<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>RAWolucja (Raw food po polsku) &#187; Piękny umysł</title>
	<atom:link href="/category/piekny-umysl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://rawolucja.pl</link>
	<description>Blog o Raw food, Raw przepisy, surowa dieta</description>
	<lastBuildDate>Mon, 24 Dec 2012 15:26:34 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=4.2.12</generator>
	<item>
		<title>Chorzy na zdrowie</title>
		<link>http://rawolucja.pl/raw-food/chorzy-na-zdrowie/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/raw-food/chorzy-na-zdrowie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Nov 2012 22:27:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[Raw Food]]></category>
		<category><![CDATA[chorzy na zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[obsesja jedzenia]]></category>
		<category><![CDATA[ortoreksja]]></category>
		<category><![CDATA[ortorektycy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=5712</guid>
		<description><![CDATA[Jak rozpoznać tę cienką granicę, która dzieli żarliwą troskę o zdrowie od stresującej obsesji? Na to pytanie odpowiada Olga Woźniak w artykule z miesięcznika &#8222;Zwierciadło&#8221; (polecam cały dodatek o zdrowiu z tego wydania): &#160; &#160; Wybieraj produkty organiczne, dokładnie przeżuwaj jedzenie, sprawdzaj zawartość konserwantów. Zimą jedz tylko dania gotowane, wiosną ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Jak rozpoznać tę cienką granicę, która dzieli żarliwą troskę o zdrowie od stresującej obsesji? Na to pytanie odpowiada Olga Woźniak w artykule z miesięcznika &#8222;Zwierciadło&#8221; (polecam cały dodatek o zdrowiu z tego wydania):</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<h1><strong><span style="font-size: large;">Wybieraj produkty organiczne, dokładnie przeżuwaj jedzenie, sprawdzaj zawartość konserwantów. Zimą jedz tylko dania gotowane, wiosną surowe. To instrukcja prawidłowego odżywiania? Też. A dla niektórych pierwszy krok do obsesji.</span></strong></h1>
<p>&nbsp;</p>
<p>O tym, że nie jemy zdrowo, słyszeli chyba wszyscy. Więcej warzyw i owoców! &#8211; Mniej tłuszczów i węglowodanów! &#8211; apelują lekarze i dietetycy.</p>
<p>Istnieją wśród nas jednak i tacy, którzy są przodownikami w dziedzinie zdrowego odżywiania. Ich wysiłki znacznie przekraczają normę. Co więcej, dla niektórych to zdrowe odżywianie staje się prawdziwą obsesją, którą należy leczyć.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h1><strong><span style="font-size: large;">Być czystym</span></strong></h1>
<p>Do takich osób należał Amerykanin doktor Steven Bratman. To on w 1997 roku stworzył termin &#8222;ortoreksja&#8221; na określenie przypadłości, na którą cierpiał. Ortoreksja (z gr. orthos &#8211; &#8222;prawidłowy&#8221;, &#8222;prawy&#8221; i orexis &#8211; &#8222;pożądanie&#8221;, &#8222;pragnienie&#8221;) &#8211; co można wnioskować już z nazwy &#8211; jest bliską kuzynką anoreksji. Zarówno anorektycy, jak i ortorektycy mają obsesję na punkcie jedzenia. Odnoszą wrażenie, że sprawują absolutną władzę nad swoim sposobem odżywiania. Ci pierwsi myślą głównie o tym, by nie jeść za dużo (przy czym kategoria &#8222;za dużo&#8221; jest tu wysoce względna), drudzy skupiają się na takiej kompozycji swojej diety, by była maksymalnie zdrowa (komentarz do &#8222;zdrowa&#8221; analogiczny).</p>
<p>W przeciwieństwie jednak do anorektyków, którzy ukrywają swoją przypadłość, ortorektycy nieustannie komentują nowe trendy w zdrowym żywieniu. Dużo mówią o swojej diecie.</p>
<p>&#8211; Jeśli chcemy stwierdzić, czy cierpimy na ortoreksję, wystarczy zadać sobie proste pytanie: Czy bardziej skupiam się na przyjemności, którą daje jedzenie, czy na drobiazgowym analizowaniu składu posiłku &#8211; radzi dr Bratman.</p>
<p>Ortorektyk może być wegetarianinem, weganinem, fanem diety doktora Dukana czy testerem wielu diet. Ortoreksja zaczyna się niewinnie: na początku chcemy po prostu zmienić swoje nawyki żywieniowe. Motywacją może być chęć zgubienia kilku kilogramów, oczyszczenie organizmu czy pozbycie się alergii pokarmowej. Z czasem jednak może się zdarzyć, że myślenie o tym, co i jak jemy, zaczyna dominować w naszym życiu.</p>
<p>Anorektyk myśli, że wciąż jest za gruby, pragnie obsesyjnie schudnąć. Ortorektyk ma podobnego fisia na punkcie &#8222;oczyszczenia&#8221;. Z czasem do chęci bycia czystym i odtrutym zaczyna dorabiać ideologię. Jedzenie przybiera formę rytuału. Za niewielkie odstępstwo od diety taka osoba karze się zaostrzeniem rygorów, głodówkami. Ten kuchenny mistycyzm osiąga stan, w którym jego wyznawca spędza większość swego czasu na planowaniu, przygotowywaniu i spożywaniu posiłków.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h1><strong><span style="font-size: large;">Umarł na zdrowie</span></strong></h1>
<p>&#8211; Doszedłem do stanu, w którym odżywiałem się tylko organicznymi, lokalnymi produktami. Byłem restrykcyjnym wegetarianinem. Każdy kęs żułem 50 razy. Jadłem zawsze w ciszy i starałem się wstawać od stołu z poczuciem niepełnego żołądka. Czułem wyższość nad ludźmi objadającymi się pizzą i czipsami. Miałem poczucie, że choć jedna dziedzina mojego życia znajduje się pod moją całkowitą kontrolą &#8211; mówi dr Bratman. &#8211; Zacząłem unikać kontaktów towarzyskich, restauracji, wyjazdów, chyba że mogłem zabrać ze sobą własne pożywienie. Tknęło mnie, że chyba coś jest ze mną nie tak, gdy opuściłem znajomych, bo awokado, które miałem w kuchni, właśnie osiągnęło odpowiedni stan dojrzałości.</p>
<p>Te problemy są jednak niczym wobec zdrowotnych skutków obsesyjnej diety. Choć może zabrzmi to paradoksalnie, istnieją ofiary śmiertelne zdrowego odżywiania.</p>
<p>Zdarza się, że osoby obsesyjnie skupione na swojej diecie unikają określonych produktów, prowadzą oczyszczające głodówki. Bywa, że doprowadzają się do anemii, zaburzeń krążenia, uszkodzenia mięśnia sercowego, anoreksji.</p>
<p>Jedna z pacjentek dr Bratmana, chcąc wyeliminować ze swego jadłospisu wszystko, na co jest uczulona (by móc odstawić leki, które dawały nieprzyjemne efekty uboczne), doprowadziła do sytuacji, w której mogła jeść jedynie sześć produktów. Leki faktycznie nie były jej potrzebne, ale czy efekty uboczne jej nowego sposobu życia nie stały się bardziej dokuczliwe?</p>
<p>Zaburzenia dotyczące odżywiania, takie jak anoreksja, bulimia, a teraz także i ortoreksja, mają cechy nerwicy natręctw.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>A jednak nie przytrafia się to wszystkim, którzy dbają o zdrowy styl życia czy szczupłą sylwetkę. Czy są zatem osoby, którym łatwiej popaść w taki stan? Psychiatrzy oceniają, że pewne cechy osobowości predestynują do takich skłonności. Pedantyczność, dążenie do perfekcjonizmu, zamiłowanie do porządku, czystości, przesadne poczucie odpowiedzialności i obowiązku, sztywność zasad moralnych, wysoki poziom aspiracji &#8211; to wszystko może pchnąć nas w obsesję. Coraz częściej mówi się także o wpływie wychowania &#8211; na przykład wygórowanych oczekiwaniach rodziców wobec osiągnięć dziecka, jak również o uwarunkowaniach genetycznych.</p>
<p>Wyjście z obsesji jest bardzo trudne. Wymaga zwykle długotrwałej psychoterapii (kłopot z leczeniem ortorektyka jest także w tym, że odrzuca on wszelkie farmaceutyki jako zatruwające organizm i niszczące jego naturalny system odpornościowy). Nie chcę nikogo przekonywać, że dbanie o to, co się je, jest niebezpieczne i pozbawione sensu. Co to, to nie! Uważajmy jednak. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu &#8211; mawiają mądrzy ludzie i tu to powiedzenie zdaje się pasować jak ulał.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/raw-food/chorzy-na-zdrowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Uciec z ubojni dusz&#8221; część 1 i 2</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/uciec-z-ubojni-dusz-czesc-1/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/uciec-z-ubojni-dusz-czesc-1/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Oct 2012 19:21:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[jak pracować w korporacji]]></category>
		<category><![CDATA[jak przetrwać w korporacji]]></category>
		<category><![CDATA[korporacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=5525</guid>
		<description><![CDATA[Gorąco polecam obszerne fragmenty artykułu Roberta Siewiorek, który ukazał się w Gazecie kilka tygodni temu. Oby więcej takich tekstów w mainstreamowych mediach! &#160; &#8222;Tysiące ludzi spędzają życie w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią. Dosyć! &#160; [&#8230;] ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Gorąco polecam obszerne fragmenty artykułu Roberta Siewiorek, który ukazał się w Gazecie kilka tygodni temu. Oby więcej takich tekstów w mainstreamowych mediach!</p>
<p>&nbsp;</p>
<h1><span style="font-size: large;">&#8222;Tysiące ludzi spędzają życie w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią. Dosyć!</span></h1>
<p>&nbsp;</p>
<p>[&#8230;]</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>W pałacach korporacji</strong></span></p>
<p>Warszawa, czwarta nad ranem. Andrzej, prezes dużej firmy, wysłał maila do swego szefa: &#8222;Piotrze, w sprawie raportu, który dla Ciebie piszę, zgłoszę się jutro przed południem. Chcę obgadać parę świeżych pomysłów&#8221;. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie: &#8222;Andrzeju, dzięki serdeczne. Idź spać&#8221;.</p>
<p>Dziś Andrzej zapewne uważa, że się opłaciło: jest jednym z ostatnich, którzy w upadającej firmie ocalili posadę. Przetrwał, bo należy do nowej klasy pracowników, których w ostatnich dziesięcioleciach wyhodowały korporacje &#8211; współczesnych kamerdynerów, dzięki elektronice dyspozycyjnych o każdej porze dnia i nocy. Reprezentuje nową klasę ludzi, których domy przestały być sanktuarium prywatności, a stały się służbówkami w pałacach korporacji. I których bliscy &#8211; nieważne czym się zajmują &#8211; są co najwyżej rodzinami służących.</p>
<p>Andrzej należy do rzeszy tych, na których barkach korporacje odbudowały feudalne relacje między ludźmi.</p>
<p>Shawn Achor, prezes firmy konsultingowej Good Think inc. i wykładowca psychologii pozytywnej na Harvardzie, tak opisuje filozofię systemu korporacyjnego: &#8222;Większość firm i szkół wierzy w ten sam przepis na sukces: im ciężej będziesz pracował, tym większy sukces osiągniesz. A im większy będzie ten sukces, tym będziesz szczęśliwszy. Tyle że to fałszywy przepis. (&#8230;) Ilekroć odnosisz sukces, podświadomie podnosisz poprzeczkę tego, co będziesz uznawał za sukces w przyszłości. Dlatego poczucie szczęścia oparte na tej logice nigdy nie nadchodzi&#8221;.</p>
<p>Ale nie nadchodzi także dlatego, że staliśmy się zakładnikami wyobrażeń, jakie mamy na temat siebie samych. Tak uważa m.in. Dalton Conley, dziekan wydziału nauk społecznych na Uniwersytecie Nowego Jorku, autor książki  &#8222;Elsewhere, U.S.A.&#8221; (Gdzie indziej, USA), nazwanej przez &#8222;Los Angeles Times&#8221; m.in. książką o &#8222;rozmywaniu granic między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, i komercjalizacji wszystkiego&#8221;.</p>
<p>Według Conleya większość z nas przecenia własną niezbędność dla firm. A to powoduje, że mamy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią: &#8222;Jeśli wciąż jesteś dostępny, oczekuje się od ciebie, byś dostępny był&#8221;. To oczekiwanie traktujesz potem jako dowód, że miałeś rację: byłeś niezbędny.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><span style="font-size: large;">Życie w rozpaczy</span></strong></p>
<p>Tyle, że to tylko złudzenie, próba zagłuszenia lęku i poczucia braku kontroli nad własnym losem. &#8211; Tysiące ludzi wiodą życie w niemej rozpaczy, spędzając długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują &#8211; po to, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią &#8211; mówi Marsh.</p>
<p>Korporacje, które udoskonaliły ten system w stopniu dotąd niespotykanym, stały się &#8222;ubojniami dusz&#8221;. Idylliczny sen Marsha o dniu powszednim &#8211; z seksem przeplatającym się z pracą, spotkaniami z bliskimi, rozrywką i sportem &#8211; jest swego rodzaju utopijną ucieczką przed apokalipsą.</p>
<p>Dlaczego wolny czas stał się największą ofiarą produktywności, choć miał być jej najcenniejszym darem? Przez system. Pracujemy bez opamiętania, bo zmuszają nas do tego wymagania ekonomii &#8211; ogłosiła na początku lat 90. Juliet B. Schor, ekonomistka z Harvardu, autorka książki &#8222;The Overworked American&#8221; (Przepracowany Amerykanin, 1993).</p>
<p>&#8222;Bez względu na to, jak dużo masz, nie poczujesz się dobrze, jeśli Jones z sąsiedztwa ma więcej&#8221; &#8211; pisze. Mechanizm działa tak: 1) pracodawca oczekuje, że będziesz dłużej pracował, i ci za to płaci; 2) zapłata nakręca twój głód rzeczy: kupujesz telewizor, samochód, dom; 3) luksus staje się dla ciebie artykułem pierwszej potrzeby; 4) zadłużasz się, bo musisz nadążyć za Jonesami z sąsiedztwa; 5) wracasz do pracodawcy, by znów nie dać się zostawić Jonesom w tyle i móc spłacać długi.</p>
<p>Dlatego pracodawcy, zarabiając na tym, że ścigasz własny ogon, wolą (oszczędnie) dać ci premię lub podwyżkę niż więcej wolnego czasu. Formuła &#8222;czas to pieniądz&#8221; oznacza w tym przypadku zamianę czasu na pieniądze. &#8222;Pracowanie &#8211; wydawanie stało się potężną dynamiką powstrzymującą nas od bardziej zrelaksowanego stylu życia&#8221; &#8211; konkluduje Schor.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><span style="font-size: large;">Gdy dom staje się pracą</span></strong></p>
<p>Problem w tym, że morderczy wyścig Jonesów i Smithów nie jest jedynie wypadkową rywalizacji, zawiści i pychy. Jest także czymś, bez czego współczesnych Jonesów ani Smithów w ogóle by nie było. Prof. John Stutz, ekspert w dziedzinie wpływu konsumpcji na człowieka, ekonomię i środowisko, podaje parę powodów, dla których w rozwiniętych społeczeństwach nawet bogaci nie pracują mniej, by cieszyć się życiem: &#8222;W mobilnym społeczeństwie takim jak nasze istnieje potrzeba ciągłego konstruowania i dekonstruowania własnej osobowości. Konsumpcja &#8211; wybór domu, samochodu, ubrań itp. &#8211; odgrywa w tym procesie ważną rolę. Konsumpcja związana z pozycją społeczną nie wynika z głębokiego niedostatku, głodu, pragnienia, ale raczej służy kreowaniu przewagi&#8221;.</p>
<p>Daliśmy się wprząc w kierat pracy karmiącej konsumpcję, bo tylko tak możemy udowodnić, że jesteśmy coś warci. Mnogość zdobytych dóbr niczego tu nie zmienia i nie służy otwarciu jakiejś upragnionej przestrzeni wolności i odpoczynku.</p>
<p>A może istota rzeczy tkwi nie w przymusie, lecz wdobrowolnym wyborze tego, co bardziej nam odpowiada? –zastanawia się Arlie Hochschild, socjolożka z Berkeley, w książce „The Time Bind. When Work Becomes Home and Home Becomes Work” (Zmora czasu. Kiedy praca staje się domem, a dom pracą, 1997). Przecież dlatego spędzamy życie w pracy, bo tego chcemy. Praca stała się dla nas źródłem większej przyjemności niż dom i rodzina. Została „udomowiona” –mamy w niej przyjaciół, obchodzimy urodziny, nawiązujemy romanse.</p>
<p>To dlatego właśnie dom stał się jeszcze jednym miejscem pracy. W nim też zaczęły obowiązywać prawa profesjonalizacji czy kompresji etatów, przez co część opiekuńczych funkcji przejmują zawodowe opiekunki do dzieci czy terapeuci. Miarą wartości rodzicielstwa jest dziś nie to, jak dużo rodzice spędzają czasu z dziećmi, ale jak dobrze – dzięki pracy rodziców –tym dzieciom się powodzi. W zamian oczekujemy od dzieci, jak od pracowników, wydajności: ich czas pracy ma być efektywnie wykorzystany.</p>
<p>Nasze relacje z bliskimi ubożeją proporcjonalnie do rozwoju więzi z kolegami z pracy, a z czasem stają się kadłubowe i toksyczne. Dzieci są nadąsane i małomówne, rodzice rozżaleni, dziadkowie uciążliwi.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>Pracolaks</strong></span><br />
