozcieńczania soczków i  gotowania zupek dla niemowląt do szóstego miesiąca życia, bo maluchy z  niedojrzałymi nerkami i delikatnym żołądkiem źle tolerują wodę bogatą w  minerały. Tego wyjaśnienia już na butelce nie ma. Za to jest zdjęcie  młodej kobiety z malutkim dzieckiem na ręku, które natychmiast  przypomina mi pobyty na oddziale położniczym w jednym z warszawskich  szpitali. Nie było łóżka, przy którym nie stałaby butelka wody Żywiec.  Przez przeszło pięć lat (tyle trwały w sumie moje trzy ciąże i karmienia  piersią) wypiłam jej hektolitry. Piły ją też wszystkie moje ciężarne i  karmiące koleżanki. Wszystkie, nie doczytawszy i nie zrozumiawszy  najwyraźniej napisu na etykiecie, uznałyśmy, że skoro poleca ją IMiD, to  najlepsza woda dla ciężarnych i karmiących. Tym bardziej że przez lata  na butelce wody Żywiec widniało logo Instytutu. (&#8230;)</p>
<p>O to, jaką wodę powinny pić młode matki, pytam dr  Małgorzatę Kozłowską-Wojciechowską. &#8211; Zdecydowanie wodę mineralną, a  nie źródlaną. Mineralną średniozmineralizowaną lub  wysokozmineralizowaną, czyli bogatą w minerały, w tym magnez i wapń, bo  macierzyństwo to czas ogromnego zapotrzebowania na te składniki. Woda  źródlana zawiera ich zdecydowanie za mało, a ponadto nie musi mieć ich  stale w tych samych ilościach &#8211; tłumaczy dr Kozłowska-Wojciechowska.</p>
<p>W sprawie kobiety z dzieckiem na butelce dzwonię też do dr  Krystyny Latour z Zakładu Tworzyw Uzdrowiskowych Państwowego Zakładu  Higieny, który zajmuje się &#8222;badaniem składu chemicznego wód  butelkowanych z uwzględnieniem wszystkich podstawowych składników  decydujących o ogólnej mineralizacji wody i jej walorach odżywczych lub  dietetycznych&#8221;.</p>
<p>&#8211; Rzeczywiście, ta informacja może być myląca, zwrócę na to uwagę producentowi.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Czy Kropla Beskidu jest godna polecenia?</strong></p>
<p>Na butelce Kropli Beskidu (naturalna woda źródlana, zawartość  minerałów 369 mg w litrze) czytam i oczom nie wierzę: &#8222;Jedyna woda  polecana przez Państwowy Zakład Higieny&#8221;. I jeszcze na stronie  internetowej: &#8222;Kropla Beskidu to pierwsza w Polsce woda rekomendowana  przez Państwowy Zakład Higieny &#8211; instytucję uznawaną przez polskich  konsumentów za najbardziej wiarygodną i w najwyższym stopniu  gwarantującą jakość produktu. Rekomendacja ta wynika z wysokiej oceny  wody w źródle w Tyliczu, spełnienia dodatkowych wymagań PZH oraz  cyklicznie przeprowadzanych audytów wydobycia i butelkowania Kropli  Beskidu&#8221;.</p>
<p>Świetnie. Tylko jak instytucja państwowa, która  zajmuje się oceną jakości wód butelkowanych, może polecać jedną z nich?  To właściwie tak, jakby np. Urząd Regulacji Telekomunikacji polecał  jedną z sieci telefonii komórkowych. Nie jest tajemnicą, że duże firmy  zrobią wszystko, by dobrze sprzedać swój produkt. Ciekawe, co skłoniło  Państwowy Zakład Higieny do wydania rekomendacji akurat wodzie  produkowanej przez Coca-Colę?</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="color: #808080;">Źródło: Gazeta Wyborcza</span></span></p>
<p><span style="font-size: small;"><span style="color: #808080;">Foto by Agencja Wyborcza</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/cala-prawda-o-wodzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauze</title>
		<link>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/antyrakowy-dekalog-krzysztofa-krauzego/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/antyrakowy-dekalog-krzysztofa-krauzego/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 May 2011 13:42:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>
		<category><![CDATA[Wygrali z rakiem]]></category>
		<category><![CDATA[dekalog antyrakowy]]></category>
		<category><![CDATA[jak wyzdrowiec]]></category>
		<category><![CDATA[jak zwyciezyc raka]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Krauze]]></category>
		<category><![CDATA[Wygrać z rakiem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=593</guid>