Dawno się już zatarły granice między pracą a rozrywką. Dalton Conley ukuł nawet specjalny neologizm, który brzmi równie złowieszczo co Orwellowska „myślozbrodnia”. To „weisure” –zbitka dwóch pojęć: „work” (praca) i „leisure” (czas wolny, relaks). Dziś nie ma wypoczynku w stanie czystym –jest „pracolaks” lub „odpopraca”: odbieranie służbowych SMS-ów podczas spaceru z dziećmi, służbowe maile z łóżka&#8230;<br />
Żyjemy w Społeczeństwie Gdzie Indziej – twierdzi Conley – bez dawnej tożsamości. Tradycyjne wartości (rodzina, dom, obyczaje) zostały w nim zduszone. W tym świecie rozrywka jest dla biednych (bogaci nie marnują na nią czasu), razem są te rodziny, które do siebie „tekstują”, a dzieci to inwestycja. Nie potrafimy już porządnie odpoczywać, bo podświadomie traktujemy odpoczynek jako próżniactwo. Relaks jest usprawiedliwiony tylko wówczas, gdy w jego trakcie zrobimy coś „pożytecznego”.</p>
<p>Ten świat „weisure” i Społeczeństwa Gdzie Indziej XIV Dalajlama opisał jako rzeczywistość, w której „mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny; więcej wygód, ale mniej czasu”; „więcej wiedzy, lecz mniej rozumu; więcej ekspertów i więcej problemów”. I jeszcze: „To czas fast foodów i powolnego trawienia; wysokich mężczyzn i małych charakterów. Wielkich korzyści i płytkich związków. To czas, w którym dużo jest w oknie, ale nic w pokoju”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><span style="font-size: large;">Gdy szef jest bęcwałem</span></strong></p>
<p>Jeśli postrzegasz swoje miejsce pracy jako nieprzyjazne, a szefa jako niekompetentnego czy uciążliwego idiotę, możesz szybciej umrzeć – ostrzega Anna Nyberg ze sztokholmskiego Karolinska Institutet w„The Impact of Managerial Leadership on Stress and Health Among Employees” (Wpływ kierownictwa na stres i zdrowie pracowników, 2009). Odkryła ona, że taka sytuacja może wywołać anginę, bóle w klatce piersiowej, zawał, a nawet przedwczesną śmierć. Co ciekawe, ten zabójczy wpływ kiepskich liderów jest niezależny od dochodów podwładnych, ich pozycji społecznej, obciążenia pracą, palenia, braku ćwiczeń fizycznych, a nawet stwierdzonych chorób serca. Wniosek: bęcwał na stanowisku jest zagrożeniem w stanie czystym.</p>
<p>Choć nie wszystko można zwalić na bęcwałów. Zbyt długa praca może wykańczać cię niezależnie od szefa. Dwa lata temu Marianna Wirtanen z Fińskiego Instytutu Pracy w Helsinkach opublikowała wyniki badań, którym w latach 1990-2000 poddała 6 tys. Brytyjczyków i Brytyjek od 31. do 60. roku życia. Ci, którzy pracowali po 10-11 godz. dziennie, byli o 60 proc. bardziej narażeni na choroby serca i przedwczesną śmierć niż pracujący w normalnym wymiarze. Wirtanen odkryła też, że modelowy pracuś ofiarnik jest młodym mężczyzną o ponadprzeciętnych kwalifikacjach zawodowych.</p>
<p>Z wiekiem odporność takich ludzi na skutki zawodowych niepowodzeń słabnie. Daniel G. Sullivan, szef badań w Banku Rezerw Federalnych Chicago, i Till von Wachter, ekonomista z Columbia University, przeanalizowali dane dotyczące robotników z fabryk w Pensylwanii w latach 70. i 80. Odkryli, że śmiertelność wśród tych z dużym stażem pracy, którzy zostali zwolnieni, była od 50 do 100 proc. wyższa niż wśród osób, które posadę zachowały. Dlatego m.in. stres wywołany utratą pracy jest traktowany przez psychologów jako doświadczenie równie traumatyczne jak rozwód czy śmierć ukochanej osoby.</p>
<p>Paradoksalnie jednak zachowanie posady wcale nie załatwia sprawy &#8211; i to nawet gdy szef był znośny, a godziny pracy do przyjęcia. Psychicznie i fizycznie może cię bowiem wyniszczyć już sam strach o to, że możesz pracę stracić. Sarah A. Burgard z Uniwersytetu Michigan nazwała to zjawisko &#8222;czekaniem na but, który cię wykopie&#8221;.</p>
<p>Tak wygląda wolnorynkowa karykatury Heideggerowskiego pojęcia życia jako &#8222;bycia ku śmierci&#8221;. Powszechna dziś definicja sukcesu prowadzi do tego, że &#8211; jak zauważa Marsh &#8211; &#8222;wygrywa ten, kto w chwili śmierci ma najwięcej kasy&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>Nie bądź sierotą </strong></span><br />
Jak się ratować? Marsh uważa, że ocalić się możemy tylko my sami: „Jeśli sam nie zaprojektujesz swego życia, zrobi to za ciebie ktoś inny, tyle że cudza definicja równowagi między pracą a życiem może ci się nie spodobać”. Nie powinieneś powierzać jakości swego życia firmom, bo one są tak zorganizowane, by wyciągnąć z ciebie, ile się da.</p>
<p>Na meblowanie nam życia przez firmy nie powinniśmy się godzić z jeszcze jednego powodu. Jeśli wierzyć Jeremy’emu Rifkinowi, autorowi głośnej książki „End of Work” (Koniec pracy, 1995), trwająca właśnie trzecia rewolucja przemysłowa, która buduje totalnie zautomatyzowaną i produkcyjnie superwydajną gospodarkę, zakończy się „erą postrynkową”. A w niej większość z nas nie będzie miała pracy lub będzie jej miała mało. Już więc choćby z tego względu nie powinniśmy uzależniać się od pracy pojętej jako świat ostateczny. Niedługo bowiem wielu z nas może zostać sierotami epoki postrynkowej. Ludzie o zredukowanej prywatności, niemający mocnego emocjonalnego oparcia w życiu pozazawodowym, zniosą tę sytuację szczególnie ciężko.</p>
<p>Dla Marsha kluczowa w walce o ocalenie jest równowaga: teraz więcej czasu dla siebie – na emeryturze więcej pracy. I dbałość o sferę emocjonalną, intelektualną, duchową – a nie tylko zapisanie się na siłownię, co jest dziś powszechnym pomysłem pracoholików na „zadbanie o siebie”.</p>
<p>Najważniejsze jest to, jak gospodarujesz własną uwagą –to klucz do równowagi i spełnienia. Dlatego wiedź życie skupione –postuluje w książce „Rapt” („Skupienie”, 2009) Winifred Gallagher, amerykańska psycholożka. Technologia i presja pracy osłabiają naszą zdolność do koncentracji, a to wiedzie ku poczuciu rozproszenia życia, niepanowania nad nim. Zbyt intensywne funkcjonowanie w dwóch środowiskach gasi w nas zdolność do refleksyjnego myślenia, bez której jesteśmy bezbronni wobec poważnych problemów. Jeśli chcesz się uratować – zatrzymaj się, skoncentruj na rzeczach w twoim życiu naprawdę istotnych.</p>
<p>Shawn Achor określa takie działanie jako zwalczanie w sobie „kulturalnego ADHD” – czyli wykształconego w nas (w dużym stopniu przez pracę) zwyczaju wykonywania wielu zadań w tym samym czasie. I podpowiada podobne jak Gallagher rozwiązanie – medytację i skupienie się na jednej sprawie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>Szczęście z dłubania w marmurze </strong></span><br />
Bardziej radykalną, choć idealistyczną wersję postulatu dbania o siebie jako ucieczki od niewoli pracy i konsumpcji wysuwają lord Robert Skidelsky, emerytowany wykładowca ekonomii politycznej, oraz jego syn Edward, filozof. Właśnie ukazała się ich książka „How Much is Enough? Money and the Good Life” (Jak dużo znaczy dosyć? Pieniądze i dobre życie). Uważają oni, że człowiek żyje po to, by prowadzić „aktywność bez nominalnego końca”. I że kluczem do przywrócenia sensu pracy i uwolnienia w ludziach energii jest zapewnienie im godnej egzystencji, by mogli bez przeszkód oddawać się swoim pasjom. „Rzeźbiarz zaabsorbowany cięciem marmuru – piszą – nauczyciel pochłonięty przekazywaniem złożonych idei, muzyk walczący z materią muzyki, naukowiec badający tajemnice przestrzeni i czasu – tacy ludzie nie mają innego celu, niż robić dobrze to, co już robią”.</p>
<p>Każdy obywatel powinien więc otrzymywać od państwa płacę lub posag kapitałowy w chwili narodzin – na tyle duże, by mógł pracować zarobkowo tylko na pół etatu. Ryzyko, że ludzie marnowaliby pieniądze np. na hulaszcze życie, byłoby „ograniczane przez ograniczenie wydatków do określonych, akceptowanych celów (jak edukacja)”. Szkoły uczyłyby ludzi, jak spędzać wolny czas. Nadmierną konsumpcję poskramiałby progresywny podatek, więc ludzie, zamiast zaharowywać się na śmierć dla kolejnego auta, koncentrowaliby się na swych pasjach.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>Kairos, czas doskonały</strong></span><br />
Chronos był brodatym starcem o bujnych lokach. Kairos, choć młody, zza bujnej grzywki<br />
świecił łysiną. Starożytni Grecy wierzyli, że komu uda się go za tę grzywkę złapać (a było<br />
to arcytrudne, bo Kairos mijał człowieka w mgnieniu oka), ten będzie miał szczęście.<br />
Dlatego ten mały bożek uosabiał też alternatywny w stosunku do Chronosa wymiar czasu. Chronos był czasem linearnym, Kairos – osobnym, własnym dla każdego człowieka. Czasem, w którym każdy z nas przeżywa swoje szczęście. Doskonałym.</p>
<p>Norweg Geir Berthelsen, który pod koniec lat 90. założył Światowy Instytut Powolności,<br />
think tank promujący alternatywny wobec postmodernistycznej kultury rywalizacji i wydajności styl życia, właśnie na osiągnięciu równowagi między chronosem a kairosem opiera swą koncepcję szczęścia. Kluczem do równowagi między życiem a pracą są według niego właściwe proporcje między czasem wspólnym a czasem, który mamy tylko dla siebie. Jeśli ten czas dla siebie odzyskasz, odnajdziesz spokój i równowagę.</p>
<p>Szczur korporacyjny jest stworzeniem, które żyje tylko w czasie linearnym. By móc kiedyś<br />
po faustowsku krzyknąć: „Trwaj, chwilo, jesteś wieczna!” –musisz wpierw zrozumieć, że nie jesteś szczurem, a życie to nie wyścig. Inaczej jedyną perspektywą, jaka pozostanie na twoim horyzoncie, będzie wygrana w wyścigu. A tu rzeczy mają się tak, jak skomentowała je swego czasu amerykańska aktorka komediowa Lily Tomlin: „Problem z wyścigiem szczurów polega na tym, że nawet jeśli wygrasz, wciąż jesteś szczurem”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>Co zrobić z wolną nocą?</strong></span><br />
Leslie A. Perlow, psycholożka z Harvardu, poddała testowi na niezależność od korporacji sześciu uczestników takiej gonitwy –pracoholików z Boston Consulting Group. Każdy miał<br />
wybrać jedną noc w tygodniu (od godz. 18 do rana), podczas której byłby elektronicznie nieosiągalny dla szefów i współpracowników. Tej nocy miał robić cokolwiek, byle tylko nie pracować i nie myśleć o pracy.</p>
<p>Okazało się jednak, że mimo zgody szefów część badanych wcale nie miała ochoty<br />
na uwolnienie ze smyczy. – Jeden powiedział mi nawet, że nie wiedziałby, co z taką wolną<br />
nocą zrobić – przyznała Perlow. Zadbała więc o jeszcze jeden zawór bezpieczeństwa: gdyby sprawa w firmie wymagała zaangażowania akurat któregoś z uczestników eksperymentu, miał on zostać niezwłocznie o tym zawiadomiony.</p>
<p>Wtedy nastąpił przełom –w pracoholików wstąpił nowy duch: nie tylko chętnie skorzystali z okazji, by w tygodniu mieć jedną noc „off”, ale zaczęli być bardziej twórczy, poczuli przypływ energii i satysfakcji z pracy. Byli bardziej zaangażowani, rozmowni i chętniej<br />
wyznaczali sobie priorytety. Zaczęli też myśleć o tym, jak podnieść własną produktywność.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;"><strong>Bycie „off” się opłaca</strong></span><br />
Pod wpływem takich odkryć coraz więcej prezesów firm zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli pozwolić pracownikom na więcej prywatności, na bycie poza zasięgiem, ich produktywność nie zmaleje, lecz wzrośnie.</p>
<p>Na początku 2012r. Volkswagen zawarł porozumienie z grupą swoich pracowników, którzy używali służbowych telefonów BlackBerry. Zgodnie z umową serwer przesyłający do nich<br />
maile zatrzymywano pół godziny po zakończeniu zmiany i włączano pół godziny przed roz-<br />
poczęciem zmiany następnego dnia.</p>
<p>– Czy to już trend? – zastanawiał się „New York Times” na wieść o tym eksperymencie. Wiele wskazuje na to, że jeszcze nie trend, ale już konieczność.</p>
<p>Tony Schwartz, prezes Energy Project –firmy, która pomaga przedsiębiorstwom w radzeniu sobie z przeładowaniem informacjami – tak skomentował sprawę na łamach „NYT”: „Każda rozważna organizacja zdaje sobie sprawę, że to problem, z którym musimy sobie poradzić”. I zasugerował, byśmy na początek, np. rano, kiedy jesteśmy najbardziej produktywni, nie odbierali komórek i nie czytali maili przez, powiedzmy, półtorej godziny&#8230;</p>
<p>Kto wie, może warszawska firma Andrzeja nie stałaby dziś na krawędzi plajty, gdyby jego szef, zamiast czytać po nocach maile od nadgorliwych podwładnych, od czasu do czasu przeczytał Tołstoja.&#8221;</p>
<p><strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/uciec-z-ubojni-dusz-czesc-1/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś, co zrobisz tylko Ty.</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/cos-co-zrobisz-tylko-ty/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/cos-co-zrobisz-tylko-ty/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Aug 2012 18:47:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Codzienna RAWolucja]]></category>
		<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[czy znajdę swoją pasję]]></category>
		<category><![CDATA[jak znaleźć swoją pasję]]></category>
		<category><![CDATA[każdy ma pasja]]></category>
		<category><![CDATA[pasja]]></category>
		<category><![CDATA[poszukiwanie pasji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=5065</guid>
		<description><![CDATA[Poszukiwanie pasji jest jedną z najbardziej rozwijających i zadziwiających przygód w życiu. Głównie dlatego, że pasja jest mieszanką naszych głębokich pragnień, wrodzonych predyspozycji i ciężkiej pracy nad własnym talentem. A więc jest odkrywaniem tego, co stanowi o naszej indywidualności, niepowtarzalności. Niektórzy ludzie narzekają, że nie mogą odnaleźć swojej pasji. Cóż, ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Poszukiwanie pasji jest jedną z najbardziej rozwijających i zadziwiających przygód w życiu. Głównie dlatego, że pasja jest mieszanką naszych głębokich pragnień, wrodzonych predyspozycji i ciężkiej pracy nad własnym talentem. A więc jest odkrywaniem tego, co stanowi o naszej indywidualności, niepowtarzalności. Niektórzy ludzie narzekają, że nie mogą odnaleźć swojej pasji. Cóż, jej ogień płonie w sercu, czasem na przekór wszystkiemu, jak więc można jej szukać na zewnątrz?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wszystkim, którzy odnaleźli już swoją pasję polecam bardzo inspirujący artykuł Renaty Arendt – Dziurdzikowskiej z majowego wydania „Zwierciadła”. To tekst do którego co jakiś czas wracam, za każdym razem znajdując impuls do szukania moich zawodowych linii papilarnych.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Artykuł ten dedykuję wszystkim osobom tworzącym Raw restauracje w Polsce &#8211; niedawno otwartą <a href="https://www.facebook.com/restauracja.surya" target="_blank">Suryę</a> w Warszawie oraz <a href="https://www.facebook.com/pages/Raw-Organic-Surowa-Restauracja-RO/318899778202119" target="_blank">Raw Organic</a> w Krakowie, która swe otwarcie będzie miała 14 września. Robicie wielką rzecz i dajecie piękny przykład na &#8222;zestrojenie miłości z pasją i pieniędzmi&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>&#8222;<span style="font-size: medium;">Proponujemy nowy paradygmat: to twórczość, służenie swoim talentem, wymiana z poziomu serca jest jakością decydującą o sukcesie i dostatku. To, co wewnętrzne, niewidzialne, łączymy z tym, co postrzegamy jako zewnętrzne, materialne. Możemy zestroić miłość z pasją i pieniędzmi. Zarabianie może mieć wymiar duchowy.</span></em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Gdy moja przyjaciółka Alina Gutek ponad 30 lat temu poznała swojego męża Romana </em></p>
<p><em>&#8211; dziś wybitnego popularyzatora niezależnego kina, uhonorowanego wieloma nagrodami i orderami (m. in. francuską Legią Honorową), jej rodzina była przerażona.</em></p>
<p><em>&#8211; Tata wziął mnie na stronę i zniżając głos, zapytał: &#8222;Dziecko, z czego wy będziecie żyć?! Przecież on tylko siedzi i ogląda filmy!&#8221;.</em></p>
<p><em>Roman kochał filmy.</em></p>