		<description><![CDATA[Inspirujący wywiad w którym Krzysztof Krauze, reżyser &#8222;Długu&#8221;, &#8222;Mojego Nikifora&#8221; i &#8222;Placu Zbawiciela&#8221;, opowiada historię swoich czteroletnich zmagań z nowotworem prostaty. Polecam. &#8222;Był luty 2006 r. Zrobiłem na pamiątkę kilka autoportretów na tle oszronionych drzew, potem dałem sobie wyciąć prostatę, naświetliłem się i uwierzyłem, że będzie dobrze. Dziś wiem, że ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Inspirujący wywiad w którym Krzysztof Krauze, reżyser &#8222;Długu&#8221;, &#8222;Mojego Nikifora&#8221; i &#8222;Placu Zbawiciela&#8221;, opowiada historię swoich czteroletnich zmagań z nowotworem prostaty. Polecam.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>&#8222;Był luty 2006 r. Zrobiłem na pamiątkę kilka autoportretów na tle oszronionych drzew, potem dałem sobie wyciąć prostatę, naświetliłem się i uwierzyłem, że będzie dobrze. Dziś wiem, że to była ucieczka w krainę baśni o cudownym uzdrowieniu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Prostatę  obchodziłem dookoła, nie zajrzałem nawet do internetu. Bardziej niż  raka bałem się na wakacjach rekina. Lekarze też nie zawracali sobie mną  głowy. Nikt nie wziął za moje leczenie najmniejszej odpowiedzialności.  Nie wyłączając mnie samego.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Szczęśliwa gwiazda świeciła  mi aż do ubiegłego roku. W październiku okazało się, że mam przerzuty w  kościach. W kręgach, żebrach, stawach biodrowych. I jeśli natychmiast  nie zacznę się leczyć, jeśli nie zmienię stosunku do swojej choroby,  każdy następny rok będzie cudem darowany. Teraz już nie chodziło o  komfort życia, gra toczyła się o samo życie. Czym grozi przerzut do  kręgosłupa? Kompresją kręgów, przerwaniem rdzenia&#8230; Barwnym, za to krótkim życiem na morfinie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Rozpocząłem leczenie. Kilka  tygodni później życie wyrzuciło mnie na brzeg Oceanu Indyjskiego, w  Durbanie, w RPA. Przyjechałem tu pisać scenariusz, ale rak szybko to  skorygował &#8211; terapia rozpoczęta w Polsce okazała się nieskuteczna.  Pojawiły się nowe przerzuty. Onkolog, który się tu mną zajął, Polak dr  Waldemar Szpak, zaproponował ścieżkę, której nie przewidywały żadne  procedury. Podjęliśmy leczenie, którego nie zrefundowałby żaden  ubezpieczyciel. Ani w Polsce, ani w RPA, ani w USA. Po upływie pół roku mogę powiedzieć, że założyliśmy chorobie kaganiec.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>To wszystko stało się możliwe, ponieważ znaleźli się ludzie,  którzy przyszli mi z pomocą. Jedni użyczyli mi mieszkania, inni wsparli  mnie finansowo. I to było pierwsze, zupełnie niezwykłe doświadczenie z  rakiem: odkryłem, jak wielu mam przyjaciół! To Wy ocaliliście mi życie.  Dziękuję.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Pracuję i leczę się. Rozpocząłem kolejny cykl  chemii. Codziennie maszeruję siedem kilometrów z kijami do nordic  walking. Ćwiczę na siłowni, pływam. Blokada testosteronu, którą  przechodzę, niszczy mięśnie. Muszę je odbudować &#8211; one trzymają kręgosłup  osłabiony przerzutami. Naszkicowałem kilka scenariuszy filmowych,  przeczytałem górę książek. Wiele moich wyobrażeń o raku się nie  sprawdziło. Sporo jednak się nauczyłem &#8211; o chorobie i o sobie samym.  Chcę się z wami tą wiedzą podzielić.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>1. Badaj się &#8211; choć trudno w to uwierzyć, nie jesteś nieśmiertelny</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Lęk przed chorobą nie może odebrać ci zdrowego rozsądku. Rak  wykryty w końcowej fazie może być nieuleczalny. Jeśli palisz, żyjesz w  stresie, którego nie potrafisz rozładować, jesz byle jak, byle gdzie i  byle szybciej, nie uprawiasz sportu poza wyścigami na trzypasmówce do  Gdańska, jeśli w twojej rodzinie były przypadki raka &#8211; zbadaj się.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Badanie PSA, którego podwyższony poziom sygnalizuje raka  prostaty, kosztuje w prywatnej klinice 70 zł. Warto, wierz mi, ja  zbadałem się za późno. Nie z oszczędności. Po prostu trudno uwierzyć, że  przyplącze ci się przewlekła albo nieuleczalna choroba. A jednak&#8230;</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Na udział w katastrofie lotniczej masz szansę jak jeden do  trzech milionów, na zachorowanie na raka prostaty jak jeden do trzy,  milion razy większą. Nie ekscytuj się katastrofami w mediach, a zajmij  się swoim własnym życiem.