<p><em>&#8211; Wielu młodych ludzi pracuje jako wolontariusze przy festiwalach organizowanych przez mojego męża &#8211; mówi Alina. &#8211; Gdy na nich patrzę, chcę zapytać: &#8222;Co lubisz robić?&#8221;. Bo mam wrażenie, że oni pracują po to, żeby coś jeszcze wpisać sobie w CV. Kończą kolejne studia, fakultety, kursy, ale po co?</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>To samo wiele lat temu mówiła mi Joanna Białobrzeska, szefowa jednego z najprężniejszych wydawnictw edukacyjnych i prywatnej szkoły Didasko. Gdy ogłaszała w prasie, że przyjmie do pracy, zgłaszały się setki ludzi, które chciały dostać &#8211; jak wynikało z oferty &#8211; jakąkolwiek pracę. Ale ona nie chciała zatrudnić kogokolwiek. Wybierała kilkadziesiąt osób, z którymi się spotykała. Chciała poznać pasję kandydatów. Chciała usłyszeć, czym się interesują, co czytają, jakie mają cele, pragnienia, pomysły i plany. Bywało tak, że rozmawiała z kilkudziesięcioma osobami, z których każda przychodziła z grubym plikiem zaświadczeń o rozmaitych kursach i szkoleniach, a ona dochodziła do wniosku, że&#8230; nie ma kogo wybrać. Zgłaszali się ludzie zagubieni, niepewni, mało asertywni. Na wszystko się zgadzali, kiwali głowami, nerwowo ściskali kciuki, trzeba ich było ciągnąć za język. Nie byli w stanie obronić własnego zdania, ponieważ tak naprawdę nie wiedzieli, czego chcą. Joanna czekała na ludzi stanowczych, mądrych, spokojnych, samodzielnie myślących; takich, którzy potrafią opowiedzieć o sobie w sposób porywający, pogodnie usposobionych. &#8222;Każdy z nas ma mocne strony. Jeśli je widzimy i szanujemy, pracodawca też je zobaczy&#8221; &#8211; mówiła.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Wygląda na to, że nie dowierzamy, że talent odkryty w sercu może stworzyć dla nas pracę, która daje satysfakcję i pieniądze.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em><span style="font-size: medium;">Twój talent tworzy rynek</span></em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Przez wiele ostatnich lat przyjeżdżał do Polski Rick Jarow, wykładowca akademicki i nauczyciel duchowy, autor bestsellerowej w Stanach i w Europie pozycji „Antykariera. W poszukiwaniu pracy życia”. Pytał: „Czy trzeba przegrać świat, żeby wygrać duszę?”. Mówił rzeczy niesłychane. Na przykład: „To my sami – tym, co kochamy robić – tworzymy rynek”. „Każdy z nas urodził się ze szczególnym darem i talentem. Odkrycie tego talentu i wniesienie go do świata jest naszym najważniejszym zadaniem”. To jest wątek stale obecny w literaturze poświęconej zagadnieniom rozwoju wewnętrznego. Lekarz medycyny Deepak Chopra w swoich książkach (m. in. „Siedem duchowych praw sukcesu”, „Żyć godnie i w dostatku”) pisze, że nasz talent jest tak szczególny, że nie ma nikogo na tej planecie, kto przejawiałby go w taki sposób jak my. Istnieje coś jedynego w swoim rodzaju, co możemy robić, i wywiążemy się z tego lepiej niż ktokolwiek na całej Ziemi. Każdy wyjątkowy talent i jedyny w swoim rodzaju sposób jego ekspresji zaspokaja wyjątkowe potrzeby. Korzystanie z talentu, aby zaspokoić potrzeby innych, tworzy pomyślność i dostatek.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em>Chopra uczył tego swoje dzieci. Mówił im: „Chcę, abyście się nigdy, przenigdy nie martwiły, z czego będziecie żyć. Jeśli nie potraficie zarobić na siebie, kiedy dorośniecie, ja zapewnię wam utrzymanie. Niech więc was to nie trapi. Nie pragnę, abyście koncentrowały się na osiąganiu dobrych wyników w szkole. Nie chcę, abyście dostawały najlepsze stopnie czy chodziły do najlepszych szkół. Życzę sobie jedynie, abyście pytały siebie, jak najlepiej możecie służyć ludziom i jakie są wasze wyjątkowe talenty. Macie bowiem niepowtarzalne uzdolnienia, których nie ma nikt inny”. W rezultacie dzieci ukończyły najlepsze szkoły średnie, dostawały najlepsze oceny, a w college’u były już finansowo niezależne.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p><span style="font-size: medium;"><em>Relacja zamiast transakcji</em></span></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> Oto mamy dwa paradygmaty. Jeden &#8211; powszechnie obecny w naszej kulturze; wszystko jest transakcją. Świat idzie w tym kierunku &#8211; zwracają uwagę socjologowie &#8211; w kierunku zamiany inspiracji i relacji na transakcję. Nazywają ten proces finansjalizacją. Jak mówił na łamach &#8222;Polityki&#8221; Paul H. Dembinski, ekonomista, współtwórca Obserwatorium Finansów w Genewie: &#8222;Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, dziennikarza w mediaworkera, a naukowca &#8211; w dostawcę wiedzy. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji&#8221;.</em></p>
<p><em>W tym paradygmacie praca jest więzieniem, niewdzięcznym mozołem. Aby przetrwać, trzeba pracować do upadłego.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>I drugi paradygmat &#8211; zarabianie może mieć wymiar duchowy. W książce Rity Marie Robinson &#8222;Zwyczajne kobiety, niezwykła mądrość&#8221;, zbiorze wywiadów z kobietami, które osiągnęły trwały wewnętrzny spokój i radość, jedna z bohaterek mówi: &#8222;Pieniądze to schronienie, pożywienie, szczery akt dawania. Kiedy ludzie płacą mi za zajęcia, które prowadzę, tak naprawdę nie dają pieniędzy. Ofiarują mieszkanie, jedzenie i ciepło. Jeśli to właśnie nie jest miłość, to nie wiem, czym ona jest. To jest wymiana: dajesz mi jedzenie i ciepły sweter, a ja przekazuję ci swoją wiedzę. Wspaniała wymiana&#8221;.</em></p>
<p><em>Świat idzie w tym kierunku &#8211; zwracają uwagę obserwatorzy transformacji świadomości, która się właśnie dokonuje. Praca może być źródłem radości, przepływu serdecznych uczuć, sensu i spełnienia. Dzieje się tak, gdy wewnętrzny ogień bierze górę nad zimną kalkulacją; gdy rezygnujemy z wyścigu popularności; gdy życie staje się tworzeniem, a nie walką o przetrwanie i dominację. Stoimy na progu tej przemiany w skali globalnej. Społeczeństwo przyszłości będzie oparte na pracy, która sprzyja życiu. Będziemy dzielić się tym, co mamy do dania. Zestroimy miłość z pracą i z pieniędzmi, które będą naturalnym wyrazem dzielenia się naszym twórczym potencjałem. Zobaczymy sukces świata wzajemnej wymiany.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>Czy tak się stanie? Bez względu na to, w jakim kierunku zmierza nasz świat, pozostaje osobiste pytanie &#8211; czy mogę oprzeć się na swoich mocnych stronach, talentach płynących z serca? Czy praca w zgodzie z nimi zapewni mi dostatnie życie?</em></p>
<p><em>Rick Jarow mawia, że potrzebujemy odnaleźć własną rzekę i zanurzyć się w niej. Jeśli nie pływamy we własnej rzece, jesteśmy jak ryba wyrzucona na brzeg, umieramy. Mawia też, że szukanie swojej rzeki nigdy nie jest błędem. Nigdy.&#8221;<br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/cos-co-zrobisz-tylko-ty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Perfekcjonizm.</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/perfekcjonizm/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/perfekcjonizm/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Aug 2012 20:11:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Codzienna RAWolucja]]></category>
		<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[jak sobie radzić z perfekcjoznimem]]></category>
		<category><![CDATA[jak walczyć z perfekcjonizmem]]></category>
		<category><![CDATA[perfekcjonizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=5037</guid>
		<description><![CDATA[Czy perfekcjonizm na pewno jest doskonały? Odpowiada Wayne W. Dyer: &#160; &#8222;Dlaczego miałbyś wszystko robić dobrze? Kto zapisuje twoje wyniki? Słynne powiedzenie Winstona Churchilla na temat perfekcjonizmu ukazuje, jak paraliżujące może być  bezustanne dążenie do sukcesu: &#8222;Maksyma: &#8222;Tylko doskonałość się liczy&#8221; znaczy tyle samo, co niemoc&#8221;. &#160; Perfekcjonistycznym, nonsensownym &#8222;Rób ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Czy perfekcjonizm na pewno jest doskonały? Odpowiada Wayne W. Dyer:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: large;">&#8222;Dlaczego miałbyś wszystko robić dobrze? Kto zapisuje twoje wyniki?</span> Słynne powiedzenie Winstona Churchilla na temat perfekcjonizmu ukazuje, jak paraliżujące może być  bezustanne dążenie do sukcesu: &#8222;Maksyma: &#8222;Tylko doskonałość się liczy&#8221; znaczy tyle samo, co niemoc&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Perfekcjonistycznym, nonsensownym &#8222;Rób wszystko jak najlepiej&#8221; możesz sam siebie sparaliżować. Oczywiście możesz wybrać kilka ważnych dziedzin twojego życia, w których naprawdę chcesz dać z siebie wszystko. Jednak w przypadku znakomitej większości zajęć poczucie konieczności robienia wszystkiego jak najlepiej, czy nawet tylko dobrze, przeszkadza w robieniu tego w ogóle. Nie pozwól perfekcjonizmowi, aby trzymał cię z dala od życia i przyjemności, jakie mogą cię spotkać! Spróbuj zmienić &#8222;Zrób to jak najlepiej&#8221; na po prostu &#8222;Zrób to&#8221;. Perfekcja oznacza niezdolność do działania. Jeśli stosujesz względem siebie perfekcyjne wzorce doskonałości, to nigdy nie zaryzykujesz  niczego innego ani wiele nie osiągniesz, ponieważ pojęcie doskonałości nie odnosi się do człowieka. Bóg może być doskonały, ale ty, będąc człowiekiem, nie powinieneś stosować takich bezsensownych zasad względem siebie i swojego zachowania.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jeśli masz dzieci, nie budź w nich uczucia niemocy i niepewności, nalegając, żeby robiły wszystko najlepiej, jak potrafią. Raczej porozmawiaj z nimi o tym, co zdają się lubić najbardziej, i zachęć je do większego zaangażowania w tych dziedzinach. Natomiast w przypadku innych zajęć czy zainteresowań sama aktywność jest o wiele ważniejsza niż osiągnięcie sukcesu. Lepiej naucz je grać w siatkówkę, niżby miały siedzieć w kącie, mówiąc: &#8222;Jestem do niczego&#8221;. Zachęć je do jazdy na nartach, śpiewu, rysunku czy czegokolwiek dla samej przyjemności, jaka się z tym wiąże, a nie dla osiągnięcia dobrych rezultatów. Nie powinno się zachęcać dzieci do współzawodnictwa ani do próbowania czy robienia czegoś dobrze. Zamiast tego spróbuj przekazać im poczucie własnej godności, dumy i zadowolenia z wykonywania zajęć, które same uznały za ważne.</p>
<p>Dziecku łatwo jest wmówić zasadę jednoznaczności między poczuciem własnej wartości a jego niepowodzeniami. Jeśli tak się zdarzy, zacznie ono stronić od zajęć, w których nie zdoła osiągnąć doskonałości. I co jest nawet bardziej niebezpieczne, może ono nabyć nawyku niepewności, mieć potrzebę szukania akceptacji u innych, poczucie winy i przejawiać wszystkie błędne zachowania, które wiążą się z brakiem akceptacji samego siebie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jeśli uzależnisz poczucie własnej wartości od niepowodzeń i sukcesów, będziesz często skazany na uczucie totalnego braku wartości. Weźmy na przykład Thomasa Edisona. Jeśli potraktowałby on porażkę w jakimkolwiek doświadczeniu jako wyznacznik swojej własnej wartości, to po pierwszej nieudanej próbie poddałby się, ogłosił, że jest przegrany, i zaniechał dalszych prób dania światu światła. Niepowodzenie może być pouczające, czasem może być wręcz bodźcem do pracy i poszukiwań. Można je nawet uznać za sukces, jeśli wskazuje drogę do nowych odkryć. Kenneth Boulding powiedział:<br />
&#8222;Ostatnio przeglądałem wydane przeze mnie zbiory mądrości ludowych. Jedna z nich brzmi: &#8222;Nic tak nie zawodzi jak sukces&#8221;, bo niczego nie można się z niego nauczyć. Niepowodzenie jest jedyną rzeczą, z której w ogóle możemy się czegoś nauczyć, podczas gdy sukces tylko utwierdza nas w naszych przesądach&#8221;.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pomyśl o tym! Bez niepowodzeń niczego nie osiągniemy, a mimo to nauczyliśmy się cenić sukces jako jedyną akceptowalną normę. Jesteśmy skłonni unikać wszystkich doświadczeń, które mogłyby przynieść porażkę. Obawa przed niepowodzeniem stanowi dużą część lęku przed nieznanym. Wszystkiego, co nie zakrawa na gwarantowany sukces, należy unikać. Obawa przed niepowodzeniem oznacza lęk zarówno przed nieznanym, jak i przed dezaprobatą, że nie zrobiłeś wszystkiego jak najlepiej.&#8221;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/perfekcjonizm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;The Work&#8221; Byron Katie cz. 1 &#8211; czyli myśli, które strąciły nas z nieba</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/the-work-byron-katie-cz-1-czyli-mysli-ktore-stracily-nas-z-nieba/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/the-work-byron-katie-cz-1-czyli-mysli-ktore-stracily-nas-z-nieba/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Mar 2012 16:55:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[byron katie]]></category>
		<category><![CDATA[jak się pozbyć negatywnych myśli]]></category>
		<category><![CDATA[jak się pozbyć negatywnych przekonań]]></category>
		<category><![CDATA[the work]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=4593</guid>
		<description><![CDATA[Mam ostatnio bardzo intensywny okres w życiu. Zmiany przychodzą do mnie zawsze falami, więc w tym roku wiosenne porządki przybiorą formę prawdziwego tsunami. Zaczynam od zmiany mieszkania &#8211; to obecne wynajmuję już od czterech lat, choć nie uważam by było ono ani szczególnie komfortowe, ani ładne. Z jakiego więc powodu ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Mam ostatnio bardzo intensywny okres w życiu. Zmiany przychodzą do mnie zawsze falami, więc w tym roku wiosenne porządki przybiorą formę prawdziwego tsunami.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Zaczynam od zmiany mieszkania &#8211; to obecne wynajmuję już od czterech lat, choć nie uważam by było ono ani szczególnie komfortowe, ani ładne. Z jakiego więc powodu tak długo tu zostałam? Ponieważ<strong> uwierzyłam w myśl</strong>, że jest ono przyzwoitą ofertą, ma bardzo dobrą cenę i nie znajdę nic lepszego. Mając to przekonanie, nie szukałam innego. Jak się okazało, po kilku podwyżkach w trakcie tych czterech lat, obecne mieszkanie wcale nie jest aż tak atrakcyjne cenowo. Do tego dołożenie kilkuset złotych miesięcznie na wynajęcie czegoś ładniejszego nie spowoduje krachu mojego budżetu domowego. Jednak to dopiero nieprzyjemna sytuacja z właścicielką (zażądała zapłaty wysokiego rachunku, bez okazywania mi go) spowodowała, że skonfrontowałam myśl &#8222;dobra oferta, tanio, nie znajdę nic lepszego&#8221; z rzeczywistością. Znalezienie nowego, pięknego mieszkania, niewiele droższego, zajęło mi jeden weekend.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Zmieniam również pracę. Jak już kilkukrotnie pisałam zawodowo zajmuję się grafiką &#8211; projektuję strony internetowe, kampanie, czasem materiały drukowane. Pracowałam dla dużych firm i znanych marek. Z czasem, wraz ze wzrostem świadomości dotyczącej odżywiania, zaczęłam odczuwać coraz większy konflikt wewnętrzny. W pracy &#8222;smacznie ubierałam w grafikę&#8221; reklamy produktów, które po pracy oceniałam jako kiepskiej jakości. Jednak najbardziej doskwierał mi brak ekologicznej atmosfery w pracy. <strong>Uwierzyłam w myśl</strong>, że gdybym pracowała dla ludzi i z ludźmi związanymi ze zdrowym odżywianiem znalazłabym swoje miejsce na ziemi. Zatrudniłam się w firmie sprzedającej produkt, który uwielbiam, od 2 lat używam i za jego jakość mogłabym ręczyć własną głową. Osiągnęłam zgodność wewnętrzną, ale klimat pracy zdecydowanie nie należał do ekologicznych. Prawdę mówiąc, wpadłam w tym względzie z deszczu pod rynnę. Zderzenie z rzeczywistością skończyło się sporym rozczarowaniem. Postanowiłam wrócić do grafiki ze świadomością, że każde środowisko tworzą ludzie, a ci są bardzo różni. Wszędzie. Za kilka dni rozpoczynam okres próbny w fajnej firmie. Kto wie, może to moje miejsce?</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Tak jak pisałam w podsumowaniu 2011 roku, nadal marzę o pracy związanej z Raw food. Takiej, która da mi wewnętrzne poczucie spójności. Najlepiej na własny rachunek, by mieć satysfakcję budowania według własnych zasad. Jakiś czas szukałam kierunku takiego projektu komercyjnego. Najpopularniejsze zajęcia zarobkowe Rawfoodystów to sprzedaż suplementów lub prowadzenie szkoleń. Ja nie do końca odnajduję się ani w jednym, ani w drugim. <strong>Uwierzyłam w myśl</strong>, że taki sposób dla mnie nie istnieje. Mając takie przekonanie, przestałam szukać. Kilka miesięcy później szansa na taki projekt odnalazła mnie. Jednak podeszłam do niej z dużą rezerwą, nie potraktowałam jej jako możliwości spełnienia marzeń. Na szczęście trafiłam na wyrozumiałych i cierpliwych ludzi :) Nadal pracujemy nad kształtem projektu, ale mam nadzieję, że niedługo ujrzy on światło dzienne.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Jak widać na tych trzech przykładach myśli w bardzo realny sposób kształtują naszą rzeczywistość. Nie próbuję bynajmniej powiedzieć, że jest to odkrywcze stwierdzenie. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zdajemy sobie z tego sprawę. Żywym dowodem na to jest ogromna popularność tego tematu, setki publikacji, książek i technik. Jednak najważniejsze pytanie &#8211; jak zmieniać myśli, które utrudniają nam życie, więżą w niekomfortowej sytuacji (przykład z mieszkaniem), wywołują cierpienie i rozczarowanie (przykład z pracą), hamują rozwój osobisty (przykład z projektem komercyjnym) &#8211; pozostaje często bez odpowiedzi. Rozpoczynając drogę do zdrowia chwytałam się różnych sposobów by osiągnąć spokój umysłu i pozytywne przekonania. Zaczynałam klasycznie &#8211; od NLP, chodzenia po rozżarzonych węglach, łamania desek na szkoleniach motywacyjnych, Radykalnego Wybaczania, afirmacji itd. Wszystko fajne, wszystko na chwilę. Na dłuższą metę nic się nie zmieniało. W końcu zrozumiałam, że naprawianie konsekwencji myśli jest (dla mnie) bez sensu, bo przyczyna nadal pozostaje nierozwiązana. Tak trafiłam na The Work i Byron Katie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<h1><strong><span style="font-size: large;">Historia Byron Katie</span></strong></h1>
<p>Byron Katie jest obecnie jedną z najbardziej cenionych trenerek rozwoju osobistego, inspiruje tysiące ludzi na całym świecie. Tak John Tarrant w Przedmowie do książki Byron Katie &#8222;Kłamstwa o miłości&#8221; opisuje jej osobistą historię:</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>&#8222;Historia życia Katie jest wyjątkowa, chociaż mogłaby być historią każdego z nas. Kiedyś była szczęśliwą żoną i matką trójki dzieci. Miała męża, który ją kochał i lubił swoją pracę. Później wszystko zaczęło się psuć, aby pewnego dnia runąć na dobre. Katie przytyła, zaczęła pić, zawładnęły nią gniew i lęk, sypiała z rewolwerem pod poduszką. [&#8230;] Nadal prowadziła firmę, lecz czuła się kompletnie zagubiona i miała bardzo niskie poczucie własnej wartości. Do tego momentu jest to całkiem zwyczajna opowieść i zwyczajne, chociaż bolesne, cierpienie &#8211; człowiek wędruje przez życie, rozglądając się dokoła, aż nagle coś nieoczekiwanie go uderza i przyciąga uwagę.</em></p>
<p><em><br class="spacer_" /></em></p>
<p><em>[&#8230;] Katie pogrążyła się w głębokim kryzysie i nic nie wskazywało na to, że problemy rozwiążą się same. Był to głęboki kryzys obejmujący całe jej życie. Rodzina zastanawiała się, czy Katie nie zwariowała. W końcu, Katie rozpoczęła leczenie w klinice zaburzeń odżywiania, ponieważ był to jedyny program finansowany z jej ubezpieczenia zdrowotnego &#8211; ot, taki malutki, praktyczny amerykański akcent. Jednak terapia ani leczenie nie pomogły jej. Pewnego ranka obudziła się i stwierdziła, że cały świat przewrócił się do góry nogami. Jej życie już nie było takie jak dawniej. Działo się to w roku 1986.</em></p>
<p><em><br class="spacer_" /></em></p>
<p><em>[&#8230;] Co się stało? Katie dokonała prostego odkrycia. Zauważyła, że daje wiarę własnym myślom i w ten sposób sama budzi w sobie lęk. Kiedy przestała im wierzyć, świat koszmarów prysł. Wewnętrzne konflikty i obawy zniknęły. [&#8230;] Oto jak sama to wspomina:</em></p>
<p><em><br class="spacer_" /></em></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Ujrzałam wyraźnie, w sposób nie budzący żadnych wątpliwości, że jest zupełnie inaczej, niż mi się zdawało. Moje myśli były sprzeczne z rzeczywistością, tworzyły opowieści o tym, jak według mnie powinno wyglądać życie. &#8222;Mąż powinien być ze mną bardziej szczery&#8221;, &#8222;Dzieci powinny mnie darzyć większym szacunkiem&#8221;. Zrozumiałam, że zamiast obserwować, co się dzieje, dyktowałam rzeczywistości własne warunki &#8211; jakbym potrafiła decydować o jej kształcie.</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Teraz rozumiem, że prawda jest całkiem inna. Mąż nie powinien być ze mną bardziej szczery &#8211; nie powinien, ponieważ nie był. Dzieci nie powinny były darzyć mnie większym szacunkiem, ponieważ tego nie czyniły. W jednej chwili stałam się miłośniczką rzeczywistości. Odkryłam, że taka postawa jest bardziej naturalna, daje więcej spokoju.</em></span></p>
<p><em><br class="spacer_" /></em></p>
<p><em>[&#8230;]</em></p>
<p><span style="color: #888888;"><em><br class="spacer_" /></em></span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Moje życie przypomina bajkę. Pewnego cudownego dnia, zajęta własnymi sprawami, udałam się na pustynię Mojave. Nagle ujrzałam przed sobą ogromnego grzechotnika. Omal na niego nie nastąpiłam! W promieniu wielu kilometrów nie było żywej duszy &#8211; mogłam zginąć powolną, bolesną śmiercią. Serce waliło mi jak oszalałe, czoło zalało się potem. Byłam sparaliżowana przez lęk.</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em><br />
 </em></span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Później, sama nie wiem jak, mój wzrok się wyostrzył. Spojrzałam na węża jeszcze raz i stał się cud. Grzechotnik okazał się kawałkiem grubej liny. To lina! Wąż jest liną! Padłam na ziemię, zaczęłam śmiać się i płakać. Nawet ją kopnęłam.</em></span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em><br />
 </em></span></p>
<p><span style="color: #008080;"><em>Co się stało? Wiedziałam, że jestem bezpieczna. Wiedziałam, że choćbym stała na tej linie tysiąc lat, nigdy więcej nie doświadczę przerażenia. Poczułam ogromną wdzięczność i spokój. Nawet gdyby cały świat ujrzał &#8222;węża&#8221;, krzyczał ze strachu, uciekał, miał atak serca i zląkł się na śmierć &#8211; ja nie doświadczyłabym żadnego lęku i przekazywałabym im dobrą wiadomość. Rozumiałabym ludzkie obawy, dostrzegała cierpienie, słuchała opowieści o tym, dlaczego uważają ten przedmiot za węża, jednak w żaden sposób nie mogłabym im uwierzyć ani zacząć się bać kawałka liny. Odkryłam prostą prawdę &#8211; ten wąż jest kawałkiem liny.</em></span></p>
<p><em><br class="spacer_" /></em></p>
<p><em>Zdaniem Katie nie jest ważne to, jak bardzo czujesz się nieszczęśliwy &#8211; trzeba jedynie zakwestionować własne myśli leżące u podstaw cierpienia. Coś, co bierzesz za grzechotnika, w rzeczywistości jest kawałkiem liny. Wszystkie formy zagubienia w relacjach międzyludzkich mają u swego podłoża ten sam lęk &#8211; że nie zdołasz przeżyć i być szczęśliwym bez czyjejś aprobaty lub miłości, że jeżeli nie będziesz pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby zadowolić szefa, współmałżonkę czy kolegę, zawali się cały twój świat.</em></p>
<p><em><br class="spacer_" /></em></p>
<p><em>[&#8230;] W odkryciu Katie najlepsze jest to, że gdy zakwestionujesz własne myśli, odkryjesz, iż świat jest znacznie bardziej życzliwym miejscem, niż sądziłeś, że nie ma potrzeby kłaść się spać z niepokojem i budzić z lękiem. Kiedy nauczysz się patrzyć, odsłoni się przed tobą świat pełen miłości i niezwykłych możliwości.&#8221;</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Mi &#8222;The Work&#8221; pomógł trwale uporządkować negatywne myśli, które odbierały spokój już od wielu lat. Nie jest to oczywiście proces zakończony. Od czasu do czasu, każdy z nas daje wiarę niewłaściwym przekonaniom. Dlatego ważne jest, aby znać sposób jak sobie z nimi radzić. W części 2 tego wpisu usiądziemy na kanapie z Byron Katie i spojrzymy na własną rzeczywistość z perspektywy 4 pytań. Cheers :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/the-work-byron-katie-cz-1-czyli-mysli-ktore-stracily-nas-z-nieba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pięć najważniejszych rzeczy, z których nie zdajemy sobie sprawy na co dzień.</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/piec-najwazniejszych-rzeczy-z-ktorych-nie-zdajemy-sobie-sprawy-na-co-dzien/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/piec-najwazniejszych-rzeczy-z-ktorych-nie-zdajemy-sobie-sprawy-na-co-dzien/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Jan 2012 22:30:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=3959</guid>
		<description><![CDATA[Zawsze kiedy słucham &#8222;What a wonderful world&#8221; w wykonaniu Louis&#8217;a Armstrong&#8217;a myślę, że to piękne, zdystansowane, pełne humoru i ciepła spojrzenie na życie jakie przypisujemy niektórym starszym osobom jest tak naprawdę w każdym z nas. Od urodzenia. Rodzimy się z ciekawością świata, zachwytem nad drobnymi cudami jakie nas otaczają, radością ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Zawsze kiedy słucham &#8222;What a wonderful world&#8221; w wykonaniu Louis&#8217;a Armstrong&#8217;a myślę, że to piękne, zdystansowane, pełne humoru i ciepła spojrzenie na życie jakie przypisujemy niektórym starszym osobom jest tak naprawdę w każdym z nas. Od urodzenia. Rodzimy się z ciekawością świata, zachwytem nad drobnymi cudami jakie nas otaczają, radością z prostych rzeczy. Jednak z czasem to gubimy, by ponownie odnaleźć u schyłku życia. Dlaczego tak się dzieje? Cóż, dopada nas nieustanne odkładanie życia na później. W codziennym zabieganiu rzadko zastanawiamy się nad upływającym  czasem. Ciągle planujemy „rozpoczęcie życia” kiedy: określona suma  znajdzie się  na naszym koncie, awansujemy, kupimy sobie nowy  samochód/mieszkanie,  znajdziemy partnera/kę, schudniemy itd. Tak Wayne W. Dyer, autor &#8222;Pokochaj siebie&#8221; pisze o pogoni za przyszłością:</p>
<p><em>&#8222;Unikanie chwil bieżących jest prawie chorobą naszej cywilizacji. Nieustannie przypomina się nam o poświęcaniu teraźniejszości dla przyszłości. Logiczną konsekwencją takiego podejścia byłoby nie tylko unikanie radości w chwili bieżącej, lecz unikanie jej zawsze. Gdy nadchodzi przyszłość, to zmienia się ona w teraźniejszość i musimy jej użyć, aby zaplanować rzeczy w przyszłości. Szczęście jest czymś, co nadejdzie jutro, i dlatego nigdy nie jest osiągalne&#8221;.</em></p>
<p>W zgiełku codzienności, wymyślania kolejnych, wielkich celów, sztucznie generowanych potrzeb łatwo zgubić to, co najważniejsze. Niedawno  trafiłam na niesamowicie inspirujący artykuł, jaki Bronnie Ware umieściła  na swoim blogu,  a którego rozszerzona wersja została wydana w formie książki &#8222;5  najważniejszych rzeczy, których ludzie żałują przed śmiercią&#8221;. Bronnie,  przez kilka lat pracowała w hospicjum i zbierała historie ludzi u  schyłku życia. Poniżej fragment wspomnianego artykułu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Kiedy pytałam (podopiecznych) czy czegoś żałują lub zrobiliby  inaczej, często mówili o podobnych sprawach. Oto lista najczęściej powtarzanych:</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em><br />
 </em></p>
<p><strong>1. Żałuję, że nie miałem odwagi żyć po swojemu. Żyłem tak, jak oczekiwali ode mnie inni.</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Tego moi rozmówcy żałowali najczęściej. Kiedy zdali sobie sprawę,  że ich życie dobiega końca i patrzyli wstecz, wyraźnie dostrzegali jak  wielu marzeń nie zrealizowali. Większość z nich nie spełniła nawet  połowy swych pragnień i umarli wiedząc, że to przez wybory jakich  dokonali lub jakich zaniechali.</em></p>
<p><em><br />
 </em></p>
<p><em>To bardzo ważne, by spróbować spełnić chociaż niektóre marzenia. Z  chwilą utraty zdrowia, jest już zbyt późno. Zdrowie przynosi wolność z  której niewielu zdaje sobie sprawę, dopóki jej nie straci.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>2. Żałuję, że tak dużo pracowałem.</strong></p>
<p><strong><br />
 </strong></p>
<p><em>Mówili o tym wszyscy mężczyźni, którymi się opiekowałam.  Przegapili dorastanie dzieci i wspólne spędzanie czasu z  partnerką. Kobiety również wyrażały tego rodzaju żal. Jednak z racji faktu, iż większość z nich pochodziła ze starszego pokolenia, rzadko pracowały zawodowo by utrzymać rodzinę. Mężczyźni głęboko ubolewali, że tak  wiele czasu spędzili w kieracie zarabiania na życie.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Dzięki uproszczeniu stylu życia i podejmowaniu świadomych wyborów,  być może nie potrzebujesz osiągać tak wysokich dochodów, jak ci się wydaje. A  tworząc więcej przestrzeni w swoim życiu, stajesz się szczęśliwszy i  bardziej otwarty na nowe możliwości, pasujące do nowego stylu życia.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>3. Żałuję, że nie miałem odwagi wyrażać uczuć.</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Wiele osób tłumiło swoje uczucia, aby utrzymać dobre relacje z  innymi. W rezultacie, zatrzymali się na przeciętnej egzystencji i nigdy  nie stali się tym, kim naprawdę mogli. Natomiast niewyrażone uczucia żalu i złości stanowią podłoże wielu chorób.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Nie możemy kontrolować reakcji innych ludzi. Jednak jakkolwiek nie  zareagowaliby na początku na twoją szczerość, ostatecznie podnosi ona  relacje na całkiem nowy, zdrowszy poziom. Albo usuwa toksyczne związki z  twojego życia. Tak czy inaczej, wygrywasz.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>4. Żałuję, że nie utrzymywałem kontaktu z przyjaciółmi.</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Często moi podopieczni nie zdawali sobie sprawy z korzyści  płynących z kontaktu ze starymi przyjaciółmi dopóki nie zrozumieli jak niewiele czasu im pozostało. Wielu było tak zajętych  własnym życiem, że doprowadziło to na przestrzeni lat do rozluźnienia więzów przyjaźni i ich utraty. U schyłku życia głęboko żałowali braku czasu i troski o relacje z bliskimi. Każdy tęsknił za swoimi  przyjaciółmi, kiedy umierał.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Słabe więzi z innymi ludźmi są cechą wspólną osób, które dużo pracują.  Jednak kiedy stajesz twarzą w twarz z nadchodzącą śmiercią, materialne  szczegóły życia przestają mieć znaczenie. Ludzie chcą mieć uporządkowane  sprawy finansowe. Ale to nie pieniądze czy status, są dla nich  najważniejsze. Zdobywają dobra materialne bardziej dla  tych, których kochają. Wszystko sprowadza się do miłości i związków. To  wszystko co zostaje w ostatnich tygodniach życia &#8211; miłość i związki.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwy.</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Jest to wyznanie, które powtarzało się zaskakująco często. Wielu moich podopiecznych uświadomiło sobie dopiero pod koniec życia, że szczęście to kwestia wyboru. Przez większość życia tkwili w starych wzorcach i przyzwyczajeniach. Tak zwany &#8222;komfort&#8221; związków zawładną ich emocjami i fizycznością. Strach przed zmianami powodował, że udawali przed innymi, i samymi sobą, że są zadowoleni z życia. Jednak w głębi duszy tęsknili do szczerego śmiechu i odrobiny wariactwa w swoim życiu.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Kiedy znajdziesz się na łożu śmierci, nawet do głowy nie przyjdzie ci zastanawiać się co myślą o tobie inni. Jak wspaniale jest przestać się tym przejmować i śmiać do utraty tchu na długo przed tym, aż będzie za późno.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em>Życie to wybór. To TWOJE życie. Wybierz świadomie, mądrze, w zgodzie ze sobą. Wybierz bycie szczęśliwym.</em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>A ja tylko dodam, że na Życie, spełnianie marzeń, poznawanie świata, przyjaźń, śmiech aż do łez, powiedzenie &#8222;Kocham&#8221;, podanie ręki na zgodę, przytulenie, szalony taniec, wybranie własnej drogi, zachwyt nad swoim ciałem, jest czas <strong>TERAZ</strong>. W tej chwili.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Podsumowując mijający rok warto zadać sobie pytanie ile z tych 365 dni naprawdę zapamiętamy. Czy przybliżyliśmy się do tego pięknego, zdystansowanego, pełnego humoru i ciepła rozumienia życia, czy raczej nadal odkładamy szczęście na &#8222;kiedyś&#8221;.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em></p>