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Brak odzewu polskich kobiet na  bezpłatne badania mammograficzne jest prawdziwą narodową tragedią. Tu  trzeba postawić krzyż, a nie przed Pałacem Prezydenckim.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>2. Rak to nie wyrok</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Panuje opinia, że rak to wyrok śmierci. Zła, myląca, bardzo  szkodliwa opinia. Rak nie musi skończyć się śmiercią! To, czy umrzesz,  zależy od ciebie, od twojej woli przeżycia. Jesteś dla siebie Panem  Bogiem. To brzmi jak herezja, ale żeby przeżyć, musisz odrodzić się w  nowej wierze. W wierze w niewyczerpaną siłę własnej woli.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Jeśli usłyszałeś od lekarza: &#8222;To jest rak&#8221;, od tego momentu twoim  głównym wrogiem nie jest rak, ale rozpacz. Twój strach i niepewność.  Jeśli lekarz mówi ci: &#8222;Zostało panu niewiele życia, radzę uporządkować  sprawy&#8221; &#8211; nie wierz mu! Znane są przypadki ludzi, którzy wyszli z raka,  choć byli tak beznadziejnym stanie, że kontrolowali już tylko swój  oddech. Od tego, jak myślisz, zależy 75 proc. terapii. Operacje,  naświetlenia, chemia, terapia hormonalna, to &#8222;tylko&#8221; pozostałe 25 proc.  Jak inaczej wytłumaczyć, że jeden pacjent umiera po trzech miesiącach, a  drugi z taką samą diagnozą, w takim samym stanie&#8230; po kilkunastu  latach, na zupełnie inną chorobę?</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Zapamiętaj, ty  decydujesz, czy będziesz żył. Nie lekarz, nie rak. Ty! Kieruj się  nadzieją. Jest taka lekarska anegdota: Jeśli pacjent uprze się żeby żyć,  medycyna jest bezradna. Wszystko zależy od tego, czy rozdmuchasz iskrę  nadziei, czy zapali się płomieniem, który oświetli ci przyszłość.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Wiele rodzajów raka jest dziś całkowicie uleczalnych.  Naświetlenia i chemia, których wszyscy boją się jak ognia, są dziś dużo  lepiej wycelowane niż kiedyś. Mają nieporównywalnie mniej skutków  ubocznych. Medycyna czyni olbrzymie postępy. Przyjmij je z  wdzięcznością. Patrz na stojak z kroplówkami jak na drzewo życia.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W Polsce łatwo się raka wystraszyć. Kiedy wchodzi się do centrum  onkologicznego, choćby na warszawskim Ursynowie, wchodzi się do  czyśćca! Labirynt kolejek, zrezygnowani, zagubieni, wyczerpani czekaniem  pacjenci. Brak elementarnego współczucia wyrażony choćby brakiem  zwykłych krzeseł. Odbyt polskiej służby zdrowia. W takich momentach  przypomina mi się nasz Sejm i myślę bez satysfakcji, że jedna trzecia  parlamentarzystów przejdzie przez ten odbyt. A jeśli palą, to co drugi.  Takie są statystyki. Przejdą zamienieni w Bezimiennych i Zrozpaczonych.  Może wtedy przypomną sobie, że kiedyś zagłosowali za brakiem reformy, za  świętym partyjnym spokojem.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Z drugiej strony, kiedy  czytam raport NIK-u o wielomilionowych kontraktach zawieranych pomiędzy  lekarzami a firmami farmaceutycznymi, mam wrażenie, że istnieje silne  lobby, które nie chce zmian, blokuje je wszelkimi dostępnymi sposobami.  Jeśli lekarz testujący lek dla firmy farmaceutycznej dostaje 4,5 tys.  euro &#8222;od łba&#8221;, a wszystko odbywa się na darmowym szpitalnym łóżku, to  czy taki lekarz będzie szedł w awangardzie zmian?</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>3. Nie szukaj najlepszego lekarza &#8211; szukaj dobrego</strong></p>
<p><strong><br />
 </strong></p>
<p>Każdy, kto się leczy, szuka jak najlepszego lekarza. Najlepiej &#8211; profesora.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Pułapka polega na tym, że profesor nigdy nie ma czasu. Typowy  polski obrazek to taki właśnie profesor w rozwianym fartuchu, a za nim  dziesięciu asystentów. Pierwszy raz spotykasz się z nim &#8211; później  widujesz już tylko tych asystentów.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Niektórzy uważają, że  trzeba unikać profesorów, a chodzić do lekarzy, którzy dopiero robią  karierę i którym jeszcze na czymś zależy. Tak mam w RPA. Mój onkolog nie  jest profesorem. Może dzięki temu zawsze ma dla mnie czas, a jeśli  dzwonię, a nie może odebrać &#8211; zaraz oddzwania. Nawet w środku nocy.