<p>
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="350" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/E2VCwBzGdPM" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="350" src="http://www.youtube.com/v/E2VCwBzGdPM"></embed></object>
</p>
<p></em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em> </em></p>
<p><em> </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/piec-najwazniejszych-rzeczy-z-ktorych-nie-zdajemy-sobie-sprawy-na-co-dzien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego spełnianie dziecięcych marzeń nie jest dziecinne.</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/podsumowanie-roku-czesc-1-dzieciece-marzenia/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/podsumowanie-roku-czesc-1-dzieciece-marzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jan 2012 19:13:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[dziecięce marzenia]]></category>
		<category><![CDATA[jak być szczęśliwszym]]></category>
		<category><![CDATA[jak być szczęśliwym]]></category>
		<category><![CDATA[rola dziecięcych marzeń]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=3874</guid>
		<description><![CDATA[Koniec roku jest często okazją do wszelkich podsumowań, głównie służących rozrywce: najlepiej ubrana celebrytka, najpopularniejszy aktor, największy obciach. Oczywiście Sylwester to dobra okazja do wygłupów i zabawy, warto szukać takich pretekstów w codzienności. Jednak kiedy cekinowa kreacja ląduje w szafie, okres ten nieodmiennie staje się dla mnie bardzo refleksyjny. Zachęcam ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Koniec roku jest często okazją do wszelkich podsumowań, głównie służących rozrywce: najlepiej ubrana celebrytka, najpopularniejszy aktor, największy obciach. Oczywiście Sylwester to dobra okazja do wygłupów i zabawy, warto szukać takich pretekstów w codzienności. Jednak kiedy cekinowa kreacja ląduje w szafie, okres ten nieodmiennie staje się dla mnie bardzo refleksyjny. Zachęcam Was także do tego, by zamiast formułować postanowienia noworoczne (o których nie będziecie pamiętać za dwa tygodnie) zatrzymać się na moment i podsumować upływający czas. Ile poświęcamy go na pracę, zakupy, siedzenie przed telewizorem lub komputerem, a ile na wszystko to, co jest dla nas najważniejsze. Co powoduje, że życie staje się magiczną przygodą, pełną pasji, ciekawości i śmiechu aż brzuch boli. Często powtarzamy, że brakuje nam czasu. Gdybyśmy tylko mieli go więcej odżywialibyśmy się lepiej, ćwiczyli więcej (lub zaczęli), chodzili na spacery, porozmawiali przez chwilę z sąsiadem. Planujemy to na &#8222;kiedyś&#8221;. Ale ono ciągle nie nadchodzi. Prosta prawda którą większość z nas podświadomie przeczuwa brzmi: nigdy nie będziemy mieli więcej czasu. Upychamy więc dość chaotycznie sprawy, które uznajemy za priorytetowe, a kiedy przychodzi czas podsumowania okazuje się, że i tak nie udało nam się nawet w części zrealizować śmiałych planów. Cóż, dużo jest porad jak wyznaczać sobie cele. Można kupić wiele podręczników, pójść na różnorodne szkolenia. Są osoby którym to pomaga. Jednak czasem można odnieść wrażenie, że ciągła pogoń za kolejnymi celami jest sensem życia. A przecież to życie &#8211; samo w sobie, jest naszym najważniejszym zadaniem. Wyczynowe wymyślanie celów, połączone ze społeczną presją by były one wielkie (bo to świadczy o naszej wyjątkowości), niesie jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Zamiast poznawać siebie oraz własne pragnienia zaczynamy sztucznie generować zadania, których wykonanie ma przynieść nam szczęście i spełnienie. Lista potrafi być bardzo długa. Jednak jak bardzo byśmy się nie starali, dwoili i troili, dopada nas pustka. Dlaczego? Bo coraz głębiej zakopujemy nasze prawdziwe marzenia. Te, które przyprawiały o dreszcz emocji w dzieciństwie, przez które nie przespaliśmy wielu nocy wyobrażając sobie ich spełnienie. Wszyscy je pamiętamy, ale jako dorośli często cenzurujemy jako głupie, absurdalne lub infantylne.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Tak Randy Pausch, autor książki &#8222;Ostatni wykład&#8221; opisuje spełnianie swoich dziecięcych marzeń:</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong><span style="color: #008080;"><span style="font-size: large;">&#8222;Najszczęśliwsze miejsce na Ziemi&#8221;</span></span></strong></p>
<p><strong><br />
 </strong></p>
<p><em><span style="color: #008080;">W roku 1969, kiedy miałem osiem lat, moja rodzina wyruszyła w  podróż przez cały kraj, żeby zobaczyć Disneyland. Była to istna wyprawa.  I gdy już tam dotarliśmy ogarnął mnie niekłamany zachwyt. Znalazłem się  w najwspanialszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałem.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Stojąc w kolejce z innymi dzieciakami, byłem w stanie myśleć tylko  o jednym: &#8222;Nie mogę się doczekać, kiedy sam będę tworzył coś takiego&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Dwadzieścia lat później, kiedy zrobiłem doktorat na wydziale  informatyki Carnegie Mellon, uznałem, że dzięki temu mam wszelkie  kwalifikacje, by robić cokolwiek, więc sporządziłem czym prędzej podanie  o pracę w Walt Disney Imagineering. Dostałem od nich najmilszy list  odmowny, jaki zdarzyło mi się kiedykolwiek otrzymać. Napisali, że  rozpatrzyli moje podanie i że nie dysponują &#8222;żadnym stanowiskiem, które  odpowiadałoby pańskim kwalifikacjom&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Żadnym? Ta firma słynie z tego, że zatrudnia armię ludzi do zamiatania ulic! Disney nic dla mnie nie znalazł? Nawet miotły?</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br />
 </span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">A więc niepowodzenie. Powtarzałem jednak w myślach swoją mantrę:  mury wznosi się nie bez powodu. Wyrastają nie po to, by nas powstrzymać.  Wyrastają po to, by pokazać nam, jak bardzo czegoś pragniemy.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">A teraz przejdźmy szybko do roku 1995. Zostałem profesorem na  Uniwersytecie Stanowym Wirginii, gdzie pomogłem stworzyć system o nazwie  &#8222;Rzeczywistość wirtualna za pięć dolarów dziennie&#8221;. Działo się to w  czasach, gdy eksperci od rzeczywistości wirtualnej twierdzili z uporem,  że potrzebują pół miliona dolarów, by cokolwiek zrobić. Razem z kolegami  z uczelni udało mi się stworzyć niskobudżetowy system rzeczywistości  wirtualnej. Ludzie ze świata informatyki uznali, że jest całkiem niezły.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Niedługo potem dowiedziałem się, że Disney Imagineering pracuje  nad projektem rzeczywistości wirtualnej. Było to otoczone ścisłą  tajemnicą, w każdym razie chodziło o atrakcję w stylu Aladyna, która  pozwalałaby ludziom latać na magicznym dywanie. Zadzwoniłem do Disneya i  wyjaśniłem, że zajmuję się zawodowo rzeczywistością wirtualną i że  potrzebuję informacji na ten temat. Byłem śmiesznie uparty; łączyli mnie  bez końca z różnymi osobami, aż w końcu słuchawkę podniósł jakiś facet  nazwiskiem Jon Snoddy. Tak się złożyło, że był to sam genialny szef  zespołu disnejowskich inżynierów. Czułem się tak, jakbym zadzwonił do  Białego Domu i uzyskał połączenie z prezydentem.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Pogadaliśmy chwilę, a potem oznajmiłem Jonowi, że wybieram się do  Kalifornii. Może byśmy się spotkali? (Prawda wyglądała tak, że gdyby  odpowiedział twierdząco, to jedynym powodem mojego przyjazdu byłaby chęć  zobaczenia go na własne oczy. Poleciałbym na Neptuna, żeby na niego  spojrzeć!). Odparł, że okej. Skoro przyjeżdżam to możemy spotkać się na  lunchu.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Wcześniej odwaliłem osiemdziesiąt godzin pracy domowej. Poprosiłem  wszystkich ważniaków od rzeczywistości wirtualnej, jakich tylko znałem,  żeby podzielili się ze mną swoją wiedzą na temat projektu Disneya. W  rezultacie, kiedy w końcu spotkałem się z Jonem, był pod wrażeniem  mojego przygotowania (łatwo udawać mądrego, kiedy papuguje się mądrych  ludzi). Pod koniec lunchu wyskoczyłem z &#8222;prośbą&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">&#8222;Mam urlop naukowy&#8221; &#8211; oświadczyłem.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">&#8222;A co to takiego?&#8221; &#8211; spytał, ja zaś poczułem przedsmak rozdźwięku kulturowego między nauką a rozrywką.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Kiedy wyjaśniłem mu, na czym polega urlop naukowy, uznał, że  byłoby nieźle, gdybym spędził ten czas w jego zespole. Zawarliśmy układ:  przyjadę na sześć miesięcy, popracuję nad projektem i opublikuję  materiał na ten temat. Byłem zachwycony. Nie zdarzało się, by  Imagineering zapraszało takiego pracownika akademickiego jak ja do  udziału w otoczonej tajemnicą operacji.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Jedyny problem: na tak ekscentryczny urlop naukowy potrzebowałem zgody moich szefów.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">No cóż, każda historia Disneya wymaga obecności jakiegoś złego  charakteru i w moim przypadku był to pewien dziekan z Uniwersytetu  Wirginii. &#8222;Dziekan Wormer&#8221; (jak ochrzciła go moja żona Jai, zapożyczając  to miano z filmu &#8222;Menażeria&#8221;) obawiał się, że Disney wyssie z mojej  głowy całą tę &#8222;własność intelektualną&#8221;, która w gruncie rzeczy należała  do uniwersytetu. Oponował przeciwko temu, co zamierzałem zrobić.  Spytałem go: &#8222;Czy w ogóle sądzi pan, że to dobry pomysł?&#8221;. A on na to:  &#8222;Nic nie sądzę&#8221;. Ów dziekan stanowił dowód, że najbardziej  nieprzeniknione mury mają postać człowieka.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Ponieważ nic nie mogłem z nim wskórać, poszedłem do dziekana, w  którego gestii leżały badania sponsorowane. Spytałem go: &#8222;Myśli pan, że  to dobry pomysł?&#8221;. I on odpowiedział: &#8222;Mam za mało informacji, by się  wypowiadać. Wiem jednak, że jeden z moich najlepszych pracowników siedzi  teraz w moim gabinecie i jest naprawdę podekscytowany. Zatem pan niech  mi powie więcej o tej sprawie&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Oto lekcja dla menadżerów i ludzi z administracji. Obaj dziekani  powiedzieli to samo: że nie mają pojęcia, czy mój urlop naukowy to dobry  pomysł. Ale zauważcie, jak odmiennie to zrobili!</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br />
 </span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Skończyło się na tym, że pozwolono mi wziąć urlop naukowy; jednym  słowem spełniło się moje marzenie. Przyznam się wam do czegoś, co  dowodzi, jak jestem postrzelony. Wkrótce po przyjeździe do Kalifornii  wskoczyłem w swój kabriolet i popędziłem do siedziby Disney  Imagineering. Był gorący letni wieczór, w głośnikach dudniła muzyka z  &#8222;Króla lwa&#8221;. Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy, kiedy podjechałem pod  budynek firmy. Oto byłem tu, dorosła wersja tamtego ośmiolatka, który  patrzył na Disneyland z zachwytem. W końcu znalazłem się tam, gdzie  pragnąłem.</span></em></p>
<p><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></p>
<p><em><br />
 </em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong><span style="color: #1e4b78;"><span style="font-size: large;">&#8222;Nigdy nie dostałem się do NFL&#8221;</span></span></strong></p>
<p><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Kocham football. Nie tylko jako kibic. Zacząłem grać w wieku lat dziewięciu i football pomógł mi stać się tym, kim jestem dzisiaj. I choć nie dotarłem do NFL, myślę czasem, że w tym wypadku osiągnąłem więcej, podążając za tym marzeniem i nigdy go nie spełniając, niż dzięki innym marzeniom, które udało mi się zrealizować.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Mój romans z footballem zaczął się w chwili, gdy ojciec, wbrew mojej woli, zmusił mnie do grania w lidze młodzieżowej. Nie chciałem tego. Byłem od urodzenia mięczakowaty i wśród dzieciaków odznaczałem się najniższym wzrostem. Mój strach przerodził się w niekłamane przerażenie, kiedy zobaczyłem swojego trenera, Jima Grahama, faceta potężnego jak ściana, mierzącego sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Był zawodnikiem drugiej linii w drużynie Pensylwanii i naprawdę pochodził ze starej sportowej szkoły.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Podczas pierwszego treningu wszyscy byliśmy śmiertelnie przerażeni. Co więcej, trener nie przyniósł żadnych piłek. W końcu jeden chłopak postanowił przemówić w naszym imieniu.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Przepraszam, trenerze, ale tu nie ma w ogóle piłek&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Trener Graham odparł:</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Nie potrzebujemy żadnych piłek&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Zapadło milczenie, podczas gdy my zastanawialiśmy się nad jego słowami&#8230;</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Ilu mężczyzn znajduje się jednocześnie na boisku?&#8221; &#8211; spytał nas.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Jedenastu w każdej drużynie. Razem dwudziestu dwóch.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;A ilu dotyka piłki w jakimkolwiek momencie?&#8221;</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Jeden.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Zgada się!&#8221; &#8211; oświadczył. &#8211; &#8222;Będziemy więc pracować nad tym, co robi pozostałych dwudziestu jeden&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Podstawy. Na tym polegał dar, który otrzymaliśmy od trenera Grahama. Podstawy, podstawy, podstawy. Jako wykładowca wyższej uczelni widziałem, jak wielu młodych ludzi ignoruje tę lekcję, zawsze ze szkodą dla siebie: musisz opanować podstawy, bo w przeciwnym razie nie uda ci się nigdy to, co uważasz za bardziej skomplikowane.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">***</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Trener Graham dawał mi nieźle w kość. Zapamiętałem w szczególności jeden trening.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Robisz to nie tak jak trzeba Pausch. Wracaj! Zacznij jeszcze raz!&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Próbowałem zrobić to, czego żądał. Nie wystarczyło mu.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Nie wykręcisz się tak łatwo, Pausch! Po treningu będziesz robił pompki!&#8221;</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Kiedy w końcu dał mi spokój, podszedł do mnie jeden z asystentów.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Trener Graham dał ci wycisk, co?&#8221; &#8211; spytał.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Z trudem wymamrotałem: &#8222;Tak&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;To dobrze&#8221; &#8211; zapewnił mnie. &#8211; &#8222;Kiedy chrzanisz wszystko i nikt ci już nic nie mówi, to znaczy to, że dali sobie z tobą spokój&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Zapamiętałem tę lekcję do końca życia. Kiedy się przekonujesz, że coś ci nie wychodzi i że nikt już nie zawraca sobie głowy, by ci o tym powiedzieć, to jest naprawdę kiepsko. Być może nie chcesz tego słyszeć, ale twoi krytycy to często ci, którzy mówią, że cię wciąż kochają i że zależy im na tobie, i że pragną, by poszło ci lepiej.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Dużo się ostatnio mówi o dawaniu dzieciom poczucia własnej wartości. Nie jest to coś, co można komukolwiek dać; to coś, co dzieci muszą same w sobie rozwinąć. Trener Graham nie przytulał do piersi. Poczucie własnej wartości? Wiedział, że jest tylko jeden sposób, w jaki można rozbudzić je w dzieciakach: kazać im zrobić coś, czego zrobić nie są w stanie; harują ciężko, aż przekonują się, że mogą to zrobić; i tak w kółko.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"> </span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Kiedy trener Graham zaczął się mną zajmować, byłem mięczakowatym dzieciakiem bez jakichkolwiek umiejętności, bez siły fizycznej i kondycji. Ale dzięki niemu uświadomiłem sobie, że jeżeli będę pracował dostatecznie ciężko, to zrobię w przyszłości pewne rzeczy, których nie mogę zrobić dzisiaj. Nawet teraz, kiedy skończyłem czterdzieści siedem lat, potrafię rzucać piłką tak, że nie powstydziłby się tego żaden zawodnik NFL.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br />