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Profesor więc czy doktor? Trudno rozstrzygnąć, to sprawa  ludzkich charakterów. Wychowania, odpowiedzialności, zawodowego etosu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Niezależnie jednak, kogo wybierzesz, nie idź sam. Idź z żoną,  przyjacielem. Weź sąsiada, kogokolwiek, tylko nie idź sam. Jesteś  zdenerwowany, przestraszony i będziesz zapamiętywać to, co najmniej  ważne. Najczęściej to, co chciałbyś usłyszeć. Włącz magnetofon.  Odsłuchaj to potem na spokojnie. Załóż notatnik, w którym będziesz  zapisywał historię choroby. Zabiegi, leki, spostrzeżenia. I  najważniejsze: pytania do lekarza. Dzięki temu notesowi weźmiesz sprawy w  swoje ręce. Przejmiesz dowodzenie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>4. Zasięgaj drugiej opinii</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Masz do niej prawo. W Polsce lekarz może się za coś takiego  obrazić. Niech się obraża. Tu chodzi o Twoje życie. Musisz nauczyć się  asertywności.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W RPA &#8222;second opinion&#8221; to norma. Ale tutaj  rynek medyczny w dużej części jest oparty na prywatnych firmach. A że  pieniądze idą za pacjentem &#8211; lekarz, który źle leczy, nic nie zarobi. Za  błędy lekarskie rozlicza rynek. Każdy lekarz zrobi więc wszystko, by  ustrzec się pomyłki.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Marzę, że doczekam się w Polsce  czasów, kiedy lekarze będą zabiegać o pacjentów, a nie pacjenci ustawiać  się pod gabinetami z kopertami w rękach. Z taksówkami się udało, nie  tracę więc nadziei.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Ta druga opinia, może nawet trzecia,  to drugi lub trzeci lekarz. Wybierz tego, do którego poczułeś zaufanie.  To jedyne kryterium. Zaufanie jest nicią, która wyprowadzi cię z  labiryntu choroby. Nie zerwij jej, lekarz ma prawo do pomyłki, nie  skreślaj go natychmiast. Wymagaj od niego tyle, ile wymagasz od siebie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>5.  Nie zadowalaj się diagnozą urologa, chirurga, nefrologa ani nikogo, kto  nie jest specjalistą od raka. Jeżeli masz raka &#8211; idź do onkologa</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Mojego raka odkrył mój przyjaciel chirurg urolog. Nie chciał  mnie operować (nawet auto kumplowi jest niezręcznie sprzedawać, mogą być  pretensje i reklamacje do końca życia), więc skierował mnie do znanego  profesora, mistrza skalpela. Gdyby inny mój przyjaciel, radiolog, go  odkrył, pewnie by mi założył izotop i naświetlał. Każdy ciągnie w swoją  stronę.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Znany profesor urolog wyciął mi prostatę. Czy  potrzebnie? Nie wiem. Tu w RPA by mi jej nie usunęli. Przy moich  wynikach badań uznano, że komórki raka przeskoczyły gruczoły i dostały  się już do krwi. Taka operacja to poważne okaleczenie i osłabienie  odporności. Nie wygrzebałem się z tego do dziś. A komórki raka zawijały  czekoladki w sreberka, już gnieździły się w kościach.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Profesor chirurg dał mi na nową drogę życia list polecający do znajomego  radiologa w centrum onkologii na Ursynowie. Radiolog mnie naświetlił.  Przy okazji &#8222;usmażył&#8221; mi pęcherz, czyli zmniejszył go dwukrotnie, bo  zamiast siedem tygodni, naświetlał mnie pięć. Zapewne NFZ popędzał, kolejki do radioterapii są przecież olbrzymie, maszyny zwykle stare, awaryjne, przestoje wielogodzinne.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Każdy wykonał w zasadzie, co do niego należało, tylko z chwilą  kiedy zamykały się za mną drzwi zapominał, że ktoś taki jak pacjent K.  istnieje. Żaden z nich nie zadzwonił, nawet przez zwykłą ciekawość.  &#8222;Proces&#8221; Kafki.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>I mogę to zrozumieć, w Polsce system  leczenia buduje mur pomiędzy lekarzem a pacjentem. Opowiadała mi  przyjaciółka, że przyłapała swego lekarza w centrum na Ursynowie, jak  próbował zabarykadować się przed nią w toalecie. Lekarz, który &#8222;nie  rozpoznaje&#8221; na korytarzu własnego pacjenta, to standard. Tego chyba uczą  już w Akademiach Medycznych&#8230;</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W ręce onkologa trafiłem dopiero kiedy się okazało, że mam nowe przerzuty. Stanowczo za późno. W RPA.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Nareszcie ktoś znalazł czas, żeby wszystko po kolei mi  wytłumaczyć, miałem prawo robić notatki, nagrywać. Nareszcie ktoś wziął  odpowiedzialność za moje leczenie. Więcej, doktor Szpak zmotywował mnie,  żebym wziął w tym aktywny udział. To jemu zawdzięczam, że ćwiczę,  pływam.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>6. Nie odtrącaj rodziny i bliskich</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Ja na początku powiedziałem Joannie, mojej żonie, że z czym jak z  czym, ale z rakiem to będę sobie radził sam. To jest mój własny  scenariusz i film. I  to był wielki błąd. Bardzo niemądre słowa. Zachowałem się jak  bohaterowie &#8222;Długu&#8221;, którzy też myśleli, że sami dadzą sobie radę z  szantażystą. I stracili wszystko, z rodziną włącznie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Musisz w leczenie włączyć rodzinę, przyjaciół. Nie ukrywaj swojej  choroby. Ludzie, którzy nas otaczają, jeśli mają nam pomóc, muszą  wiedzieć, co się dzieje. Jeśli ich wykluczymy, po &#8222;ochronnym okresie  współczucia&#8221; przyjdą zniecierpliwienie, irytacja, gniew. To jest podobny  syndrom jak w rodzinie alkoholika. Choruje cała rodzina.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Przewlekła, nieuleczalna choroba prowokuje trudne pytania i podsuwa  bezlitosne, niesprawiedliwe, najczęściej pochopne odpowiedzi. Dlaczego  mnie się to przydarzyło? Czyja to wina, że jestem chory? I zaczyna się  piekło, o którym począwszy od Jean-Paul Sartre&#8217;a wiadomo, że to piekło  to inni: rodzina, współpracownicy, sąsiad, którego pies narobił na twoją  wycieraczkę.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Dlatego buduj więzi. Poświęć innym choćby  dziesięć minut dziennie, to niezły sposób na walkę z depresją. Depresją,  która krzepi twojego raka lepiej niż cukier.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>7. Szukaj wsparcia</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Poszukaj psychoonkologa. Pomoże ci ułożyć się ze światem. Pomoże  zobaczyć w raku coś więcej niż przewlekłą chorobę. Choć to dziwnie  zabrzmi: odkryje ci drugą, tę dobrą twarz choroby. Rak to nie tylko  straty, to także zyski. Pod warunkiem, że przebudujesz swoje życie.  Paradoksalnie, choroba bywa najlepszym lekarzem. Tylko musisz nauczyć  się śmiać, kiedy chcesz płakać. Ktoś obliczył, że 90 proc. naszych  chorób to niespełnione pragnienia.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Poszukaj grupy  wsparcia &#8211; ludzi w twoim położeniu, gotowych podzielić się  doświadczeniem. Statystyki wskazują, że stopień całkowitych wyleczeń w  przypadku kobiet z rakiem piersi jest o połowę wyższy, jeżeli należały  one do grupy wsparcia.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Uważaj jednak na fałszywych  doradców. 96 proc. pacjentów, którzy przeżyli raka, rozpoczynali i  kończyli program terapeutyczny oferowany przez medycynę konwencjonalną.  Musisz być bardzo ostrożnym co do cudownych leków, których akwizytorzy  mówią, że łyżeczka dziennie zastąpi radioterapię razem z chemią.  Zachowaj zdrowy rozsądek. Wiem, że to trudne, rozpacz podpowiada szalone  strategie. Na niczym się tak dobrze nie zarabia, jak na ludzkim lęku.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>8. Bądź gotów dużo w swoim życiu zmienić</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Z rakiem jest jak z każdą inną chorobą, są tylko dwie formy  leczenia: to, co wzrosło, musi zostać zmniejszone, a to, co się  zmniejszyło, trzeba zwiększyć. Co wzrosło? Liczba komórek rakowych. Co  się zmniejszyło? Odporność twojego organizmu, która umożliwiła mnożenie  się komórek raka.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W 30 proc. odpowiada za to palenie, w  35 proc. nieodpowiednie odżywianie, w 10 proc. czynniki dziedziczne, w 5  proc. otyłość i brak ruchu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Ja po czterdziestu latach  rzuciłem papierosy. Z dnia na dzień. Palenie zwiększa przyrost komórek  rakowych o połowę. I wiesz co? Cała chemia, blokada testosteronu, to  jest nic w porównaniu z dwiema paczkami papierosów, które wypalałem  (plus stres, zarwane noce, alkohol i często dużo złych myśli i słów).  