 </span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Zdaję sobie sprawę, że w obecnych czasach facet taki jak trener Graham mógłby wylecieć z ligi młodzieżowej. Byłby zbyt twardy. Rodzice by się na niego skarżyli.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Pamiętam jeden mecz, kiedy graliśmy okropnie. W przerwie, śmiertelnie spragnieni, omal nie wywróciliśmy kubła z wodą. Trener Graham nie owijał w bawełnę: &#8222;Jezu! Po raz pierwszy od początku gry widzę, jak naprawdę się ruszacie, chłopaki!&#8221;. Mieliśmy tylko po dziesięć lat i staliśmy w bezruchu, przerażeni, że będzie chwytał nas po kolei i miażdżył gołymi rękami.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Woda?&#8221; &#8211; warknął. &#8211; &#8222;Chcecie wody, chłopaki?&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Podniósł wiadro i wylał całą jego zawartość na ziemię. Patrzyliśmy, jak odchodzi. Po drodze mruknął do asystenta:</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">&#8222;Możesz dać wodę obronie z pierwszego składu. Tamci grali w porządku&#8221;.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Żeby nie było wątpliwości: trener Graham nigdy nie naraziłby na niebezpieczeństwo żadnego dzieciaka. Jedynym powodem, dla którego tak ciężko pracował nad naszą wytrzymałością i kondycją, była świadomość, że dzięki temu zmniejsza się ryzyko kontuzji. Dzień był zimny, wszyscy mogliśmy się napić w trakcie pierwszej połowy i nasz pęd do wiadra z wodą wynikał z faktu, że byliśmy bandą dzieciaków, a nie z prawdziwej potrzeby nawodnienia organizmu.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Mimo wszystko, gdyby zdarzyło się to dzisiaj, rodzice stojący za boczną linią boiska natychmiast wyciągnęliby telefony komórkowe, by zadzwonić do pełnomocnika ligi młodzieżowej albo nawet swoich adwokatów.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Napawa mnie smutkiem fakt, że dzieci w dzisiejszych czasach są takie rozpieszczone. Wracam myślą do tamtej chwili w przerwie meczu. Tak, chciało mi się pić. Ale ważniejsze było to, że czułem się poniżony. Wszyscy zawiedliśmy trenera Grahama, a on dał nam to do zrozumienia w sposób, którego nigdy nie zapomnieliśmy. Miał rację. Okazaliśmy więcej energii przy wiadrze z wodą niż podczas tego cholernego meczu. A to, że nas ochrzanił, coś dla nas znaczyło. Podczas drugiej połowy znów byliśmy na boisku i daliśmy z siebie wszystko.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;"><br />
 </span></em></p>
<p><em><span style="color: #1e4b78;">Nie widziałem trenera Grahama od chwili, kiedy skończyłem dziesięć lat, ale od czasu do czasu jego postać pojawia się w moich myślach, co zmusza mnie do większego wysiłku, ilekroć mam ochotę coś przerwać, i każe mi być lepszym. Dał mi siłę do życia.</span></em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Konwenanse, strach, lenistwo, lęk przed śmiesznością, powstrzymują nas przed spełnianiem tych zwariowanych marzeń, małych iskier, które potrafią rozświetlić całe życie. Często to nie są duże rzeczy, ale trzeba znaleźć czas i odwagę by po nie sięgnąć. Tak wspomniany już Randy Pausch opisuje rolę dziecięcych marzeń u schyłku swego życia:</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Co sprawia, że jestem wyjątkowy?</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">To było pytanie, które czułem się zobowiązany rozważyć. Może w tym wypadku odpowiedź pomogłaby mi ustalić, co mam powiedzieć. Siedziałem z Jai w poczekalni szpitala, oczekując na kolejne wyniki badań patologicznych, i dzieliłem się z nią myślami.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">&#8222;Rak nie czyni mnie wyjątkowym&#8221; &#8211; oznajmiłem. Co do tego nie było żadnych wątpliwości. Każdego roku u ponad 37 000 Amerykanów stwierdza się raka trzustki.</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Zastanawiałem się intensywnie, jak mam się określić: jako nauczyciel, informatyk, mąż, ojciec, syn, przyjaciel, brat, opiekun studentów? Wszystkie te role doceniałem. Ale czy którakolwiek z nich wyróżniała mnie z tłumu?</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">Choć zawsze odznaczałem się zdrowym poczuciem własnego ja, wiedziałem, że wykład wymaga czegoś więcej niż brawury. Zadałem sobie pytanie: co ja, osobiście, mam naprawdę do zaoferowania?</span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;"><br class="spacer_" /></span></em></p>
<p><em><span style="color: #008080;">I właśnie wtedy, w poczekalni, zrozumiałem nagle, co to takiego. Pojawiło się w przebłysku myśli, niczym objawienie: bez względu na wszelkie osiągnięcia, to co kochałem miało swoje korzenie w dziecięcych marzeniach i pragnieniach&#8230; i w pewnym sensie udało mi się zrealizować większość z nich. Moja wyjątkowość, jak sobie uświadomiłem, polega na realizacji owych marzeń &#8211; od niewiarygodnie konkretnych do zdecydowanie dziwacznych &#8211; które określiły na zawsze czterdzieści sześć lat mojego życia. I spełniłem swoje marzenia w znacznym stopniu dzięki temu, czego po drodze nauczyłem się od niezwykłych ludzi.</span></em></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Obserwując własne życie, ja także podpisuję się pod słowami Randy&#8217;ego. Jako dziecko uwielbiałam książki. Jedną z moich ukochanych był &#8222;Tajemniczy ogród&#8221;. Myślę, że właśnie dlatego, tak bardzo marzę o małym domu z ogromnym ogrodem :)</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>W dzieciństwie często miałam sen, że fruwam. Nie uciekałam przed niczym, zwyczajnie latałam dla przyjemności. Nad wielkimi miastami, kolorowymi dolinami. Kiedyś nawet usiadłam na chmurce i wznosiłam się wyżej i wyżej. Widziałam swoją ulicę, osiedle, miasto, kraj, kontynent, aż w końcu zobaczyłam całą Ziemię. Piękną, majestatyczną. (To było przed wynalezieniem Google Maps ;p). Dlatego zawsze kochałam pływanie. Jest bardzo podobne do fruwania :) A któregoś dnia, jestem pewna, polecę paralotnią.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Marzenie jakie próbowałam spełnić w mijającym roku być może nie jest z dzieciństwa, ale budzi we mnie takie same emocje. Od jakiegoś czasu marzę o tym, by połączyć dotychczasowe, 11 letnie doświadczenie zawodowe z Raw food, by promować zdrowe odżywianie, zadowolenie z życia, ekologiczne relacje z ludźmi, szacunek do Planety. Sięgnęłam po to, dałam z siebie wszystko, ale niestety skończyło się rozczarowaniem. TYM RAZEM. Bo nie zamierzam odpuścić.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Drugim marzeniem na nadchodzący rok jest&#8230; Cóż, może uznacie to za obrzydliwie mainstreamowe, ale uwielbiam Harrego Pottera! Tak, należę do osób które nadal czekają na list z Hogwartu&#8230; ;) W tym roku więc, z racji faktu, iż list nadal nie przychodzi, muszę się sama wybrać do <a href="http://www.universalorlando.com/harrypotter/" target="_blank">Hogwartu</a> lub chociaż do Londynu, odwiedzić kilka miejsc w których powstawał film. Kto wie, może uda mi się przecisnąć przez peron 9 i 3/4 i załapać na Hogwart Express? ;)</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Howgh!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/podsumowanie-roku-czesc-1-dzieciece-marzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak nie wpaść w żywieniowy fanatyzm &#8211; czyli Raw food i (trudna) codzienność</title>
		<link>http://rawolucja.pl/raw-food/jak-nie-wpasc-w-zywieniowy-fanatyzm-czyli-raw-food-i-trudna-codziennosc/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/raw-food/jak-nie-wpasc-w-zywieniowy-fanatyzm-czyli-raw-food-i-trudna-codziennosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Mar 2011 13:56:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Dieta przejściowa]]></category>
		<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[Raw Food]]></category>
		<category><![CDATA[fanatyzm w odzywianiu]]></category>
		<category><![CDATA[raw food]]></category>
		<category><![CDATA[raw food na co dzień]]></category>
		<category><![CDATA[raw food na codzien]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=2212</guid>
		<description><![CDATA[Steve Pavlina, autor m.in. świetnej koncepcji &#8222;30 dni do sukcesu&#8221; zmieniając swoje nawyki żywieniowe stosował próbę 30 dni (w sporych odstępach czasu, aby utrwalić już nabyte nawyki) do wprowadzenia najpierw wegetarianizmu, następnie weganizmu, aż po surową dietę. Tak opisuje swoje doświadczenia z Raw food: &#8222;Będąc weganinem już od wielu lat, ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Steve Pavlina, autor m.in. świetnej koncepcji &#8222;<a href="http://www.stevepavlina.com/blog/2005/04/30-days-to-success/" target="_blank">30 dni do sukcesu</a>&#8221; zmieniając swoje nawyki żywieniowe stosował próbę 30 dni (w sporych odstępach czasu, aby utrwalić już nabyte nawyki) do wprowadzenia najpierw wegetarianizmu, następnie weganizmu, aż po surową dietę. Tak opisuje swoje doświadczenia z Raw food:</p>
<p>&#8222;Będąc weganinem już od wielu lat, postanowiłem sprawdzić inne wariacje diety wegańskiej. Przez 30 dni próbowałem zarówno diety makrobiotycznej jak i surowej. To było ciekawe i dało nowe pole do przemyśleń, ale nie kontynuowałem żadnej z nich. Nie czułem się inaczej jedząc makrobiotycznie. A w przypadku diety surowej, zauważyłem znaczący wzrost energii, ale dieta ta była dla mnie zbyt ciężka w realizacji &#8211; spędzałem mnóstwo czasu robiąc zakupy i przygotowując posiłki. Pewnie, że można jeść tylko surowe owoce i warzywa, ale żeby robić interesujące, surowe posiłki potrzeba dużo pracy. Gdybym miał własnego kucharza, pewnie zostałbym przy diecie surowej, bo korzyści są tego warte. Zrobiłem drugą 45-dniową próbę, ale wnioski były takie same. Gdyby kiedykolwiek zdiagnozowano u mnie poważną chorobę, np raka, natychmiast przestawiłbym się na dietę surową, ponieważ myślę, że jest to absolutnie najzdrowszy sposób odżywiania. Nigdy nie czułem się bardziej naładowany energią, niż wtedy kiedy byłem na Raw food. Ale nigdy nie potrafiłem uczynić tej diety praktyczną.&#8221; (tłumaczenie Jarek Rzeszótko)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Raw food jest podstawą najskuteczniejszych diet antynowotworowych. Przykłady osób, które pokonały raka dzięki surowej diecie zagrzewają do walki o zdrowie tysiące ludzi na całym świecie, dając nadzieję, że mimo złych rokowań medycyny konwencjonalnej jest jeszcze ratunek. Czując zagrożenie życia potrafimy w jednej chwili odrzucić stare nawyki i poświęcić wszystko dla ratowania zdrowia. To ogromna, ale jednocześnie ekstremalna motywacja. Nie da się na dłuższą metę żyć na krawędzi. Natomiast wiele osób po wyzdrowieniu nadal pozostaje w tym stanie zagrożenia. A rzeczywistość rządzi się swoimi prawami, czasami zaśpimy i nie zdążymy zjeść śniadania, innym razem nie przygotujemy sobie jedzenia do pracy bo wieczorem potrzebujemy porozmawiać dłużej z bliską osobą lub zwyczajnie pobawić się z dziećmi, a może są dni kiedy w ferworze ważnych spraw wpadamy do domu popołudniu i nie mamy co jeść, nie starczyło czasu na zrobienie zakupów. Osoby które odżywiają się w popularny sposób, w takich sytuacjach idą do najbliższego sklepu i kupują coś do przygotowania na szybko lub jedzą po drodze. Jednak chcąc być wierny zasadom Raw food, po wejściu do supermarketu w zasadzie nie znajdziesz nic odpowiedniego &#8211; nawet warzywa i owoce odpadają bo nie są ekologiczne, a jeżeli akurat jest zima i chcesz się odżywiać produktami lokalnymi, to w zwykłym sklepie znajdziesz tylko marchewkę, pora i buraczki. Co więc zrobić w takiej sytuacji?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Głód to najgorsza krzywda jaką możemy wyrządzić swojemu organizmowi.</strong> Żadne śmieciowe jedzenie nie jest gorsze od braku pożywienia. Wyjątkiem jest cukier, który jest gorszy od głodu &#8211; organizm z najbardziej fast foodowego jedzenia wyciągnie jakieś wartości odżywcze, natomiast na strawienie cukru zostaną zużyte tylko wewnętrzne rezerwy. Jeżeli zdarzy Ci się sytuacja, że z jakiegoś powodu nie będziesz miał przygotowanego nic surowego, a z głodu za moment wbijesz zęby w stół &#8211; zjedz cokolwiek (oprócz cukru). To może być biała bułka, ryż z warzywami itd. Coś co masz pod ręką. Wszystko jest w najlepszym porządku. Kiedy na co dzień zdrowo się odżywiasz masz spore rezerwy enzymów, mikroelementów i witamin. Wrócisz spokojnie do domu, po drodze zrobisz zdrowe zakupy (głód jest najgorszym doradcą, robiąc zakupy &#8222;na głodzie&#8221; dokonujemy najgorszych wyborów żywieniowych), wypijesz zielony sok, dużo wody i przygotujesz surowe jedzenie na następny dzień. Może się też zdarzyć, że masz ochotę wyskoczyć w weekend z przyjaciółmi do włoskiej restauracji. Masz do tego prawo. Znowu &#8211; po powrocie do domu napijesz się zielonego soku i dużej ilości wody, zjesz dużą sałatkę. Twój organizm ma się świetnie, tym bardziej, że jesteś zadowolony. Nawet Kris Carr od czasu do czasu podjada wegański, pieczony sernik ;)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Wyrozumiałość</strong>. Wiele osób (w tym ja na początku) chce zmienić dotychczasowe nawyki żywieniowe w ciągu jednego dnia. Ale to się nie udaje&#8230; Kolejnego dnia też nie&#8230; I następnego&#8230; Mija tydzień i udało nam się zrezygnować z jednej rzeczy. Porażka na całej linii! Takie podejście do zmian gwarantuje tylko jedno &#8211; zrezygnujemy z diety po miesiącu z rozgoryczeniem wyrzucając sobie, że nie daliśmy rady. Na temat moich doświadczeń z okresu przejściowego szerzej pisałam w poście <a href="/raw-food/jak-przejsc-na-raw-food-surowa-diete-i-nie-zwariowac/" target="_blank">Jak przejść na Raw food i nie zwariować</a>, tutaj chciałabym bardzo wyraźnie pokreślić, że np. Robert O. Young, twórca koncepcji równowagi kwasowo-zasadowej organizmu przechodził na Raw food przez &#8230; 2 lata! Jest w tej chwili w 80% na surowym pokarmie (zasadowym) i w 20% na gotowanym (kwasowym). Jego 13-letnia córka nadal nie jest na surowej diecie. Jeżeli nie możesz z czegoś zrezygnować w tej chwili, to widocznie nie przyszedł na to jeszcze czas. Okaż sobie wyrozumiałość. Nie ma sensu robić niczego na siłę, ani się obwiniać. Dzisiaj się nie udało, trudno, jutro też jest dzień. To nie wyścig na (za)wysoko ustawione poprzeczki, kto szybciej przejdzie na Raw food. Pamiętaj, że robisz to dla zdrowia, ale też lepszego samopoczucia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Nastawienie ma (kluczowe) znaczenie</strong>.</p>