Chemia w porównaniu do tego jest śmiechu warta. Chemię to ja miałem  przez czterdzieści lat, od czasu pierwszej fajki.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W  następnej kolejności zabrałem się za mięśnie. Puściłem maszynę w ruch.  Wyniki badań pokazują, że czynniki odgrywające ważną rolę w zwalczaniu  raka są bezpośrednio stymulowane przez ćwiczenia. Modyfikują naszą  równowagę hormonalną, zmniejszają nadmiar estrogenów i testosteronu,  ograniczają poziom cukru we krwi.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Zmieniłem wreszcie  dietę. Zacząłem odżywiać się świadomie. Jem produkty nieprzetworzone,  unikam czerwonego mięsa. Proteiny czerpię z ziaren, roślin strączkowych,  warzyw. Czasami pozwalam sobie na ryby. Nie używam cukru, tłuszczy  zwierzęcych. Sięgnąłem w tej sprawie po literaturę: &#8222;Dieta w walce z  rakiem&#8221; Richarda Beliveau i Denisa Gingrasa, &#8222;Antyrak&#8221; Davida  Servan-Schreibera. Zacząłem studiować dietę makrobiotyczną. Może zrobię  krok w tę stronę.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Pracuję też nad swoim charakterem. To w  nim ukryty jest klucz do wyzdrowienia. Co z tego, że pływałeś godzinę,  jeśli przez tę godzinę nie mogłeś wyrzucić z głowy kłótni z żoną albo  urazy do szefa? Co ci po makrobiotycznej diecie, jeśli z nerwów masz  ochotę wymiotować?</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Sporządź listę tego, co Cię osłabia,  przyjrzyj się sobie uważnie. Zdiagnozuj się. Może to lęk, może gniew,  zazdrość? Pełne miłości relacje z rodziną, przyjaciółmi, krewnymi,  współpracownikami wzmacniają nas. Ich brak pogrąża nas w samotności i  rozpaczy. Czy potrafisz wybaczać? Czy nosisz latami urazy w sercu?  Umiesz być wdzięczny? Tolerancyjny?</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Być może potrzebny  jest ci przewodnik, który pogodzi cię z sobą samym i ze światem. Ścieżek  jest wiele. Święte księgi, guru, medytacja, duchowi mistrzowie z  pewnością ci pomogą, pozwolą oszczędzić czas. Jednak ostatni fragment  drogi, kiedy dokonasz prawdziwego wglądu w siebie, musisz pokonać sam, o  własnych siłach. Nieuleczalna, przewlekła choroba to podróż powrotna,  podczas której budzisz się ze snu życia zmysłowego.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>9. Pytaj, szukaj, drąż</strong></p>
<p><strong><br />
 </strong></p>
<p>Mogę powiedzieć, że w moim wypadku pewnie lekarze nie zrobili  wszystkiego, co mogli i powinni. Ale ja też zrobiłem o wiele za mało. Z  rakiem nie ma tak, że przychodzi pacjent do lekarza i mówi: &#8222;Niech mnie  pan leczy&#8221;. Rak wymaga kreatywności.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Dieta, ruch i  panowanie nad swymi emocjami to trzy najważniejsze ścieżki do  ozdrowienia. Na każdej z nich jest miejsce na nowe pomysły,  eksperymenty, odkrycia. Mądrze jedz, ćwicz, rozciągaj ciało, zapisz się  na jogę. Medytuj, żeby zapanować nad umysłem, wizualizuj, że pozbywasz  się ostatniej komórki raka.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Sięgnij do przeszłości, ale  nie po to, żeby szukać winnych. Zastanów się, co osłabiło twój system  immunologiczny, że rak mógł się rozwinąć. Jak reagowałeś na tamte  toksyczne sytuacje? Czy dzisiaj potrafisz zachować się inaczej? Zapisz  to w swoim notesie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>10. Myśl pozytywnie!</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Rak to przede wszystkim wyzwanie. Ci, co z niego wyszli, mówią,  że nigdy by się tak nie przebudowali wewnętrznie, gdyby nie choroba.  Każda książka napisana przez osobę, która z niego wyszła, kończy się  słowami: &#8222;Jestem wdzięczny&#8221;.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Nie traktuj raka jak wroga,  raczej spójrz jak na przyjaciela. Dzięki niemu rzuciłeś palenie,  zacząłeś się ruszać, zmieniłeś stosunek do bliskich. Dziś doceniasz  czas, który ci ofiarowują. Zacząłeś się racjonalnie odżywiać. Rak  nauczył cię wytrwałości, wzmocnił twoją wolę, zbudował więzi z innymi  ludźmi, pomógł dokonać wglądu w siebie samego. Nauczył cię kochać i  rozpoznawać miłość, oddzielać ziarno od plew. Nauczył cenić chwilę.  