<p>Poprzez skupianie się na coraz większej ilości zakazów, a nie na uprzyjemnianiu sobie spożywania zdrowych produktów poprzez np. eksperymentowanie z przepisami, sprowadzamy naszą niesamowicie inspirującą chęć odzyskania/utrzymania zdrowia oraz szacunek do Planety i zwierząt, do koszmaru. Dieta nie może być smutna! Nastawienie do tego co spożywamy ma fundamentalne znaczenie. Zrozumiałam to po historii jaka przydarzyła mi się podczas mojego pierwszego, nieudanego przejścia na Raw food. Wybrałam się jak zwykle do warzywniaka, żeby kupić warzywa na zielony sok. Kiedy doszłam do skrzynki ze szpinakiem, zauważyłam że obok leżą bardzo podobne do szpinaku, małe listki. Ucieszyłam się, że to młody szpinak, wzięłam trochę (bo były dość drogie) i zadowolona wróciłam do domu. Po wyciśnięciu soku okazało się, że jest strasznie kwaśny, pierwszy raz taki wyszedł. W pierwszym momencie pomyślałam, że warzywa były nieświeże, potem przyszło mi do głowy, że to jakieś chemikalia, pestycydy i nie wiadomo co jeszcze (wtedy nie kupowałam jeszcze warzyw ekologicznych). Uznałam to jednak za mało prawdopodobne. Niemniej piłam sok z rosnącym niepokojem. Oczywiście rozchorowałam się (dodam tylko, że żaden zielony sok mi jeszcze nie zaszkodził). Następnego dnia poszłam do warzywniaka żeby podpytać o sprzedawane tam warzywa. Po wejściu zauważyłam karteczkę na skrzynce obok szpinaku, z której poprzedniego dnia wzięłam kilka liści. To był szczaw, a nie młody szpinak ;) Ponieważ nie sądziłam by szczaw i to w tak małej ilości mi zaszkodził, kupiłam w celach eksperymentalnych taki sam zestaw jak poprzedniego dnia. Wycisnęłam, wypiłam i&#8230; czułam się świetnie. Następnego dnia piłam ten sam zestaw, z jeszcze większą ilością szczawiu. Nadal wszystko było ok. Dało mi to do myślenia, zaczęłam szukać informacji na ten temat. I oto co odkryłam: nasze zmysły, szczególnie węch i smak, ostrzegają nas przed nieświeżym czy niejadalnym pokarmem. Bodźce z receptorów węchowych czy smakowych trafiają do mózgu, informując czy dane pożywienie jest jadalne czy trujące. Układ immunologiczny zostaje postawiony w stan gotowości. Jeżeli żywność jest odpowiednia znaczna część leukocytów odpływa, a gdy pożywienie jest toksyczne następuje ostra reakcja organizmu. Jeśli nasze myśli o spożywanym jedzeniu są negatywne, organizm traktuje taki pokarm jakby był toksyczny. Gdy dieta jest smutna, gdy czujemy, że odbieramy sobie coś ważnego, gdy w końcu nienawidzimy tego co jemy, bez względu na to jak niesamowicie wysokiej jakości nie byłby to pokarm, staje się on niezdrowy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Sporym problemem, choć rzadko poruszanym, jest trudność w przyznaniu się do nieskuteczności sposobu odżywiania, gdy jest on oparty w dużym stopniu na etyce. Przechodzenie na wegetarianizm i weganizm w sposób spontaniczny, nieprzemyślany, wynikający z poznania szokującej prawdy na temat zwierząt hodowlanych w przemyśle mięsnym i mleczarskim, bez ustalenia wcześniej zróżnicowanej diety, często kończy się źle. Jest to bardzo trudna mieszanka etyki i odżywiania, w ekstremalnych przypadkach traktowana niemal jak religia. Dopiero poważne niedobory czy nawet schorzenia są sygnałem do obiektywnego spojrzenia na faktyczny stan zdrowia i wprowadzenia koniecznych modyfikacji codziennego jadłospisu. Nie próbuję tu bynajmniej powiedzieć, że wegetarianizm czy weganizm jest zły. Niemniej podejmując decyzję o wyłączeniu mięsa i produktów odzwierzęcych z diety weźmy w głównym stopniu pod uwagę potrzeby naszego organizmu. Nie chodzi o to, aby przejść szybko, ale żeby przejść skutecznie. Przecież chcemy pokazać światu, że jesteśmy zdrowsi i wiedziemy satysfakcjonujące, pełne życie bez zabijania zwierząt. A nie, że po przejściu na weganizm męczymy się i mamy niedobory. Wiem, że początkowo jest to trudne, bo pod wpływem emocji chcielibyśmy uratować wszystkie zwierzęta na Ziemi. To piękne i z pewnością przyjdzie na to czas. Ale choć świat idei nadaje naszemu życiu sens, pamiętajmy, że dieta w pierwszej kolejności powinna być rozpatrywana w kategorii dostarczania naszemu organizmowi niezbędnych wartości odżywczych, a dopiero potem jako świadome (powolne) kształtowanie wyborów żywieniowych, aby jak najmniej szkodzić Planecie i nie przyczyniać się do cierpienia zwierząt.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>I w końcu najważniejsze&#8230; <strong>Dieta jest dla życia, a nie życie dla diety</strong>. Jeżeli chcemy wprowadzić Raw food za szybko, zastosować się od razu do wszystkich zakazów, cały rok być w 100% na surowo, bardzo szybko okazuje się, że w naszym życiu nie ma już miejsca na nic innego. To straszna perspektywa. Zmieniamy nawyki żywieniowe żeby prowadzić długie, zdrowe i satysfakcjonujące życie, ale przecież nie pomiędzy jednym a drugim brokułem, bo sami w końcu stajemy się warzywem. Raw food to afirmacja &#8211; życia, zdrowia, natury i radości. Nie zamieniajmy sobie tego w koszmar.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: x-small;">Foto by <a href="http://www.flickr.com/photos/vanessa_illustration/" target="_blank">Vanessa Van Meerhaeghe</a></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/raw-food/jak-nie-wpasc-w-zywieniowy-fanatyzm-czyli-raw-food-i-trudna-codziennosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chorzy z emocji</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/chorzy-z-emocji/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/chorzy-z-emocji/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Mar 2011 14:57:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Nadzieje onkologii]]></category>
		<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[Emocje a zdrowie]]></category>
		<category><![CDATA[nadzieje onkologii]]></category>
		<category><![CDATA[negatywne emocje a choroby]]></category>
		<category><![CDATA[psychika a leczenie raka]]></category>
		<category><![CDATA[psychoonkologia]]></category>
		<category><![CDATA[wpływ negatywnych emocji na organizm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=2149</guid>
		<description><![CDATA[Polecam rewelacyjny artykuł Moniki Maciejewskiej z miesięcznika Focus: &#8222;Zdrowe odżywianie, aktywny tryb życia i unikanie używek na nic się zdadzą, jeśli w kontaktach z ludźmi będziemy agresywni. Wrogość jest cechą najsilniej predysponującą do zapadania na choroby układu krążenia, ale także na łuszczycę czy wrzody &#8211; donoszą naukowcy zajmujący się psychoneuroimmunologią, ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Polecam rewelacyjny artykuł Moniki Maciejewskiej z miesięcznika Focus:</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>&#8222;Zdrowe odżywianie, aktywny tryb życia i unikanie używek na nic się zdadzą, jeśli w kontaktach z ludźmi będziemy agresywni. Wrogość jest cechą najsilniej predysponującą do zapadania na choroby układu krążenia, ale także na łuszczycę czy wrzody &#8211; donoszą naukowcy zajmujący się psychoneuroimmunologią, czyli nauką badającą powiązania między czynnikami psychologicznymi i społecznymi a działaniem układu odpornościowego i nerwowego.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Postęp medycyny spowodował, że dziś głównymi przyczynami zgonów nie są już choroby wywołane wirusami czy bakteriami, ale zawały, udary i nowotwory, czyli schorzenia, w których powstawaniu, przebiegu i leczeniu psychika odgrywa wyjątkowo dużą rolę. Powiązania między ciałem a psychiką badał już Hipokrates, który wyróżnił w organizmie cztery podstawowe soki (tzw. humory): krew, żółć, śluz i czarną żółć, a przyczyn choroby upatrywał w zaburzeniu równowagi między nimi. Temperament człowieka miał wynikać z przewagi jednego z elementów: sangwinicy mieli przewagę krwi, cholerycy &#8211; żółci, flegmatycy &#8211; śluzu, a melancholicy &#8211; czarnej żółci.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Bardziej współczesne badania nad związkami zachowania ze stanem zdrowia pozwoliły wyodrębnić osobowość typu A, charakteryzującą się skłonnością do współzawodnictwa, agresywnością i niecierpliwością. Udowodniono, że osobowość typu A jest jednym z ważnych czynników ryzyka wystąpienia chorób serca.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Kłótnia albo rak</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Bardziej szczegółowe badania pozwoliły ustalić, że kluczowy czynnik sprzyjający chorobom układu krążenia to wrogość (osobowość typu H, od angielskiego hostility) &#8211; cyniczny stosunek do ludzi i świata, wrogie relacje z innymi, negatywne przekonania o innych i oczekiwanie nieprzyjemnych wydarzeń. Osoby nastawione wrogo łatwo rozpoznać w codziennym życiu: to ci, którzy awanturują się w kolejkach i najeżdżają nam na zderzak, jeśli uznają, że zajechaliśmy im drogę. Takie zachowania mają znacznie poważniejsze konsekwencje niż napięcie emocjonalne czy nieprzyjemna atmosfera &#8211; zachowujące się tak osoby są obciążone o 50-75 proc. większym niż inni ryzykiem rozwoju choroby wieńcowej &#8211; wykazały badania Pauli Williams z Wydziału Psychologii University of Utah. Niestety druga skrajna postawa &#8211; ugodowość też nie jest sposobem na zdrowie. Nadmierna łagodność, wypieranie nieprzyjemnych emocji (aby nie sprawić innym przykrości) jest ważnym czynnikiem chorób nowotworowych &#8211; dowiodły tego m.in. badania przeprowadzone przez Lydię Temoshok z University of Maryland School of Medicine w Baltimore. Niektóre osoby tak bardzo boją się kłótni i problemów, że rozwijają tak zwaną osobowość represyjną (wypierającą). Unikają myśli i sytuacji, które mogą prowadzić do spięć i nieprzyjemnych doświadczeń. Nie powoduje to jednak, że emocje, które pojawiają się w codziennym życiu, magicznie wyparowują. U osób ze skłonnościami do represji obserwuje się znaczne wahania ciśnienia tętniczego krwi (zwłaszcza w stresie) &#8211; wykazali Daniel A. Weinberger i Martin N. Davidson w badaniach, których wyniki opublikowali na łamach &#8222;Journal of Abnormal Psychology&#8221;. Sandra M. Levy udowodniła z kolei, że u osób represyjnych zostaje zaburzone działanie głównej grupy komórek układu odpornościowego &#8211; natural killers.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Zdrowiu szkodzi też neurotyczność. Nie tylko przyczynia się do powstawania chorób, ale także wpływa na ich przebieg. Nawet HIV rozwija się znacznie szybciej u pacjentów intensywnie doświadczających wielu negatywnych emocji niż u tych mniej nerwowych &#8211; wykazały badania prof. Jeannette R. Ickovics z Yale University. Takiej samej zależności dowiedziono w przypadku chorób nerek.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Poważnym zagrożeniem dla zdrowia jest aleksytymia, czyli problemy z rozpoznawaniem uczuć, brak zdolności do marzeń, unikanie poszukiwania wsparcia. Niezdolność do rozpoznawania emocji uniemożliwia rozładowanie napięcia. W skrajnych przypadkach pobudzenie emocjonalne aleksytymicy rozpoznają jako napięcie fizjologiczne &#8211; przyspieszone bicie serca wywołane widokiem pięknej dziewczyny przypisują np. zmęczeniu. Aleksytymicy mają skłonność do zapadania na choroby układu oddechowego. Badania prof. Katarzyny Schier z Uniwersytetu Warszawskiego wykazały, że również astmatycy mają trudności w rozróżnianiu i nazywaniu emocji. Prof. Tomasz Maruszewski dowiódł z kolei, że osoby z chorobą niedokrwienną serca cechują się ubóstwem wyobrażeń, a pacjentom z chorobą wrzodową problemy sprawia rozpoznawanie własnych stanów emocjonalnych. Ponieważ aleksytymicy przypisują pobudzenie emocjonalne zmianom fizjologicznym, dodatkowo stresują się, szukając chorobowych przyczyn swych doświadczeń.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Temperament sprzyjający zdrowiu jest różny dla kobiet i mężczyzn. Reaktywność emocjonalna, czyli skłonność do intensywnego reagowania na bodźce emocjonalne, i aktywność, czyli tendencja do angażowania się w zachowania silnie stymulujące emocjonalnie, to cechy odróżniające mężczyzn z chorobą wieńcową od zdrowych &#8211; wykazały badania prowadzone pod kierunkiem prof. Jana Strelaua. Odwrotną zależność Strelau zdiagnozował u kobiet z nowotworem piersi &#8211; reaktywne i aktywne panie zapadały na raka piersi znacznie rzadziej niż te powściągliwe w wyrażaniu uczuć.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Przyjaciel na receptę</strong></p>
<p><strong><br />
 </strong></p>
<p>Wrogość, neurotyzm, unikanie kontaktów z ludźmi być może nie powodowałyby tak dramatycznych skutków, gdyby nie społeczne konsekwencje, które ze sobą pociągają. &#8222;Osoby które się wycofują, nie poproszą o wsparcie, a także osoby wrogie, które swą postawą zniechęcają innych do kontaktu, zmniejszają prawdopodobieństwo otrzymania wsparcia. A z badań wynika, że wsparcie społeczne jest jednym z najważniejszych elementów zdrowia&#8221; &#8211; mówi Joanna Bylinka z Uniwersytetu Warszawskiego, badająca aspekty chorób psychosomatycznych i somatopsychicznych. &#8222;Brak towarzystwa, nagła utrata miłości oraz chroniczna samotność w znacznym stopniu przyczyniają się do powstawania poważnych chorób (łącznie z chorobą wieńcową) i przedwczesnej śmierci&#8221; &#8211; pisze James J. Lynch w książce &#8222;The Broken Heart: The Medical Consequences of Loneliness&#8221;. O tym, jak ważne jest wsparcie społeczne, przekonują badania 1300 pacjentów z chorobą wieńcową, przeprowadzone pod kierunkiem Redforda Williamsa i opublikowane na łamach &#8222;Journal of the American Medical Association&#8221;. Okazało się, że ryzyko śmierci w ciągu pięciu lat od zawału u osób samotnych jest trzykrotnie większe niż u osób pozostających w stałych związkach. Związek nie powinien być &#8222;związkiem na odległość&#8221;, bo osoby mieszkające samotnie są o 50 proc. bardziej narażone na powtórne wystąpienie zawału nawet w ciągu pół roku od pierwszego incydentu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Większość chorób związanych z doświadczeniem przykrych emocji i negatywnymi postawami rozwija się latami. Psychika potrafi jednak zadziałać na organizm także gwałtownie. W czasie wojny zdarzało się, że ludzie ustawieni do rozstrzelania padali martwi, choć wypalono do nich ślepymi nabojami. Walter Radford Cannon, uznawany za ojca psychosomatyki, w 1942 r. opisał fenomen nazwany śmiercią voodoo, obserwowany u plemion, w których rola wiary była bardzo silna. Wykluczenie ze społeczności przez szamana i klątwa doprowadzają do śmierci odtrąconej osoby, choć nie występują u niej wyraźne zmiany chorobowe, które mogłyby wywołać zgon. Cannon twierdzi, że te nagłe reakcje są napędzane silnym lękiem odtrąconej osoby. Także psycholog Martin Seligman, badający poczucie bezradności wobec losu, odnalazł i opisał liczne przykłady osób (między innymi więźniów wojennych i sierot), u których śmierć następowała jedynie w wyniku głębokiej rozpaczy i braku nadziei na poprawę losu.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>To nie tak jak myślisz</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Na szczęście, równie szybko możemy pozytywnie wpłynąć umysłem na ciało. Gdy nocujemy sami w pustym domu na odludziu i nagle słyszymy, że ktoś wchodzi, poziom hormonów stresu może się gwałtownie podnieść. Żaden lek nie zmniejszy niebezpiecznego stężenia tych substancji tak szybko jak rozpoznanie, że nieoczekiwany gość to nasz najbliższy przyjaciel. Właśnie tę moc umysłu powinniśmy zaprząc do walki o zdrowie &#8211; codziennym wydarzeniom należy nadawać odpowiednie, pozytywne znaczenie: kolejka na poczcie to świetna okazja do zaplanowania, jak najprzyjemniej spędzić nadchodzący weekend, osoba zajeżdżająca nam drogę spieszy się z ważnego powodu, koleżanka spojrzała na nas krzywo, bo pewnie boli ją ząb. Takie interpretacje mogą być równie prawdziwe lub fałszywe jak negatywne wnioski o tych wydarzeniach. Jedyne, na co mamy wpływ, to wybór interpretacji. Ten wybór nie zmieni sytuacji, ale wpłynie na nasze zdrowie.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Nierzadko zdarza się, że siła przekonań obraca się przeciwko nam. &#8222;Wyjaśnił to na szkoleniu z zakresu terapii Simontona dr Mariusz Wilga, porównując świat ludzi ze światem zwierząt. Kiedy zwierzęciu jest zimno czy niewygodnie, przeniesie się w ciepłe, komfortowe miejsce. Człowiek w takiej sytuacji zaczyna myśleć: może to minie, może coś się zmieni. Takie przekonania zatrzymują nas w tym, co nam szkodzi. Dlatego warto przyglądać się swoim przekonaniom, by te, które nam nie służą, zastąpić takimi, które będą dla nas zdrowsze&#8221; &#8211; mówi Joanna Bylinka.