Cieszyć się z drobiazgów. Przysporzył ci przyjaciół. I tak na to trzeba  patrzeć! Bądź mu wdzięczny!&#8221;</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #c0c0c0;"><span style="font-size: small;">Wysłuchał w Durbanie Witold Szabłowski</span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #c0c0c0;"><span style="font-size: small;">Foto by Paweł Małecki / Agencja Gazeta</span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="color: #c0c0c0;"><span style="font-size: small;">Źródło: Gazeta Wyborcza</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/antyrakowy-dekalog-krzysztofa-krauzego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Układ pokarmowy &#8211; Twój drugi mózg</title>
		<link>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/uklad-pokarmowy-twoj-drugi-mozg/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/uklad-pokarmowy-twoj-drugi-mozg/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 27 Oct 2010 08:44:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Warto przeczytać]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=917</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu w Newsweeku pojawił się intrygujący artykuł na temat roli neuronów w układzie pokarmowym. Warto przeczytać. &#8222;O tym, że nasz brzuch i głowę łączą tajemnicze więzy, wie każdy, kto kiedykolwiek czuł motylki w żołądku pod wpływem zakochania, miał biegunkę przed egzaminem czy zmagał się z dławieniem w przełyku ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu w Newsweeku pojawił się intrygujący artykuł na temat roli neuronów w układzie pokarmowym. Warto przeczytać.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>&#8222;O tym, że nasz brzuch i głowę łączą  tajemnicze więzy, wie każdy, kto kiedykolwiek czuł motylki w żołądku pod  wpływem zakochania, miał biegunkę przed egzaminem czy zmagał się z  dławieniem w przełyku po kłótni z szefem. Naukowcy zaczynają  docierać do istoty tego związku, odkrywając skomplikowany system  nerwowy, w jaki natura wyposażyła nasz układ pokarmowy. Stopień  jego zaawansowania jest tak duży, że specjaliści od powstającej dopiero  gałęzi medycyny – neurogastrologii – ukuli dlań termin „drugi mózg”.  Ich zdaniem ma on ogromny wpływ nie tylko na trawienie pokarmu, ale też  na nastrój i stan psychiczny. Najnowsze badania wyjaśniają, jak te dwa  niezależne mózgi porozumiewają się ze sobą i współdziałają.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Naukowcy już kilkadziesiąt lat temu  odkryli, że ludzkie jelita i żołądek pokryte są gęstą siecią komórek  nerwowych identycznych jak te, które budują korę mózgową – siedzibę  ludzkiej pamięci i inteligencji. Po dokładniejszych badaniach okazało  się, że układ ten działa niezależnie od mózgu. Trawienie, przyswajanie  substancji odżywczych i wydalanie resztek jest bowiem bardzo  pracochłonne, dlatego w toku ewolucji bardziej efektywne dla organizmu  okazało się zwolnienie mózgu z zarządzania tymi procesami. Dzięki temu  mógł się on skupić na wyższych czynnościach – myśleniu czy rozwoju mowy,  a dla tak przyziemnego zajęcia jak trawienie został stworzony oddzielny system nerwowy.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Wszystko to wydawało się jasne i  logiczne. Jednak w trakcie kolejnych badań naukowców zajmujących się  jelitowymi neuronami czekało duże zaskoczenie. Dr Michael Gershon z Columbia University Medical Center, lider prac nad „drugim mózgiem” i twórca tego terminu, oszacował, że w naszych jelitach znajduje się około 100 milionów neuronów, czyli mniej niż w mózgu, ale więcej niż w rdzeniu kręgowym czy obwodowym układzie nerwowym. To stanowczo za dużo na zajmowanie się  wyłącznie trawieniem, uznał badacz. Neurony w jelicie muszą więc spełniać jeszcze inne ważne zadania.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>I rzeczywiście. Dziś wiemy, że jelitowy  układ nerwowy, chociaż pracuje samodzielnie (mózg nie przekazuje mu sygnałów, jak szybko ma przebiegać perystaltyka jelit czy ile soków trawiennych ma wydzielić żołądek), pozostaje w ścisłym związku z mózgiem i spełnia w ciele rolę drugiego centrum dowodzenia: reaguje na stres, sprawdza stan bariery ochronnej organizmu przed  mikrobami i podnosi alarm w przypadku zagrożeń. Oba układy nerwowe nieustannie przesyłają sobie sygnały za pomocą nerwu błędnego. Komunikacja odbywa się w zaskakująco jednostronny sposób. Ze wszystkich impulsów nerwowych przebiegających nerwem błędnym 90 proc. biegnie od jelit do mózgu, a tylko 10 proc. odbywa drogę odwrotną. Wygląda więc na to, że nasz mózg jest wprost bombardowany informacjami z jelit.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Te odkrycia zelektryzowały lekarzy zajmujących się badaniem i leczeniem niezwykle dokuczliwych chorób jelit, na przykład zespołu jelita drażliwego, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego czy zaparć. Dotychczas byli przekonani, że większość nieswoistych zapaleń jelit to choroby o podłożu psychosomatycznym wywoływane przez przewlekły stres, depresję albo traumatyczne zdarzenia z przeszłości. Jak pokazują statystyki, większość osób  cierpiących na zaburzenia depresyjne czy lękowe cierpi również na jakieś  dolegliwości ze strony jelit. Dziś dzięki badaniom dr Gershona okazuje się, że zależność między zaburzeniami psychicznymi a chorobami jelit może być odwrotna, niż sądzono – to jelita wpływają na pogorszenie się stanu psychicznego, a choroby jelit mogą być pierwotną przyczyną depresji czy przewlekłego stresu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Jak dowiodły dalsze badania, winowajcą jelitowych katuszy może być serotonina, neuroprzekaźnik, który odgrywa ważną rolę również w mózgu. W jelitach gra on pierwsze skrzypce. Jest nie tylko głównym nośnikiem informacji między tamtejszymi komórkami  nerwowymi, ale także kurierem między jelitami a mózgiem. Jeśli pojawia się go za dużo, zostaje szybko usunięty z jelit przez specjalne molekuły – transportery serotoniny (SERT). Problemy pojawiają się wówczas, gdy ten mechanizm nie działa. Wtedy nadmiar serotoniny może prowadzić do chorób jelit. Naukowcy ustalili, że osoby z zespołem jelita drażliwego mają za mało transporterów serotoniny, a wciąż podwyższony jej poziom w końcu wywołuje stan zapalny. Alarmujące informacje o tym stanie wędrują do mózgu, powodując wzrost napięcia oraz nieustanne pogarszanie nastroju chorego. To  zaskakujące odkrycie ma szansę zaowocować nowymi lekami, regulującymi poziom serotoniny w „drugim mózgu”. Nad jelitowymi antydepresantami pracują już firmy farmaceutyczne Novartis i GlaxoSmithKline.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Uczeni sądzą, że intensywna komunikacja od jelit do mózgu wpływa też znacząco na codzienny nastrój, nawet jeżeli  jesteśmy zupełnie zdrowi. – Duża część naszych emocji jest prawdopodobnie ściśle związana z pracą nerwów w jelitach – uważa prof.  Emeran Mayer, psychiatra i fizjolog z David Geffen School of Medicine, który bada związki pomiędzy psychiką a „drugim mózgiem”. Zdarza się i sytuacja odwrotna, kiedy to nasz stan psychiczny wpływa na funkcjonowanie jelitowego systemu nerwowego. Wtedy problemy natury psychologicznej mogą doprowadzić do chorób układu pokarmowego. Kiedy jesteśmy zestresowani lub przygnębieni, słabnie naturalna bariera ochronna w ścianie jelita, która nie pozwala strawionym częściom i bakteriom przedostać się do wnętrza organizmu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Zagrożenie bariery immunologicznej sprawia, że pojawia się stan zapalny, a w jego efekcie biegunka, która zazwyczaj mija wraz ze stresem. Poważny problem powstaje jednak wtedy, kiedy stres, którego doświadczamy, trwa zbyt długo. Ogniska zapalne nie wygasają, lecz przekształcają się we wrzody lub bolesną nadwrażliwość. Stres zabija więc nie tylko szare komórki w mózgu. Nasz „drugi mózg” w  brzuchu reaguje na napięcie równie intensywnie, a jego protest może na długo zepsuć nam nastrój.&#8221;</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: small;"><span style="color: #999999;">Źródło: Newsweek Polska</span></span></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: small;"><span style="color: #999999;">Autor: Katarzyna Burda</span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/warto-przeczytac/uklad-pokarmowy-twoj-drugi-mozg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