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Taka zmiana przekonań jest jednym z celów terapii Simontona stosowanej u pacjentów onkologicznych i ich rodzin. Carl Simonton, onkolog &#8211; radioterapeuta i pionier psychoonkologii, w latach 60. uczestniczył w nowym programie radioterapeutycznym. Niestety, pacjenci nie wykazywali chęci współpracy. Simonton ustalił, że ta postawa wynikała z poczucia beznadziei chorych. Aby temu zaradzić, postanowił wykorzystać wyobraźnię do pobudzenia motywacji pacjentów. Rezultaty były oszałamiające &#8211; nowotwór złośliwy u chorego z zaawansowanym rakiem krtani szybko się cofnął, a w dodatku pacjent nie doświadczał żadnych skutków ubocznych naświetlań. Od tamtej pory terapia Simontona została znacznie rozwinięta &#8211; obejmuje pracę nad zmianą przekonań, relaksację, rozwijanie umiejętności sięgania po wsparcie bliskich, aktywność fizyczną. To pierwszy program psychoterapeutyczny, który w badaniach naukowych wykazał, że uzupełnienie konwencjonalnego leczenia psychoterapią przeciętnie dwukrotnie zwiększa długość przeżycia chorych i znacznie poprawia jego jakość.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong>Skąpcy i utracjusze</strong></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Salvatore R. Maddi, profesor psychologii na Harvard University, po kilkudziesięciu latach badań nad związkami osobowości ze zdrowiem stworzył koncepcję prozdrowotnej &#8222;twardości&#8221; (hardiness). Aby unikać chorób, warto się angażować w to, czego doświadczamy, organizować dzień tak, aby jak najwięcej czasu przeznaczyć na zajęcia sprawiające nam przyjemność i zadbać o równowagę między pracą a odpoczynkiem. &#8222;Ważnym elementem dbania o zdrowie jest wzbudzanie na co dzień pozytywnych emocji. Zajmujmy się tym co sprawia nam radość. Są osoby, które robią to tak rzadko, że nawet nie przychodzi im do głowy, co miłego mogłyby dla siebie zrobić&#8221; &#8211; mówi Bylinka. Zdrowiu sprzyja także poczucie wpływu na własne życie &#8211; choć nie kontrolujemy wszystkiego, co się dzieje, to możemy wpływać na to, jak wygląda nasz prywatny świat. Taka postawa nie tylko zwiększa poczucie bezpieczeństwa i spokoju, ale także motywuje do podejmowania sprzyjających zdrowiu wysiłków: regularnego uprawiania sportu, przestrzegania zdrowej diety czy systematycznego oglądania komedii. Śmiech wywołany dobrym żartem obniża ciśnienie krwi, poprawia pamięć i zwiększa aktywność układu immunologicznego. W przerwach między komediami warto zaplanować czas na medytację, w czasie której organizm zwiększa wydzielanie telomerazy, enzymu naprawiającego chromosomy, a więc odwracającego proces starzenia się i umierania komórek. Głęboki relaks osiągany w czasie medytacji to jeden z najlepszych sposobów na dostarczenie sobie naturalnego zastrzyku z koktajlu młodości &#8211; dowiedli naukowcy z University of California.</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p>Trzeba jednak pamiętać, by zmiany wprowadzać po kolei, bo każda z nich wywołuje&#8230; szkodliwy stres. Duża zmiana przyzwyczajeń związanych z jedzeniem to aż 35 punktów w polskiej wersji skali stresu Holmesa i Rahe, duża zmiana nawyków związanych z odpoczynkiem to 39 punktów, a zmiana stylu życia &#8211; 38 punktów (najwięcej, 97 punktów, powoduje śmierć dziecka). Chyba że jak Robert Louis Stevenson uważamy, że lepiej roztrwonić zdrowie jak utracjusz, niż przemarnować jak skąpiec.&#8221;</p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><strong><span style="color: #800080;">Osobowość nowotworowa</span></strong></p>
<p><span style="color: #800080;">Ukrywanie negatywnych emocji, pasywność, cierpliwość, ugodowość, konformizm to niektóre cechy osobowości typu C, zwanej osobowością nowotworową. Psycholog Hans Jurgen Eysenck twierdzi, że elementy osobowości typu C najsilniej predysponujące do raka to poczucie bezradności i skłonność do wypierania emocji. Hans Joachim Baltrusch, niemiecki lekarz, także twierdzi, że ważny element w rozwoju nowotworu to tłumienie emocji, zwłaszcza przykrych. &#8222;To z kolei prowadzi do załamania się potencjałów odpornościowych, braku wiary we własne możliwości, rozwoju poczucia bezradności, beznadziejności czy pesymizmu życiowego i utraty woli życia&#8221; &#8211; piszą Nina Ogińska-Bulik i Zygfryd Juczyński w książce &#8222;Osobowość &#8211; stres a zdrowie&#8221;. W badaniach na szczurach <em>(dlaczego nawet to muszą sprawdzać na zwierzętach)</em> wykazano, że wyuczona bezradność istotnie zwiększa liczbę komórek nowotworowych.</span></p>
<p><span style="color: #800080;">Podobne wyniki przyniosły badania rozpoczęte w Crvence w dawnej Jugosławii i kontynuowane w Heidelbergu w Niemczech. Cechy charakteru uczestników badania były wskazywane przez samego ochotnika, jedną z jego bliskich osób i naukowca prowadzącego badania. Po kilkunastu latach ustalono, że osoby najbardziej podatne na nowotwory mają poczucie, że doświadczyły straty, są zależne od innych, przejawiają bezradność lub depresję.</span></p>
<p><span style="color: #800080;">Choć w leczeniu nowotworów coraz częściej korzystamy z postępu genetyki, to badania pokazują, że za rozwój tej choroby odpowiadają w dużym stopniu czynniki psychospołeczne. Badania przeprowadzone wśród adoptowanych osób, których adopcyjni rodzice zachorowali na raka przed 50. rokiem życia, wykazały, że te dzieci były bardziej narażone na nowotwór niż inne. &#8222;Powodem zwiększonego ryzyka choroby nie były w tym wypadku geny, ale wychowanie: te dzieci przejęły styl życia zwiększający ryzyko nowotworu. Istnieniu obciążeń genetycznych nie można zaprzeczyć, ale decydujące często okazują się czynniki behawioralne,  np. dieta. To świetna informacja, bo o stylu życia decydujemy sami i w każdej chwili możemy go zmienić na zdrowszy&#8221; &#8211; tłumaczy Joanna Bylinka.</span></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p><br class="spacer_" /></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: x-small;">Foto by  <a href="http://www.flickr.com/photos/26777958@N05/" target="_blank">hagerstenguy</a></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/chorzy-z-emocji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zakochaj się w rzeczywistości &#8211; podsumowanie mojego miesiąca bez komputera</title>
		<link>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/zakochaj-sie-w-rzeczywistosci-podsumowanie-mojego-miesiaca-bez-komputera/</link>
		<comments>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/zakochaj-sie-w-rzeczywistosci-podsumowanie-mojego-miesiaca-bez-komputera/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 Mar 2011 12:29:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator><![CDATA[Monika]]></dc:creator>
				<category><![CDATA[Piękny umysł]]></category>
		<category><![CDATA[odpoczynek od internetu]]></category>
		<category><![CDATA[Odpoczynek od komputera]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rawolucja.pl/?p=2073</guid>
		<description><![CDATA[Ha! 30 dni minęło i jestem :) Na początek chciałam Wam bardzo, bardzo gorąco podziękować za komentarze i wiadomości. Jestem naprawdę wzruszona entuzjazmem i pozytywną energią jaką mnie obdarowujecie. Dobrze znowu być z Wami :D &#160; Trudno mi opisać ten miesiąc bo mam wrażenie jakbym wróciła z bardzo długiej podróży ...]]></description>
				<content:encoded><![CDATA[<p>Ha! 30 dni minęło i jestem :) Na początek chciałam Wam bardzo, bardzo gorąco podziękować za komentarze i wiadomości. Jestem naprawdę wzruszona entuzjazmem i pozytywną energią jaką mnie obdarowujecie. Dobrze znowu być z Wami :D</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Trudno mi opisać ten miesiąc bo mam wrażenie jakbym wróciła z bardzo długiej podróży choć nigdzie nie wyjeżdżałam. Ale od początku&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Pierwszy tydzień był bardzo ciężki. Kiedy wyłączyłam komputer, włączyłam telewizor. Kiedy wyłączyłam telewizor, sięgnęłam po gazetę. Ciągle trawiło mnie uczucie, że świat zaczyna mnie wyprzedzać, a ja zostaję w tyle. Tyle ważnych informacji mi przepadało! Decydując się na to doświadczenie zdawałam sobie sprawę ze swojego uzależnienia od internetu, jednak te pierwsze dni pokazały mi, że nie do końca o internet tu chodzi. Hasło &#8222;żyjemy w dobie informacji&#8221; nabrało dla mnie nowego znaczenia. Dlaczego? Bo to od informacji jesteśmy uzależnieni, a nie od poszczególnych nośników takich jak telewizja czy internet. Nie próbuję powiedzieć, że dążenie do zdobywania wiedzy jest złe. Gdyby nie internet nie dowiedziałabym się o Raw food i pewnie bym nie wyzdrowiała. Nie poznałabym wielu inspirujących, wspaniałych ludzi. Jednak to ta dobra strona. Zła jest taka, że ten ciągły szum informacyjny oddala nas od samych siebie. Kiedy mamy problem odruchem staje się wpisywanie go w wyszukiwarkę. Jeśli sprawa dotyczy czysto technicznych lub naukowych zagadnień to pewnie tego nie unikniemy. Ale coraz więcej z nas szuka w internecie odpowiedzi na pytania których tylko my sami możemy sobie udzielić: jak się motywować? co zrobić by odzyskać entuzjazm? jak pozbyć się ciężaru przeszłości? jak wybaczyć? itd. Nie bez powodu różnego rodzaju strony, fora, blogi dotyczące NLP i innych tego typu technik cieszą się ogromną popularnością. I to też nie jest złe. Pułapka polega na tym, że porady lub przykład innych to &#8222;gotowce&#8221;, które mogą się nijak mieć do naszych osobistych potrzeb. Stosując je niejednokrotnie sami siebie skazujemy na porażkę &#8211; jak może rozwiązać nasz wewnętrzny problem odpowiedź, której udzielił ktoś inny? Często nie znając nas nawet? Stosujemy więc najróżniejsze metody, które nie przynoszą oczekiwanego efektu, jesteśmy zniechęceni, czujemy bezsilność, szukamy więc następnej techniki. Kolejna zawodzi, jesteśmy coraz bardziej zniechęceni i czujemy się jeszcze bardziej bezsilni, aż w końcu rezygnujemy uznając, że nie potrafimy lepiej żyć, być zdrowsi, bardziej radośni i (nad)zwyczajnie szczęśliwi. A tak naprawdę nie potrzebujemy internetu, telewizji czy prasy, aby znaleźć odpowiedzi na dręczące pytania &#8211; wszystkie są w nas.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Drugą kwestią jest życie &#8222;życiem innych&#8221;. Czytając artykuły, czy blogi osób które podziwiamy widzimy wycinek, w większości, tej ładniejszej części ich życia. Często nie uświadamiamy sobie, że danej osobie dojście do takiej kondycji ciała i ducha zajęło wiele lat. Teksty czy zdjęcia powstają szybko &#8211; nawet z dnia na dzień, ale doświadczenie jakie za tym stoi to niejednokrotnie kilkadziesiąt (kilkaset) dni mozolnej, żmudnej pracy. Kiedy chcemy powtórzyć sukces tej osoby oczekujemy zmian następujących równie szybko jak publikowanie postów na blogu. I przychodzi rozczarowanie&#8230; Co robimy? Znowu &#8211; zamiast w kierunku samych siebie (&#8222;w porządku, <strong>mi</strong> to tyle zajmuje, ale i tak jest super&#8221;) zwracamy się do innych, bo sobie lepiej radzą, bo może są bardziej wytrwali itd. Nie są, po prostu widzimy ich w momencie w którym odnieśli już sukces. Za jakiś czas będziemy mogli powiedzieć to samo o sobie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Trzecia rzecz to chaos jaki wprowadzają informacje i porady innych do naszego życia. Swego czasu bardzo lubiłam czytać miesięcznik psychologiczny &#8222;Charaktery&#8221;. Aż do czasu kiedy odkryłam, że z każdym numerem gazety uświadamiam sobie swój nowy problem. Napędzało to uczucie, że ciągle jest coś nie tak, tyle jeszcze muszę zmienić, nie zdążę się uporać z jedną sprawą już przychodzi następna (z kolejnym numerem gazety). Nie chcę tutaj pisać o działaniach marketingowych mających na celu wytworzenie sztucznych potrzeb (które można zaspokoić tylko danym produktem), bo to jest dość oczywiste. Natomiast wiele osób nie zdaje sobie sprawy z rozproszenia jakie wywołuje dzielenie się na forach i innych serwisach społecznościowych swoimi przemyśleniami kiedy jeszcze nie jesteśmy pewni ścieżki jaką chcemy podążać. Każdy ma intuicję co jest akurat dla nas najlepsze i bierze pełną odpowiedzialność za swoje decyzje. Słuchanie porad w sytuacji kiedy nie mamy ugruntowanej opinii jest słuchaniem czyjejś intuicji. Najczęściej ludzie którzy nam doradzają robią to z naprawdę najlepszymi intencjami, należy im się za to wdzięczność, ale nikt nie zna nas tak dobrze, jak my sami.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W świetnym artykule Joanny Nikodemskiej z  miesięcznika Focus czytamy: &#8222;Z badań wynika, że mózg obcujący niemal stale z internetem zaczyna pracować na innych obrotach. Przede wszystkim nie nadąża z przetwarzaniem informacji (dziennie wchłaniamy ich nawet 34 gigabajty, co odpowiada 100 tys. słów) i przechodzi w tryb awaryjny. Odłącza korę przedczołową, część odpowiedzialną za empatię, altruizm, tolerancję. W efekcie człowiek obojętnieje na to, co nie dotyczy go osobiście. Aby zareagować na widok potrzebującego, potrzebuje już nie dwóch, ale aż ośmiu sekund &#8211; wykazali naukowcy z University of Southern California. Tyle czasu zajmuje przetworzenie tego, co widzimy, na to, co czujemy. Ci, którym internet towarzyszy stale od dzieciństwa, coraz bardziej przypominają ludzi chorych na autyzm. Mają problemy z komunikowaniem uczuć, rozumieniem cudzego punktu widzenia i utrzymywaniem relacji społecznych: unikają kontaktu wzrokowego, słabo radzą sobie z odczytywaniem mowy ciała &#8211; uważa prof. Gary Small, psychiatra z University of California w Los Angeles, nazywający to młode pokolenie Cyfrowymi Tubylcami. Zapamiętują oni mnóstwo informacji, ale nie potrafią ich interpretować ani zrobić z nich użytku &#8211; kreatywność bardzo się dziś ceni, ale coraz mniej ludzi jest do niej zdolnych.&#8221;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kiedy po ok tygodniu udało mi się uspokoić umysł, odkryłam, że ostatnio przez ten szum informacyjny miałam naprawdę kiepski kontakt sama ze sobą. Umknęło mi kilka marzeń, ciągle sama sobie podcinałam skrzydła. Niemal nie odstępował mnie trudny do zlokalizowania niepokój, jakaś presja. Traciłam czas i energię na siedzenie przed komputerem zamiast ulepszać własną rzeczywistość, wcielać w życie marzenia czy zwyczajnie posiedzieć z drugim człowiekiem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><object width="525" height="432" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/YTo82kS4K5o&amp;feature" /><embed width="525" height="432" type="application/x-shockwave-flash" src="http://www.youtube.com/v/YTo82kS4K5o&amp;feature" /></object></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na ten miesiąc bez komputera. Z oczyszczonym umysłem i bliżej siebie tegoroczne porządki wiosenne będą wyjątkowo gruntowne. Jedną z ważnych decyzji jakie już podjęłam jest zorganizowanie spotkania na temat Raw food. Uhm, czuję się jak przed pierwszą randką, drżenie rąk, miękkie kolana ;)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Niniejszym zapraszam 14 maja (sobota) do Warszawy na bezpłatne spotkanie &#8211; w roli głównej zobaczymy Raw food, z delikatnym tłem mojej osobistej historii powrotu do zdrowia. Więcej szczegółów wkrótce, ale już dzisiaj zarezerwujcie sobie czas ;)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jak już być może zauważyliście RAWolucja jest od dzisiaj dostępna na Facebooku. Zapraszam do dołączenia. (Box po prawej stronie bloga, pod opisem)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>A teraz przyznajcie się ile pączków już dzisiaj zjedliście? ;)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rawolucja.pl/piekny-umysl/zakochaj-sie-w-rzeczywistosci-podsumowanie-mojego-miesiaca-bez-komputera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
